Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

10 ton odpadów w sercu Śląska. Tak władze Bytomia związane z PO dbają o czystość w swoim mieście

W historycznym parku im. harcmistrza Franciszka Kachla w Bytomiu, gdzie znajduje się cenne arboretum - nowo powołana spółka miejska Bytomski Zakład Usług Komunalnych składowała blisko 10 ton odpadów. Tłumacząc się, poinformowała WIOŚ w Katowicach, który nadzoruje sprawy ekologii w regionie, że zrobiła to tylko w trybie awaryjnym. Tyle, że BZUK po pierwsze nie ma uprawnień, by w ogóle odpady składować, a po drugie, ledwie miesiąc temu został powołany właśnie po to, by dbać o czystość w mieście. Tak przynajmniej zarekomendował powstanie tej spółki na sesji bytomskiej Rady Miejskiej Michał Bieda, zastępca prezydenta Bytomia, który w ub.r. startował na radnego z list KO, prywatnie syn prominentnej senator Platformy, Haliny Biedy.

To lubiane miejsce wycieczek

Park Miejski im. harcmistrza Franciszka Kachla powstał w centrum Bytomia w 1840 r. Na przełomie XIX i XX wieku powołano tu pierwsze ZOO na terenie Śląska, gdzie zamieszkiwało blisko 100 gatunków zwierząt. Obecnie historyczny park obejmuje prawie 40 ha malowniczych ścieżek spacerowych, zakątków z rzeźbami plenerowymi i stawów. Park jest wpisany na listę zabytków woj. śląskiego. Działa tu też otwarte kąpielisko w dawnej łaźni. Sercem parku przy ul. Tarnogórskiej jest miniarboretum.

Reklama

W 2018 r. na odrestaurowanie parków miejskich w Bytomiu przeznaczono prawie 15,5 mln zł, w tym 12 mln zł z dofinansowania unijnego. Wówczas na terenie arboretum na obszarze ponad 2 tys. m kw. nasadzono ponad 400 gatunków roślin, pochodzących z różnych stron świata i z różnych stref klimatycznych. Np. w tutejszej oranżerii  znalazły się storczyki: Cymbidium, Oncidium, Zygopetalum, Vanda oraz Phalaneopsis; zygokaktus; bananowiec oraz m.in. araukaria, cytrusy, kawa, kurkuma oraz rośliny z gatunku bromeliowatych. Nie zabrakło też kaktusów, czy gatunków owadożernych: dzbaneczników, kapturników i rosiczek. Swój dom znalazły tu również ptaki i gady: amadyniec, afrokulczyk mozambijski, amadyna zebrowata czy żółw żółtolicy. Nic dziwnego, że park i arboretum to lubiane miejsce wycieczek rodzinnych dla bytomian i lekcji przyrodniczych dla najmłodszych. 

Pod wspomnianą już lokalizacją przy ul. Tarnogórskiej 1a, działa też zaplecze techniczne Bytomskiego Zakładu Usług Komunalnych sp. z o.o. 

Ponad 10 ton odpadów

10 lipca br. bytomscy radni Maciej Bartków i Waldemar Gawron z Prawa i Sprawiedliwości przeprowadzili kontrolę w Bazie Technicznej Bytomskiego Zakładu Usług Komunalnych w Bytomiu przy ul. Tarnogórskiej 1a. Przypomnijmy Prawo i Sprawiedliwość w Bytomiu kilka lat temu zablokowało ściąganie do miasta odpadów zza granicy i doprowadziło do usunięcia, tych już przywiezionych. Teraz radni przy Tarnogórskiej ujawnili stosy odpadów komunalnych zalegających na ziemi. Śmieci zalegały tam już wiele dni, gnijąc wydzielały intensywny fetor. Nad nimi krążyły roje much. 

"BZUK nie dysponuje żadną decyzją na zbieranie odpadów, nie może zatem składować ich w tym miejscu. Sytuacja jest o tyle skandaliczna, że baza znajduje się na terenie arboretum w zabytkowym Parku Miejskim" - wskazali radni w notatce służbowej. Na miejscu wykonano też dokumentację fotograficzną.

Spółka została powołana, by dbać o czystość

Spółka BZUK została wydzielona z Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Bytomiu. Zaczęła działać 1 czerwca br.

Gdy prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, powołał nową spółkę tłumaczył, że powstała po to, by zająć się czystością w mieście. Prezydent Wołosz twierdził, że firmy którym się, to dotąd zlecało na zewnątrz nie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Dlatego miasto samo będzie kosić trawę, sprzątać, dbać o czystość. Ta spółka nie ma jednak ludzi, którzy mogliby wykonywać usługi, więc w efekcie roboty i tak są zlecane, na zewnątrz. Tyle, że już nie organizuje się przetargów, ale daje zlecenia z wolnej ręki. BZUK istotnie sprząta część ulic w centrum miasta, dba o kosze na śmieci na przystankach autobusowych i tramwajowych. Ma też sprzątać po większych imprezach, jak np. Dni Bytomia. To, co zostanie posprzątane powinno trafić do spółki FCC, z którą miasto ma podpisaną umowę na wywóz odpadów, ale te śmieci tam nie trafiły. Znalazły się w parku. Specjaliści oceniają, że było to 10 do 11 ton. Wywieziono, je dopiero, gdy nagłośniłem sprawę, w ciągu 2-3 dni

– mówi nam Maciej Bartków, radny Rady Miejskiej w Bytomiu z Prawa i Sprawiedliwości i członek Klubu GP w Bytomiu.

To przestępstwo

Radny Bartków dodaje: - Złożyłem w tej sprawie interpelację ale nie otrzymałem na nią jeszcze odpowiedzi. Zapytałem, czy miasto ma decyzję pozwalającą na składowanie w tym miejscu odpadów... Nie ma jej, to naturalne. Nie można składować odpadów w środku zabytkowego parku to jest przestępstwo. Zapytałem też, co pan Wołosz zamierza zrobić w związku z tym przestępstwem, ale to pytanie też na razie pozostało bez odpowiedzi.

My również skierowaliśmy pytania do Łukasza Respondka, rzecznika prasowego UM w Bytomiu w tej sprawie. Zapytaliśmy m.in. o wyciagnięcie konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za hałdy śmieci w zabytkowym parku. 

Na terenie Bazy Technicznej nie składowano odpadów. Śmieci znajdowały się w tym miejscu, bo zostały zebrane z całego miasta z zamiarem przeniesienia ich do kontenerów. Były to prace konieczne, dlatego że kosze na terenie Bytomia były przepełnione. Po zwiezieniu śmieci na miejsce i dostarczeniu kontenerów, pracownicy rozpoczęli ich przeładunek. Zanim to się jednak stało, śmieci zostały nagrane przez osoby, które wtargnęły na teren bazy i wrzucone do internetu. Film miał sugerować, że śmieci w tym miejscu są długotrwale składowane, co oczywiście nie miało miejsca. Po załadowaniu ich do kontenerów i wywiezieniu teren został uprzątnięty

–  tłumaczy sytuację Łukasz Respondek.

WIOŚ nie kontroluje spółek miejskich

10 lipca br. radni Bartków i Gawron zgłosili sprawę 10 ton śmieci w zabytkowym parku w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska w Katowicach. Zapytaliśmy w inspektoracie, jakie będą w związku z tym dalsze działania w tej bulwersującej sprawie.

- Podczas czynności w terenie inspektorzy nie stwierdzili magazynowania odpadów na terenie Bazy Technicznej Bytomskiego Zakładu Usług Komunalnych. Z uzyskanych informacji wynika, że była to sytuacja awaryjna, konieczne było zebranie odpadów ze śmietników zlokalizowanych na przystankach komunikacji miejskiej znajdujących się na gminy. Sytuacja została rozwiązana – odpady zostały przekazane do firmy FCC sp. z o.o. z Zabrza. Dalsze czynności będą podejmowane w zależności od zebranych informacji m.in. w zakresie analizy Bazy Danych Odpadowych - podsumowuje dla Niezalezna.pl Małgorzata Zielonka, rzecznik prasowy WIOŚ w Katowicach. 

Na pytanie o odpowiedzialność i sankcje Małgorzata Zielonka, podkreśla, że w stosunku do władz samorządowych, w zakresie realizacji przez nie obowiązku sprawowania nadzoru nad spółkami miejskimi, inspekcja ochrony środowiska nie ma uprawnień kontrolnych.

"Tajemniczy klient" prezesa Mańki

Za to my przyjrzeliśmy się bytomskim politykom związanym z Platformą. Prezes BZUK Marcin Mańka, wcześniej był współpracownikiem Andrzeja K. właśnie zatrzymanego przez CBŚP w związku z korupcją byłego prezydenta Chorzowa z Platformy, gdzie prowadził niewielką spółkę gospodarowania odpadami. Wsławił się m.in. tym, że zatrudnił pracownicę, jako tzw. "tajemniczego klienta". Takie osoby, zatrudniają np. supermarkety, by sprawdzać jakość obsługi. "Tajemniczy klient", wchodzi w interakcje z kasjerką sklepu, by sprawdzić, czy ta zachowuje się wystarczająco życzliwie i kulturalnie wobec klientów. Zatrudniona przez menedżera Mańkę osoba miała w Chorzowie, sprawdzać czy w mieście jest czysto. I zarabiała, za to... prawie 26 tys. zł miesięcznie. Inni pracownicy spółki mieli zastrzeżenia i zgłaszali, że nikt jej nie widział w pracy. Marcin Mańka tłumaczył, że skoro to "tajemniczy klient", to nikt go znać nie może. 

- Wtedy zaproponowałem na sesji w Bytomiu, że miasto może powołać mnie na tzw. "tajemniczego klienta". Gwarantuję, że w pracy nikt na pewno mnie nie zobaczy, ale wezmę o połowę mniej. Ale zatrudniony nie zostałem… - żartuje radny Bartków.

Spółka BZUK miała ruszyć 1 maja br., ale miała opóźnienie i ostatecznie ruszyła 1 czerwca. BZUK przejął osoby zatrudnione wcześniej w Miejskim Zarządzie Dróg i Mostów, które zajmowały się pracami porządkowymi. Ponieważ jednak te osoby musiały przejść z jednostki budżetowej do spółki miały stracić wiele przywilejów zawodowych, 13-stki, urlopy. Tylko, dzięki związkom zawodowym, pracownicy są zrzeszeni w "Solidarności", udało się ocalić prawa pracowników. Te negocjacje trwały właśnie miesiąc. 

- Spółka nie jest przystosowana, by zajmować się czystością w 135-tysięcznym mieście. W dużym mieście powiatowym. Te 60 osób nie ogarnie czystości w takim mieście, jak Bytom. Brakuje też sprzętu. Jak zostałem poinformowany na sesji, kupiono nowy sprzęt. 4 kosiarki do trawy i kilka odkurzaczy do liści. To jakaś kpina - stwierdza w rozmowie z "Niezależną" radny Bartków.

Także Łukasz Respondek, rzecznik prasowy UM w Bytomiu przyznaje, że spółka jest dalej na etapie rozruchu, a swoje zadania realizuje na tyle, na ile pozwala jej potencjał osobowy i ekonomiczny.

Jak to w Platformie

Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, ubiegał się o ten urząd startując z listy KO. Z kolei obecny zastępca prezydenta Michał Bieda, który podczas sesji RM w Bytomiu rekomendował powstanie spółki BZUK, startował z listy KO na radnego. Wcześniej należał do Platformy, ale stracił partyjną legitymację, od kiedy w 2014 roku ujawniono, że ostrzelał z paintballa billboardy ówczesnego kandydata na prezydenta Bytomia bezpartyjnego Damiana Bartyli i dopisywał na nich wulgaryzmy. Został za to ukarany nawiązką 10 tys. zł na cele charytatywne i zobowiązany do ogłoszenia przeprosin byłego prezydenta. Prywatnie to syn prominentnej senator z PO Haliny Biedy. Z Platformą związany jest także prezes BZUK - M.Mańka.

Źródło: niezalezna.pl
Reklama