Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Kosztowny zegarek od szefa Zondacrypto? Prezes PKOl pokazał certyfikat

Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego zaprzeczył jakoby miał dostać od szefa Zondycrypto wart 40 tysięcy euro zegarek Patek Philippe. O rzekomym prezencie od Przemysława Karla piszą w poniedziałek media, podając, iż miał być on formą podziękowania za wstawienie się Radosława Pisiewicza u szefa UOKiK Tomasza Chróstnego i byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Na antenie Telewizji Republika szef PKOl zdementował te doniesienia, pokazując wystawiony na niego certyfikat.

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”

W poniedziałek Wirtualna Polska i TVN24 opublikowały tekst o rzekomych koneksjach prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza z szefem Zondacrypto Przemysławem Kralem. W artykule czytamy m.in. o tym, iż Piesiewicz miał dostać od Krala zegarek Patek Philippe wart 40 tysięcy euro oraz inne prezenty za wstawiennictwo u byłego premiera Mateusza Morawieckiego i u prezesa UOKiK w sprawie kontroli zajmującej się kryptowalutami firmy - co ostatecznie nie dało rezultatu.

W niedzielę Onet.pl zapowiedział "największą przedwyborczą bombę sezonu politycznego", która ma uderzyć przede wszystkim w prezydenta RP, Karola Nawrockiego. Ma to związek z "odbiciem" przez Romana Giertycha i Jacka Dubois głównego bohatera afery Zondacrypto Przemysława Krala. Według nielegalnie przejętej TVP, Kral miał uzyskać status małego świadka koronnego i obciążać w zeznaniach polityków prawicy.

W piątek Piesiewicz do pytań, które dostał od twórców publikacji odniósł się na platformie X. Stwierdził wówczas, iż bez wątpienia oparte są na znajomości akt sprawy, do których dziennikarz nie powinien mieć dostępu.

W poniedziałek z kolei szef PKOl gościł w Telewizji Republika, gdzie szerzej odniósł się do stawianych wobec niego oskarżeń.

"Mnie też oszukał"

Piesiewicz kategorycznie zaprzeczył tezom stawianym w artykule. Jak przekazał, jest jedną z osób oszukanych przez Zondacrypto.

-  Wpłaciłem do Zondacrypto 200 tys. euro, mam potwierdzenia przelewów. Też jestem oszukany, poszkodowany

- powiedział.

Odnosząc się do kwestii zegarka oświadczył, iż nie dostał go od Krala, ale kupił przy jego pomocy.

- Oddałem, nie euro, tylko franki szwajcarskie. Mam na tę okoliczność wypłaty z konta swojego. Jakbym dostał ten zegarek, to nie miałbym certyfikatu pochodzenia wystawionego na "Radosław Piesiewicz"

- powiedział, pokazując na antenie wspomniany certyfikat.

Piesiewicz obalił również przedstawioną w artykule wersję, jakoby Kral miał zapłacić za jego pobyt w hotelu w Monako w listopadzie 2025 roku. Pokazał fakturę wystawioną na PKOl, którą - jak przekazał - później rozliczył z prywatnych środków. - Tu nikt nikomu za nic nie płacił - podkreślił.

"Dzisiaj oszust staje się świadkiem koronnym i sami wiemy, jak to było w przyszłości, że oszuści mogą składać nieprawdziwe zeznania, mogą oczerniać wielu ludzi [...] Ja wiem, że jestem bardzo niewygodnym prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ale dajmy spokój [...] mam świadków na to, że przekazywałem panu Kralowi franki szwajcarskie za zakup zegarka"

– powiedział.

Piesiewicz o nagonce

Jak przekazał szef PKOl, próba oczerniania go trwa już od jakiegoś czasu - przy wykorzystaniu służb. -  Do niektórych osób przychodzili agenci CBA [...] proponując 50 tys. żeby tylko "coś na Piesiewicza powiedział" i żeby można było coś zrobić ze mną, żeby można było za wszelką cenę mnie odwołać. Przychodził do mnie człowiek, który był prezesem spółki, przychodziło dwóch agentów i mówiło tak: "wiemy, gdzie twoja żona pracowała, straciła pracę, wiemy, gdzie dzieci chodzą do szkoły, a ty na pewno coś robiłeś z Piesiewiczem więc powiedz, to ci pomożemy w spółce, w której miałeś problemy" - przekazał.

"To jest szaleństwo. Ci ludzie do mnie przychodzą, mówią, że takie rzeczy mają miejsce. To co to jest? To jest nagonka. To jest próba za wszelką cenę odwołania prezesa Piesiewicza ze stanowiska szefa PKOl-u. To jest gra obrzydliwie polityczna. Więc naprawdę, ja bym bardzo prosił wszystkich o to, żeby... fakty, nie mity"

– powiedział.

"Załatwienie sprawy"

Odnosząc się do kwestii rzekomego załatwienia sprawy u szefa UOKiK, przekazał, iż żadna rozmowa (a było ich niewiele), z Tomaszem Chróstnym nie dotyczyła firmy Zondacrypto. To samo oznajmił w kwestii rozmów z Mateuszem Morawieckim. - Już jestem nie wiem czyim człowiekiem, bo już raz mówią, że jestem człowiekiem Sasina, teraz Morawieckiego, zaraz się okaże, że jeszcze kogoś innego - ocenił.

"Jak podpisywałem z firmą Zondacrypto umowę sponsorską, ja się z tego cieszyłem, ponieważ te środki pomogły w normalnym funkcjonowaniu PKOl-u, co więcej - mogłem wysłać normalnie na Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie naszych sportowców [...] Co więcej, jak pomógł mi pan Przemysław Kral w zakupie zegarka, uważałem, że jest godny zaufania, że osoba, która inwestuje w polski sport, ale nie tylko - bo i w inne kluby zagraniczne, jest godna zaufania [...] Dałem się też oszukać, dałem się nabić w butelkę. Straciłem sam prywatne pieniądze. Jestem poszkodowanym, a dzisiaj próbuje się z osoby poszkodowanej zrobić osobę, która powinna odpowiadać za to, że Zondacrypto upadła. To jest postawione wszystko na głowie. To jest pytanie do pana premiera, do służb, czy miały taką wiedzę. Jeżeli tak, dlaczego nic nie zrobiły, dlaczego nie ostrzegły Polaków. Ja mam nadzieję, że po prostu pan Przemysław [Kral] odpowie za to, co zrobił, bo oszukał miliony osób"

– oznajmił.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polityka