Dyktator w ten sposób chciał pokazać światu odradzającą się wielkość Rosji. Zarówno sama katastrofa, jak i nieudolna akcja ratunkowa obnażyły słabość „imperium”. Wtedy jeszcze w Rosji działały niektóre wolne media i opozycja, dlatego Putin musiał się gęsto tłumaczyć. Do historii przeszły jego bezradne i jednocześnie aroganckie słowa, gdy na pytanie, co się stało z okrętem, odpowiedział, że „zatonął”. Putin jednak przetrwał kryzys, jak wiele następnych, bo potrafił go „przykryć” kolejnym „dokręcaniem śruby” i agresją na zewnątrz. Teraz, po ataku ukraińskich wojsk na obwód kurski, sytuacja wydaje się analogiczna. Siły Zbrojne Ukrainy znowu obnażyły słabość Rosji, a Putin, mimo bezpiecznego dla siebie otoczenia medialnego, wypowiada się nieskładnie i wygląda na rozbitego. Czy przetrwa również ten kryzys?
Od Kurska do Kurska
Równo 24 lata temu, w pierwszych miesiącach prezydentury, Władimir Putin zderzył się z pierwszym poważnym kryzysem swoich rządów, który mógł zniweczyć jego dyktatorską karierę. Zatonął okręt podwodny „Kursk” ze 118 marynarzami na pokładzie, co stało się podczas największych manewrów od czasów ZSRS.