Obecny na demonstracji pod Sądem Najwyższym parlamentarzysta PiS Michał Wójcik został zapytany przez portal Niezalezna.pl o kwestię wkroczenia prokuratorów Bodnara do gmachu Sądu Najwyższego. Ich starania okazały się być w efekcie nieowocne i nieskuteczne, ale wzbudziły wiele emocji dzień przed orzeczeniem Sądu Najwyższego ws. wyników wyborów prezydeneckich.
- Moim zdaniem nie było żadnej podstawy prawnej, żeby prokuratorzy wkraczali do siedziby Sądu Najwyższego. Chyba, żeby mieli zgodę pani Pierwszej Prezes SN lub gdyby to było wynikiem jakiegoś przestępstwa, które było w SN popełnione
- podkreślił polityk.
Nadal obowiązuje trójpodział władzy
Przyznał, że "weszli, ale jednak nie zostali dopuszczeni do wszystkich akt dlatego, że w Polsce póki co, jest zasada podziału władzy". Wyjaśnił, że oznacza to, że wymiar sprawiedliwości jest osobną dziedziną władzy. - Pan Bodnar jest przedstawicielem władzy wykonawczej i wchodząc do tego budynku bez zgody narusza zasadę trójpodziału władzy. Jest to także rażące łamanie Konstytucji - dodał Wójcik.
Poseł tłumaczył, że zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym to Sąd Najwyższy stwierdza ważność wyborów, a Prokurator Generalny może co najwyżej przedstawić swoje stanowisko. Przypomniał, że wysyłając pismo do SN Bodnar nieprawidłowo wskazał, że on również jako PG będzie stwierdzał ważność wyborów.
Gra na osłabianie mandatu
Zapewnił, że 6 sierpnia zaprzysiężony zostanie na prezydenta Polski Karol Nawrocki.
- Ta cała akcja jest zrobiona tylko w jednym celu. Chodzi o to, żeby osłabić jego mandat, legitymację do sprawowania urzędu prezydenta - podkreślił.