Skandal w Szpitalu Południowym
Ujawnione w ostatnich dniach informacje o nieprawidłowościach w warszawskim Szpitalu Południowym wywołały pytania nie tylko o funkcjonowanie samego szpitala, lecz także o odpowiedzialność osób sprawujących nad nim nadzór. W centrum sprawy znaleźli się Rafał Trzaskowski, władze Warszawy oraz administracja rządowa. W czwartek temat trafił na obrady Rady Warszawy, gdzie prezydent stolicy musiał tłumaczyć się z okoliczności skandalu.
Premier Donald Tusk zasugerował, że wiarygodność lekarza-sygnalisty dr Emila Jędrzejewskiego ze Szpitala Południowego jako świadka "wydaje się być wątpliwa", choć czynności z lekarzem i jego pełnomocnikiem zaplanowano w prokuraturze… dopiero na poniedziałek.
"Tusk stosuje strategię na przeczekanie i odwracanie uwagi"
Do sprawy odniósł się w programie "Michał #Rachoń" Michał Wawer, poseł Konfederacji.
To jest bardzo ciekawa praktyka w postępowaniu karnym, żeby premier państwa polskiego ogłaszał, decydował o wiarygodności świadka w postępowaniu, bazując zasadniczo na tym, że świadek po prostu odmówił zeznawania bez obecności swojego pełnomocnika, co jest w naszych obecnych realiach, w jakich w Polsce funkcjonujemy, całkowicie zrozumiałe
– powiedział polityk.
W jego opinii Tusk stosuje strategię na przeczekanie i odwracanie uwagi.
Są próby odwrócenia całej tej sprawy szpitalnej, skierowania gniewu opinii publicznej właśnie na sygnalistę, na doktora Jędrzejewskiego. Mamy sprawę politycznych nominacji, mamy sprawę tajemniczych zgonów na SOR-ze, mamy sprawę tego lekarza, który, nie mając do tego kompetencji, z politycznego nadania de facto tym SOR-em zarządzał. Chyba najbardziej naturalną reakcją Rafała Trzaskowskiego było skierowanie całej sprawy do prokuratury i to był dobry ruch. Natomiast widać, że już przyszły jakieś inne polecenia z góry od Donalda Tuska
– powiedział.
Jego zdaniem "Tusk i Trzaskowski liczyli na to, że po prostu uda się to utrzymać w tajemnicy, tak jak pewnie bardzo wiele podobnych, rozmaitych afer w całym kraju".
Nawet jeśli oni coś znajdą na tego doktora Jędrzejewskiego, to przecież nie rozgrzesza tego wszystkiego, co zostało ujawnione wcześniej. Co z tym zrobić? W dobrze funkcjonującym państwie prokuratura byłaby właśnie wymagana, żeby się tym zajmować, to wyjaśniać, schwytać i uchwycić innych. Wiemy, że w warunkach, w których prokuratura jest skrajnie upolityczniona i podlega ministrowi rządu Donalda Tuska, nie możemy na to liczyć. Wlecze się za nami niespełniona obietnica ze stu konkretów Platformy o rozdzieleniu prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości. Jakoś tutaj Donald Tusk magicznie zapomniał o tej swojej obietnicy, kiedy tylko doszedł do władzy, bo dla rządu bardzo wygodne jest kontrolować prokuraturę
– stwierdził.
Dodał, że "na poziomie personalnej odpowiedzialności karnej głównym podejrzanym jest doktor Kacprzyk, natomiast na poziomie politycznym mamy tu do czynienia z całym dużym układem polityków, przede wszystkim Platformy Obywatelskiej".