Waldemar Żurek zastąpił Adama Bodnara na stanowisku ministra sprawiedliwości. Jedną z jego pierwszych decyzji była czystka w sądach w całej Polsce. Zawiesił 46 prezesów i wiceprezesów z powodu tego, iż podpisali oni listy do "neo-KRS" lub są "neo-sędziami". Według zapowiedzi ministra osoby te utracą stanowiska.
Decyzję Żurka skomentował w rozmowie z Onetem były prezes "Iustitii" Krystian Markiewicz, którego Bodnar ustanowił szefem tzw. Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury.
Sędzia nazwał ruch nowego ministra "chirurgicznym cięciem" i oznajmił, że o podobne działania wielokrotnie apelował do poprzednika Żurka.
- To są osoby [zawieszeni sędziowie - przyp. red.], które w rozumieniu pana ministra Żurka i środowiska "praworządnościowego" złamały konstytucję, bądź doprowadzając do likwidacji legalnej KRS, bądź też biorąc później udział w konkursach przed tym organem. To jest precyzyjne cięcie. Zdecydowane i bardzo dobrze, że tak się stało
- stwierdził.
Uważa, że Bodnar w tej sprawie działał zbyt wolno.
"Przygotujmy się na trudne czasy"
"Zajmijmy się teraz sprawami, które są ważne dla nas wszystkich i przygotujmy się na ewentualne trudne czasy, bo one mogą szybko nadejść"
– oznajmił.
Na pytanie, czy "trudne czasy" to zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w nadchodzących wyborach nie odpowiedział wprost, jednak oznajmił, że zarówno on, jak i Żurek i wiele innych osób, te "trudne czasy" przeżywali. - Wiemy, co to znaczy, jak takie trudne czasy przyjdą i nie możemy być zadowoleni z tego, że ministrem jest Adam Bodnar, czy ministrem jest Waldemar Żurek i jest w miarę fajnie, bo potem może być bardzo niefajnie - stwierdził. Z jego zapowiedzi można wnioskować, iż nowy minister będzie chciał jeszcze bardziej zabetonować system prawny.
"Jeżeli my się nie przygotujemy, nie przygotujemy tych fundamentów praworządności, to ten domek z kart zostanie zdmuchnięty w trzy dni"
– powiedział.
Zdaniem Markiewicza, Bodnar działał zbyt wolno, ponieważ "wykorzystywał ścieżki stworzone przez jego poprzedników". - Po to one właśnie po to zostały stworzone, żeby ta operacja przywracania praworządności nie zakończyła się sukcesem. Przecież o to chodziło - powiedział.
Dwa rodzaje prawa - w imię praworządności
Czym jest legendarna już praworządność, o której przez cały wywiad opowiada Markiewicz? Trudno stwierdzić. Dlatego, że na pytanie, czy działania Bodnara nie były "powolne" ze względu na to, iż działał "zgodnie z prawem" były szef Iustitii stwierdził, że istnieją... dwa rodzaje prawa.
"Prawo jest przez małe "p" i prawo przez duże "p"
– wypalił.
Przytoczył przy tym wykład byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Marka Safjana, który miał oznajmić, że "granice prawa musi wyznaczać prawo przez duże "p". - Co to oznacza? Nie te ustawy, które zostały stworzone przez tych, których zadaniem było niszczenie praworządności, ale prawo wyższego rzędu - konstytucję, prawo międzynarodowe. Przecież mamy wiele wytycznych, które wprost wynikają z bardzo licznych wyroków Trybunałów w Strasburgu i Luksemburgu. I to jest też prawo.
"Prawo jest hierarchicznie zbudowane. Nie można się trzymać tylko i wyłącznie tych reguł, które są ustalone przez ustawodawcę, zwłaszcza, kiedy nie mamy poważnego sądu konstytucyjnego, bo wtedy gramy według zasad, które są ustalone przez niszczycieli praworządności i wiadomo, jakim wynikiem zakończy się ta gra"
– oznajmił.
"Koncepcja bezprawia w todze"
Na dywagacje Markiewicza zareagowała sędzia Sądu Okręgowego w Świdnicy Kamila Borszowska-Moszowska. - Powiedzmy szczerze nie ma takiej kategorii w konstytucji. To narracja dla tych, którzy chcą działać ponad prawem, a nie w jego granicach - stwierdziła na platformie X.
"W państwie prawa wyroki trybunałów międzynarodowych nie są źródłem prawa. Obowiązuje art. 7, 87 i 178 Konstytucji. Źródła prawa są jasne. Legalizm nie jest opcjonalny. To nie teoria prawa. To koncepcja bezprawia w todze"
– podkreśliła.