Nocny wybuch w Osinach
Eksplozja niezidentyfikowanego obiektu latającego, jak się później okazało - drona, do której doszło w nocy z wtorku na środę w miejscowości Osiny w woj. lubelskim wywołała potężny szum informacyjny i całą masę spekulacji. Sprzyjały temu niestety oficjalne komunikaty władz cywilnych i wojskowych. W ciągu minionych kilkunastu godzin obywatele mogli usłyszeć, że nie wiadomo, co spadło i czy doszło do eksplozji materiałów wybuchowych, czy też zbiornika paliwa, nie wiadomo czy był to dron, a następnie, że możemy mieć do czynienia z dronem przemytniczym. Ostatnia nieoficjalna wersja ze źródeł w Ministerstwie Obrony Narodowej wskazuje, że mógł być to tzw. dron „wabik”, który nie przenosił ładunków wybuchowych.
Sianie zamętu
O przyczyny i skutki ewidentnego chaosu informacyjnego, który w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do wzbudzenia paniki, ze wszystkimi jej negatywnymi konsekwencjami portal Niezależna.pl spytał płk. Mariusza Kozłowskiego.
Nasz rozmówca zaznaczył, że chce pominąć aspekty techniczne, a także kwestię tego “czy ten dron został wykryty albo dlaczego nie został wykryty”, bo “to się wkrótce wyjaśni”. - Ale właśnie mamy do czynienia z otwartym aktem wojny informacyjnej. Wojny, która po pierwsze i zawsze po pierwsze powoduje zamęt, niepotrzebne komentarze i spuszcza kurtynę na to, co się stało - powiedział.
- My dziś w Polsce dyskutujemy o tym kto wleciał czy wleciał, jak wleciał; czy miał głowicę. Tym się i tak zajmą za chwilę jakieś służby, ale dyskutujemy o tym i ktoś to zrobił celowo. Ja uważam, że wlot tego bezzałogowego statku powietrznego jest celowym zabiegiem, który ja nazywam elementem wsparcia wojny informacyjnej po to, żeby dzisiaj cała Polska rozmawiała o tym, że coś wleciało. Proszę zauważyć, nie wiemy nic, a wszyscy dyskutują o tym od rana
- tłumaczył.
Sprawdzają nasze systemy
Zwrócił uwagą, że w tym samym czasie “być może gdzieś dzieją się ważniejsze rzeczy dla Rzeczypospolitej”. - Jest oczywiste, że nie można ignorować tego, co się stało, tylko chcę pokazać, że ktoś - jeżeli założymy, że to jest planowane, a ja zakładam, że jest - ktoś, kto to zaplanował, wiedział jaką falę dyskusji to stworzy i gdzie skupi się zainteresowanie. Być może dzieje się coś złego? Być może dzieje się coś niebezpiecznego? Ale na pewno ten ktoś, kto to planował, chciał sprawdzić, jak działają nasze systemy informacyjne w Polsce. A one działają w taki sposób, że mamy wykluczające, paraliżujące się informacje. I ten ktoś, kto to zaplanował dziś otwiera szampana, być może na Łubiance - przekonywał.
Pytany czy można zakładać jakiś związek pomiędzy nocnym incydentem w Osinach z trwającym obecnie procesem pokojowym na Ukrainie, płk. Kozłowski nie wykluczył, że “jest to element jeszcze szerszej strategii, którą stosują Rosjanie w celu wywarcia presji w ramach tych międzynarodowych rozmów”.
- Ja nie wierzę w przypadek, nie wierzę w to, że to przypadkowo wleciało. Uważam, że jest to element zaplanowanej wojny informacyjnej, której wszystkich fruktów, które daje wlot tego drona do Polski dzisiaj jeszcze nie widzimy. Ale ktoś, kto to zaplanował na trzy etapy do przodu wie, jak z tego wyciągnąć dla siebie dobre wnioski i to wykorzystać
- ocenił.
Możliwy sabotaż
Zaznaczył przy tym, że nie chce “wieszać psów” na rządzących, bo wie “mniej więcej jak systemy w takich sytuacjach działają”. - I one tutaj rzeczywiście kompletnie nie zadziałały. Ale wyobraźmy sobie taką sytuację: a jeżeli tu nic nie wleciało, a jeżeli ktoś podrzucił ten dron i go detonował. Być może jest to operacja sabotażowa? Może nic nie wleciało do naszego kraju, tylko ktoś przewiózł ten dron i go odpalił? To jest możliwe. Chcę tu tylko pokazać, że to może być i moim zdaniem jest, element wojny hybrydowej, patrz: wojny informacyjnej - podsumował płk. Mariusz Kozłowski.
W nocy z 19 na 20 sierpnia w miejscowości Osiny w powiecie łukowskim (woj. lubelskie) doszło do eksplozji drona, który spadł na pole kukurydzy. Incydent miał miejsce tuż przed północą, a siła eksplozji w kilku okolicznych domach uszkodziła szyby. Na miejscu znaleziono nadpalone szczątki drona rozrzucone w promieniu kilkudziesięciu metrów. Prokuratura Okręgowa w Lublinie wstępnie ustaliła, że obiekt to dron wojskowy. Anonimowe źródła w Ministerstwie Obrony Narodowej sugerują, że mógł to być dron typu „wabik”, pozbawiony głowicy bojowej, służący do zmylenia obrony przeciwlotniczej. Co ciekawe, według informacji przekazanych przez Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych, nie odnotowano naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej z kierunku Ukrainy ani Białorusi. Sprawę badają policja, wojsko, Żandarmeria Wojskowa oraz prokuratura, a teren został zabezpieczony.