Nic pewnego
Prawie wszyscy komentatorzy sceny politycznej zabierający głos w mediach głównego nurtu zdają się być zgodni, że PiS – czy szerzej obóz Zjednoczonej Prawicy – nie ma szans na utrzymanie pałacu prezydenckiego.
Prawie wszyscy komentatorzy sceny politycznej zabierający głos w mediach głównego nurtu zdają się być zgodni, że PiS – czy szerzej obóz Zjednoczonej Prawicy – nie ma szans na utrzymanie pałacu prezydenckiego.
Wynurzenia byłego szefa BND Augusta Hanninga na temat polskiego udziału w wysadzeniu w powietrze Nord Streamu 2 odczytuję jako pierwszy od jakiegoś czasu atak niemieckich proputinowców (Putinversteher).
Dziwie się nieporadności, która legła chyba u podstaw tego, że nikt z prawej strony nie skontrował propozycji Donalda Tuska w sprawie Igrzysk Olimpijskich w Polsce tak, jak na to zasługiwała. Diabeł siedzi w szczegółach. Szef rządu proponując lata 2040-2044 powinien wiedzieć, że są to terminy... zarezerwowane dla innych kontynentów (ten pierwszy jest np. dla Azji). Tymczasem dla Europy termin Igrzysk to 2036 zgodnie z rotacją kontynentalną. Europa zorganizowała IO w 2004 (Ateny), 2012 (Londyn) i 2024 (Paryż), Azja w 2008 (Pekin) i 2020 (Tokio), Ameryka w 2016 (Rio de Janeiro) i kolejne igrzyska, które odbędą się w 2028 (Los Angeles), wreszcie Australia w 2000 (Sydney) i 2032 (Brisbane). Zgodnie z tym rytmem za 12 lat Igrzyska odbędą się na Starym Kontynencie, a za 16 lat w Azji. Zatem premier Tusk obiecuje Polakom, jak zawsze zresztą, gruszki na wierzbie.
Sprawa Pabla Gonzaleza vel Pawła Rubcowa może mieć bardzo poważne konsekwencje. W lokalu, w którym mieszkał ze swoją partnerką, dziennikarką Magdaleną Ch., bywali nie tylko czołowi przedstawiciele mediów liberalno-lewicowych, ale również politycy.
Wydawałoby się, że od wyborów do Parlamentu Europejskiego, Konfederacja będzie na fali wznoszącej.
Do opiłowywania katolików po Sławomirze Nitrasie i Barbarze Nowackiej dołączył Roman Giertych, który na platformie X określa się mianem katolika. Mecenas zabiera się za porządki w wybranych mediach, chce odebrać koncesję stacji radiowej o. Tadeusza Rydzyka.
Amerykańscy politycy, jak na całym świecie, raz mówią mądrze, a innym razem plotą kompletne głupoty. Kłamią na całego, że Ameryka zniknie, jeśli nie będą walczyć z tzw. globalnym ociepleniem. Mówią zaś prawdę, że zagrożeniem dla USA są Chiny i Rosja.
Nie ulega wątpliwości, że trwająca już od ponad dwóch tygodni operacja na terenie rosyjskiego obwodu kurskiego to duże osiągnięcie Ukrainy. A jak sukces Kijowa, to równocześnie sromotna porażka Moskwy.
Jeden z moich znajomych, przedsiębiorca, opowiadając o wakacjach, wspomniał, że był z rodziną „na Mazurach”, ale przy bliższych szczegółach okazało się, że mianem „Mazury” określał zupełnie gdzie indziej położone polskie pojezierze.
Przewija się masa spekulacji, analiz i nieoficjalnych doniesień w sprawie wkroczenia ukraińskich wojsk na teren obwodu kurskiego i prawdopodobnie także biełgorodzkiego. Ale o to właśnie chodzi władzom w Kijowie. Szum informacyjny ma osłabić reakcję zaskoczonych obrotem kontrofensywy Rosjan.
Kiedy śnięte ryby zaczęły wypływać z Odry dwa lata temu, uruchomiono takie pokłady histerii i żółtych pasków w mainstreamowych mediach, że niezorientowany w polityce odbiorca mógł żyć w przekonaniu, że polskie państwo i jego instytucje sypią się jak domek z kart, a PiS bezczelnie zatruwało rzekę. Gdy po dwóch latach te same ryby już się nie uśmiechają, a z wód wyławia się ich ponad 100 ton, Donald Tusk bohatersko milczy, natomiast jego minister opowiada, że „katastrofa jest pod kontrolą”. Gdzie ta rtęć? Gdzie celowe zatruwanie rzek? Dlaczego poza informowaniem te same media nie biją na alarm? Co zostało im z tej propagandy?
W latach 2005–2007 część obserwatorów życzliwych Prawu i Sprawiedliwości martwiła się, że partia ta skazana jest na utratę władzy, ponieważ otwiera zbyt wiele frontów równocześnie.
Państwo na odcinek walki ze złotą algą wysłało najlepszych ludzi, jakich ma: Urszulę Zielińską i Paulinę Hennig-Kloskę. Te dwie osoby determinują to, jak wygląda opowieść o katastrofie na jeziorze Dzierżno. Zamiast o konkretach ciągle słyszymy polityczną melodię.
Stosowanie na szeroką skalę sztucznej inteligencji (AI) pokazuje nam, w jak kosmicznym tempie rozwija się otaczająca nas technologia. Techniki AI są wykorzystywane m.in. przy tworzeniu tzw. deepfake’ów, czyli łączenia obrazu, najczęściej ludzkiej twarzy, z dźwiękiem.
Kiedy trzy lata temu w Krakowie spadł deszcz tak wielki, jakiego nie pamiętano od dawna, miejska jednostka Klimat-Energia-Gospodarka Wodna (szumnie przedstawiana jako „pierwsza w Polsce wyspecjalizowana jednostka samorządowa powołana do tego, by adaptować miasto do zmian klimatu”) przekonywała mieszkańców, że rzecz jest wyjątkowa, bo takie opady ostatni raz miały miejsce 265 lat wcześniej.
Wakacje i sezon ogórkowy nie dotyczyły amerykańskiej polityki, bo jeśli ze starań o reelekcję wycofuje się urzędujący prezydent, to jest to wydarzenie o znaczeniu ogólnoświatowym i historycznym. Gdyby brać pod uwagę to, co jest dla ludzi najważniejsze, czyli gospodarkę, demokraci nie powinni mieć szans. Jednak w kampanii to nie o stan gospodarki chodzi, bo ten nie jest wcale zły, lecz ogólne odczucia ludzi wobec wysokich cen towarów i usług. A te w ostatnich latach naprawdę dały o sobie znać w przykry sposób i powodów do optymizmu nie ma.
Mamy już potwierdzenie, że uwolnienie cen energii przełożyło się znacznie na skok inflacji i wzrost cen żywności o ponad 4 proc. Warto zwrócić uwagę, że lewicowo-liberalne media i fanatyczny protuskowy lumpenkomentariat w social mediach nie tłumaczą już nam, że to wina polityków.
Równo 24 lata temu, w pierwszych miesiącach prezydentury, Władimir Putin zderzył się z pierwszym poważnym kryzysem swoich rządów, który mógł zniweczyć jego dyktatorską karierę. Zatonął okręt podwodny „Kursk” ze 118 marynarzami na pokładzie, co stało się podczas największych manewrów od czasów ZSRS.