Tusk był pytany podczas spotkania z mieszkańcami, jaka jest szansa na zjednoczenie opozycji pod jego przywództwem i stworzenie wspólnej listy wyborczej.
"Nie ma problemu kierownictwa. To nie jest tak, że jeśli będę miał jakiś wpływ na to, co się dzieje w Polsce po wyborach, dostanę mandat od ludzi - i nie mówię o konkretnej funkcji, naprawdę ja się 'nafunkcjonowałem'. Przynajmniej ten jeden problem, jeśli chodzi o mnie, macie państwo z głowy. Jeśli o czymś myślę każdego dnia, to oczywiście jak ich (PiS) pokonać i co zrobić, żeby było lepiej"
- przyznał Tusk.
Zapewnił, że bardzo mu zależy na wspólnym starcie opozycji i stara się do tego przekonać liderów innych formacji opozycyjnych.
"Na co im będzie ich samodzielny start, jeśli nie wygramy wyborów? Czy im się już nie znudziło siedzieć w tym Sejmie, który został brutalnie, polityczne zgwałcony przez PiS?"
- pytał Tusk przekonując, że Sejm przestał być miejscem debaty.
"Mówię do pana Szymona (Hołowni), do pana Władysława (Kosiniaka-Kamysza), do pana Włodzimierza (Czarzastego): nie możecie pozwolić sobie na jakikolwiek hazard, jakiekolwiek ryzyko"
- oświadczył lider PO.
Lider PO stwierdził przy tym, że jego partia mogłaby sobie sama poradzić, ale woli współpracę.
"To nie jest tak, że nasze posłanki i posłowie marzą o tym, żeby na liście było więcej konkurentów. Ale są gotowi posunąć się, zrobić tę przestrzeń, żebyśmy zbudowali tę jedną listę, mimo że to oznacza dla wielu moich koleżanek i kolegów prawdopodobnie nie wejście do parlamentu"
- zaznaczył Tusk.
"Mamy wystarczająco dużo wspólnych poglądów i wspólnych powodów, żeby ograć Kaczyńskiego i jego partię, nie pieniędzmi i nie służbami specjalnymi, tylko synergią, empatią i inteligentnymi manewrami. I oczywiście zjednoczona opozycja jest takim manewrem"
- powiedział lider PO.
To nie pierwszy raz, kiedy Donald Tusk apeluje o zjednoczenie partii opozycyjnych. Jest to powrót do pomysłu z 2019 roku, który doprowadził do... wyborczej porażki Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wówczas z jednej listy startowało wiele środowisk opozycyjnych, co nie przełożyło się na pokonanie PiS - Zjednoczona Prawica wygrała zdecydowanie.
Od tego czasu na wspólnych listach z Platformą Obywatelską nie chce być m.in. PSL - ludowców mocno uderzyła krytyka konserwatywnego środowiska, które nie zostawiało na nich suchej nitki za pójście do wyborów z lewicą.
Także i teraz Władysław Kosiniak-Kamysz nie chce być na jednej liście z PO, wskazując, że woli stworzyć dwa opozycyjne bloki. Natomiast Szymon Hołownia otwarcie mówił, że z Donaldem Tuskiem się nie zgadza i niewiele wskazuje na to, by coś w tej kwestii miało się zmienić.