W niedzielnym referendum mieszkańcy Krakowa odwołali Aleksandra Miszalskiego (KO) z funkcji prezydenta miasta. W głosowaniu uczestniczyło ponad 176 tys. osób. Do uznania referendum za ważne wymagana była frekwencja wynosząca blisko 160 tys. głosujących. Frekwencja nie wystarczyła, by odwołać radę miasta. Do czasu wyboru nowego prezydenta, miastem będzie zarządzał komisarz powołany przez premiera.
Referendum w Krakowie skomentował we wtorek na antenie Telewizji Republika poseł PiS Marcin Horała. Pytany o to, czy można się spodziewać odwołania prezydentów innych miast, wyraził nadzieję, że przypadek stolicy Małopolski będzie "pozytywnym objawem".
"Do tej pory w dużych miastach, ta ogólnopolska polityka, zdecydowanie wywierała szkodę. Taką mamy strukturę socjologiczną elektoratu w Polsce, że ten elektorat antypisowski w dużych miastach dominuje. No i tam ludzie psioczyli, psy wieszali, mówili że beznadziejny prezydent, ale na koniec, jak się to sprzedało w takim opakowaniu, że trzeba wygrać z PiS-em, no to wystarczało żeby rządzić - ze szkodą dla tej jakości zarządzania"
– powiedział.
Jak wskazał, dla niego, "człowieka z drugiej strony Polski", Aleksander Miszalski był głównie znany do tej pory z tego, że "sobie narysował na czole osiem gwiazdek". - To było jego czołowe, życiowo osiągnięcie. No, niektórzy mają mózg, a niektórzy osiem gwiazdek - stwierdził.
Jego zdaniem przypadek Krakowa może sprawić, że "kandydaci autentyczni, być może lokalni, jacyś niepartyjni, będą mieli szansę". Wskazał też, że w niedzielę miała miejsce sprawiedliwość dziejowa, a Miszalski sam zasiał swoją klęskę w czasie wyborów:
"W drugiej turze - nie wszyscy pamiętają - zdecydowanym faworytem był jego kontrkandydat i pan Miszalski świadomie, niezwykle brudną kampanię obrzucania błotem prowadził, też łamiąc przepisy de facto - oczywiście, nie udowodniono mu - o finansowania kampanii [...] Taka była strategia, że obrzydzić to ludziom, będzie bardzo niska frekwencja i wtedy to stosunkowo niewielkie poparcie wystarczy. Ale niska frekwencja obniża też próg potem ważności referendum odwoławczego i tutaj wpadł we własne sidła".