Naciski na Hołownię ws. zamachu stanu
W piątek marszałek Sejmu Szymon Hołownia potwierdził doniesienia medialne, mówiące o tym, że naciskano na niego, by wziął udział w zamachu stanu.
"Wielokrotnie proponowano, czy sugerowano mi, czy byłbym gotowy przeprowadzić zamach stanu" – powiedział na antenie Polsat News. Jak dodał, sugestie te dotyczyły zablokowania lub opóźnienia ceremonii złożenia przysięgi przez nowo wybranego prezydenta Karola Nawrockiego. Marszałek podkreślił, że stanowczo odrzucił te propozycje.
W sobotę po południu Hołownia na prywatnym koncie na Facebooku wyjaśnił, jakie były jego intencje, gdy mówił o „zamachu stanu”.
„Widzę, że jest potrzeba, więc wyjaśniam, że sformułowania »zamach stanu« użyłem we wczorajszym »Gościu Wydarzeń«, podobnie jak wielokrotnie wcześniej, nie w znaczeniu prawnym - co zresztą w rozmowie zostało wyraźnie podkreślone – a politycznej diagnozy, opisu sytuacji, w której dochodzi do poważnej destabilizacji państwa i podważenia zasad demokracji”
– napisał Hołownia.
Pełczyńska-Nałęcz skrytykowała PO. "Maksymalnie nieodpowiedzialne"
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiceprzewodnicząca Polski 2050, była dziś pytana o słowa Hołowni w TVN24. Polityk przyznała, że "były naciski i to też publiczne, więc to nie jest nic, co było ukryte, żeby nie doszło do zwołania Zgromadzenia, żeby nie doszło do zaprzysiężenia o czasie prezydenta".
Wskazała, iż marszałek użył "bardzo mocnych słów" oraz że ona sama oceniłaby, że "to są działania mające znamiona, czyli nie tak ostro". Podreśliła jednak, że "następuje takie przekierowanie uwagi na to, czy powiedział, czy powiedział za mocno", a najważniejsze jest to, że "była ewidentna próba jakiegoś zamącenia opinią publiczną i rozhuśtania nastrojów wokół wyborów".
"Były zadawane pytania, były formułowane tego typu sugestie. Tak i przychodzili do niego (marszałka Sejmu - red.) i sugerowali oczywiście, nie jestem od tego, żeby personalia ujawniać, natomiast zwracam uwagę, że to się po prostu w przestrzeni publicznej pojawiało"
– doprecyzowała.
Skrytykowała też postawę członków Koalicji Obywatelskiej, którzy publicznie kolportowali tezy o "sfałszowanych wyborach".
"Debata publiczna o wyborach ze strony naszego koalicjanta została poprowadzona w sposób maksymalnie nieodpowiedzialny. To znaczy publiczne zadawanie pytania, a właściwie nie wiadomo, kto wygrał, a właściwie może przeliczmy głosy, a wybory może zostały sfałszowane"
– powiedziała Pełczyńska-Nałęcz.