Syreny zawyły po upadku rakiety. Sobkowiak-Czarnecka krytycznie o resorcie Kierwińskiego
W nocy z 29 na 30 lipca w powiecie biłgorajskim na Lubelszczyźnie eksplodowała rakieta. Do zdarzenia doszło około 2 km od najbliższych domów. Syreny alarmowe w okolicznych miejscowościach uruchomiono dopiero po wybuchu, jednak mieszkańcy nie otrzymali informacji wyjaśniającej przyczynę alarmu. Były też miejscowości, w których syren nie uruchomiono wcale. Komunikatu w tej sprawie nie rozesłało również Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
O sprawę została dziś zapytana Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, wiceszefowa resortu obrony narodowej. Polityk wskazała na odpowiedzialność Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, któremu szefuje Marcin Kierwiński.
To, co na pewno trzeba poprawić, to kwestię uruchamiania syren, bo ta sytuacja sprzed dwóch tygodni czarno na białym pokazała, że ten system po prostu nie działa. To jest w gestii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. To, co my możemy zrobić jako ministerstwo obrony to to, co się już odbyło, czyli kolejne spotkania pomiędzy Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych
– powiedziała.
Dodała, iż dzisiaj "informacja do RCB wychodzi od wojskowych - pytanie, czy nie powinniśmy więcej informować SMS-ami, np. o podrywaniu myśliwców, to, co robimy dzisiaj w sieci".
W idealnym świecie pewnie powinno się dziać automatycznie, ale to są dzisiaj działania, które są przez MSWiA (realizowane - red.)
– doprecyzowała.
Wskazała też, iż jej zdaniem poprawa powinna nastąpić w ciągu najbliższych tygodni.