Przygotujmy się na najgorsze scenariusze
Od wybuchu wojny na Ukrainie konsekwentnie zwracam uwagę na potrzebę zwiększenia polskich zdolności obronnych nie tylko w zakresie broni konwencjonalnej, lecz także możliwości odpowiedzi na atak atomowy.
Od wybuchu wojny na Ukrainie konsekwentnie zwracam uwagę na potrzebę zwiększenia polskich zdolności obronnych nie tylko w zakresie broni konwencjonalnej, lecz także możliwości odpowiedzi na atak atomowy.
Okrutnie bolesne jest pisanie o Bohdanie w czasie przeszłym. Trudno pogodzić się ze stratą człowieka, mistrza, jakich we współczesnej Polsce było niewielu. Rymkiewicz, Nowakowski czy Urbankowski – to ostatni wielcy z pokolenia wyrosłego w PRL-u, którzy potrafili mu się sprzeciwić z klasą, o którą następcom będzie trudno. Być może w pamięci potomnych zostanie jako ostatni wielki romantyk.
Czarnogóra, ten prymus integracji europejskiej na Bałkanach Zachodnich, systematycznie oddala się od Rosji. Nie było to – i cały czas do końca nie jest – oczywiste. Przecież to właśnie tu, w Montenegro, mieszka co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Rosjan, co, jak na kraj liczący obecnie trochę ponad 600 tys. obywateli, jest bardzo pokaźną liczbą. Skądinąd ciekawy jest fakt, że mimo iż kraj ten wstąpił do NATO już sześć lat temu, Rosjanie, którzy tu cały czas przybywają – zwiększenie ich liczby nastąpiło po agresji Rosji na Ukrainę – w błyskawicznym tempie uzyskują karty stałego pobytu.
Od XVI wieku Polska nigdy nie miała takiego potencjału wzrostu i nigdy nie miała takich szans na bycie w czołówce państw Europy. Ostatnie inwestycje amerykańskie, współpraca z Koreą Południową, rosnące zaangażowanie Japonii i Wielkiej Brytanii oraz wzrost obrotów z UE to sytuacja, która daje nam powód do dumy, a analitykom twarde dane do umieszczania Polski coraz wyżej w rankingach.
Środowiska LGBT uparcie skarżą się całemu światu na rzekomą dyskryminację. Fakty temu całkowicie przeczą, o czym świadczy m.in. decyzja gdańskiego sądu, który umorzył sprawę za parodię procesji Bożego Ciała podczas parady LGBT z 2019 r.
Na peryferiach jest cała kolejka chętnych do roli „wysłannika pokoju”, który zakończy wojnę Rosji z Ukrainą. Kogo tam nie ma – nawet przywódcy Zambii, Komorów, Brazylii i Indonezji lansowali się na nieszczęściu Ukraińców. Jakoś tak jest, że gdy przyjrzeć się ich (?) inicjatywom, jest to „pokój” na warunkach Rosji.
Mamy ogórki po kaszubsku, po kozacku, a od wtorku także po kiszyniowsku. Mowa oczywiście o tragicznym wyniku reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2024 w meczu z Mołdawią.
Nie milkną echa propozycji udziału w rozbiorze Ukrainy, jaką w Moskwie Donaldowi Tuskowi miał złożyć Putin. Sam brak reakcji polskiego premiera na tak jasno wyrażony zamiar pozbawienia Ukrainy niepodległości uwikłał Polskę w grę przeciwko bezpieczeństwu Ukrainy, Polski i Europy. Takie słowa Putina powinny włączyć wszystkie dzwonki alarmowe jako bezpośrednia zapowiedź trwającej do dziś wojny.
Wydawałoby się, że krwawa wojna na Ukrainie otrzeźwi zapędy Fransa Timmermansa i jego akolitów. Jednak nic z tych rzeczy. W czasie, gdy my z niepokojem patrzymy na Wschód i zastanawiamy się, czy wojna sięgnie naszego terytorium, w Unii Europejskiej nadal mieszają kijem w bajorze, sprawiając, że woda staje się coraz bardziej mętna.
Wszystkim zniecierpliwionym brakiem większych sukcesów kontrofensywy Kijowa radzę, aby uzbroili się w cierpliwość. Ukraińcy zmobilizowali na tę okoliczność 20 brygad, a użyli do tej pory raptem niespełna trzech.
„Kiedyś Radosław Sikorski miał być ekspertem w sprawach międzynarodowych. Dziś stał się kłopotem” – powiedzieć miał „Wprost” anonimowy polityk Platformy. Jest faktem, że byłego szefa dyplomacji najłatwiej zobaczyć dziś można w serialu „Reset” i w jego własnych mediach społecznościowych, nie jako delegata partii do mediów.
Paranoja w Rosji postępuje. Niedawno bezpieka aresztowała pracownika zakładów zbrojeniowych na Syberii, który miał rzekomo zdradzać tajemnice wojskowe i przemysłowe Niemcom w zamian za obywatelstwo niemieckie oraz 300 euro. To już kolejny w ostatnich tygodniach pracownik przemysłu zbrojeniowego aresztowany przez FSB.
Można zażartować, że Donald Tusk, którego imprezę 4 czerwca sympatyzujące z prawą stroną media w pewnym stopniu zlekceważyły, znalazł sposób na to, by tym razem nie schodzić z łamów gazet i ekranów nawet najbardziej kojarzonych z PiS nośników informacji. Tyle że niespecjalnie jest z czego żartować. Lider Platformy i jego specjaliści od wizerunku weszli najwyraźniej na drogę, na której bardzo trudno jest się zatrzymać. Przekaz aspirującej do władzy partii został sprofilowany pod kątem jej najbardziej radykalnych zwolenników, a zarazem właśnie przez tę grupę ukształtowany. Dzisiejszy Tusk nie mówi już nawet wczorajszym Tuskiem, mówi przedwczorajszym Palikotem.
Podczas zorganizowanego w weekend w Petersburgu spotkania z udziałem afrykańskich przywódców, m.in. z Senegalu, RPA i Zambii, rosyjski zbrodniarz wojenny Władimir Putin próbował wytłumaczyć barbarzyński proceder porywania i wywożenia ukraińskich dzieci na terytorium Rosji.
W Łodzi odbył się kolejny Lekarski Egzamin Weryfikacyjny. Może do niego przystąpić osoba, która uzyskała w państwie spoza UE, po ukończeniu co najmniej pięcioletnich studiów, dyplom lekarza uprawniający w tym państwie do wykonywania zawodu lekarza.
„Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio, w pierwszych zdaniach mego listu spieszę donieść, że wydawało mi się przez lata, iż stoję w pierwszym szeregu walki z faszyzmem. A tu okazało się, że to ja jestem reakcją!”.
Dziewięć lat temu, 18 czerwca 2014 r., funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wkroczyli do redakcji tygodnika „Wprost”, chcąc zabezpieczyć komputery i nośniki danych w związku z aferą taśmową. Takie obrazki żywcem wyjęte z działań reżimów na Białorusi i w Rosji miały miejsce dziewięć lat temu, gdy na czele rządu stał Donald Tusk.
W rubryce „płeć” można było wybrać, czy jest się mężczyzną, kobietą, osobą niebinarną czy kimś nieidentyfikującym się z żadną płcią. Słabo mi się zrobiło.