Obniżki kosztem podwyżek
Premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański we środę zapowiedzieli zmiany w systemie podatkowym. Przedstawione przez nich propozycje zakładają podniesienie progu podatkowego PIT ze 120 do 130 tys. zł, a podatnicy zarabiający między 130 tys. zł a 150 tys. zł rocznie, mają się rozliczać według nowej stawki 24 proc.
I to tyle z dobrych wiadomości, bo jednocześnie premier przekazał, że propozycje te wiążą się z wielomiliardowymi kosztami, dlatego rząd proponuje także podwyżki niektórych podatków. W perspektywie półtora roku wykluczył też deklarowane w czasie kampanii wyborczej podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, m.in. z uwagi na "wielki wysiłek na rzecz obronności".
Podwyższone w związku z tym mają zostać stawki CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów uzyskujących przychody ponad 50 mln euro, czyli 200 mln zł. Powrócić też ma wcześniejszy limit przychodów ograniczający możliwość opłacania podatku zryczałtowanego, wynoszący 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł. Od 2021 r. limit ten wynosi 2 mln euro.
O 1 pkt. proc. - do 5 proc. - podniesiona ma też zostać danina solidarnościowa dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie.
Minister Andrzej Domański zaproponowane zmiany nazwał "dobrą wiadomością dla 3,5 mln podatników". - Zmieniamy skalę podatkową tak, by więcej pieniędzy zostawało w kieszeniach Polaków - dodał.
"Zobaczymy, kto będzie to państwo utrzymywał"
O projektowanych zmianach podatkowych portal Niezależna.pl rozmawiał z prezesem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) Cezarym Kaźmierczakiem.
Nasz rozmówca zaznaczył, że na tym etapie trudno mu szczegółowo odnieść się do propozycji szefa rządu i ministra finansów, jednak stwierdził, że pomysł podniesienia podatku CIT “jest uderzeniem w średni polski biznes”. - Naprawdę to jest głupie. Są firmy, które są w rozwoju i to one mają za to zapłacić. A wielkie korporacje – mimo, że teoretycznie ich to dotyczy – nie, bo one oczywiście nie płacą niczego. Dla nich nie ma znaczenia czy podatek wynosi 17, 20 czy 50 procent, bo oni i tak płacą zero, czy jakieś śladowe ilości - tłumaczył.
- To jest kolejny kamień milowy w zakresie utraty jakiegokolwiek zaufania do państwa. PiS zrobił podatek ryczałtowy, który jest najbardziej skutecznym podatkiem. Jest to najbardziej ściągalny podatek jaki w ogóle istnieje, bo jest prosty. Nie trzeba kombinować, nie ma z nim związanych ryzyk. Miliony ludzi na to przeszło i co teraz? Znowu jakieś zmiany? Państwu polskiemu nie można w niczym wierzyć, nie można na bazie kontraktu z państwem niczego planować. Państwo polskie zachowuje się, jak jacyś okupanci
- ocenił prezes ZPP.
Cezary Kaźmierczak przypomniał, że dotychczas obowiązywała “pewna umowa społeczna”, dzięki której “mały biznes ma prosty podatek”. - Siła tego podatku polega na tym, że nie ma kosztów uzyskania przychodu. Płaci się go w prosty sposób i człowiek się nie pomyli. A unikanie tego podatku ma już charakter karo-skarbowy, bo trzeba by było nie rejestrować przychodów - tłumaczył.
- Ludzie wolą nawet więcej płacić (i ze wszystkich danych wynika, że więcej płacą) i wyeliminować ryzyka związane z urzędem skarbowym, zastanawiać się nad tym co można odliczyć i nie wiadomo ile płacić księgowemu. No i proszę bardzo mamy wszystko od nowa
- powiedział.
Pytany, czy zgadza się z oceną ministra Domańskiego, który stwierdził, że zapowiedziany dzisiaj projekt zmian w systemie podatkowym stanowi dobrą propozycję dla Polaków, Cezary Kaźmierczak powiedział, że “na pewno nie”. - Ma za to zapłacić mały i średni polski biznes. Jak wytrzebią go do reszty, to zobaczymy, kto będzie to państwo utrzymywał - podsumował prezes ZPP.