Najśmielszy i najbardziej zadziwiający pomysł mieli Litwini: przyszło im do głowy zaprosić na tron Rzeczypospolitej największego chyba ówcześnie furiata i okrutnika, czyli księcia moskiewskiego Iwana Groźnego. Było w tym sporo egoizmu, wszak Moskwa była zagrożeniem dla Litwy właśnie, ale także i śmiałej myśli politycznej – unia z Moskwą miała być powtórzeniem na większą skalę misji chrystianizacyjnej i kulturowej, jaką Polska przeprowadziła na Litwie w XV stuleciu. Sam wielki książę uważał, że tron krakowski mu się po prostu należy i stawiał absurdalne warunki. Inni kandydaci – Jan III szwedzki czy Alfons z Ferrary mieli raczej iluzoryczne szanse. Tak więc wydawało się, że bezkonkurencyjna jest jedynie kandydatura habsburska. Zwłaszcza magnatom i senatorom pochlebiał niezmiernie fakt, że o koronę polsko-litewską stara się aż trzech przedstawicieli najpotężniejszego rodu Europy, z samym cesarzem Maksymilianem włącznie. Do stronnictwa cezariańskiego należeli również książęta Kościoła z sędziwym arcybiskupem Uchańskim na czele. Odzywały się głosy, by królem uczynić „Piasta”, kogoś z rodzimej magnaterii, ale gdy przychodziło do konkretów, to okazywało się, że trudno jest uzgodnić kandydata. Na szarym końcu pretendentów wymieniano – acz bez zapału i przekonania – wojewodę siedmiogrodzkiego, poddanego cesarza i lennika sułtana tureckiego, księcia Stefana Batorego. Na to, że outsider stał się faworytem wyścigu po koronę, wpłynęły trzy czynniki: po pierwsze osobiste zdolności Batorego, po drugie głęboko zakorzeniona, jeszcze na polach Grunwaldu wyrosła, niechęć szlachty do „Niemców”, po trzecie wreszcie, wielka obawa Turcji przed powstaniem chrześcijańskiego – czy to polsko-habsburskiego, czy polsko-moskiewskiego – supermocarstwa.
Równie dobry do rady, jak i do oręża
Te słowa o Stefanie Batorym zapisał poseł wenecki w Rzeczpospolitej pilnie obserwujący przebieg elekcji. A latem 1575 roku zaczęły się dziać rzeczy nieoczekiwane. W lipcu Stefan Batory odniósł wielkie zwycięstwo nad Kasprem Bekieszem, swym rywalem popieranym czynnie przez cesarza Maksymiliana II. Świetny dowódca bijący „cesarskich” – to było dokładnie to, co mogło wzbudzić entuzjazm polskiej szlachty. W tym czasie ziemie ruskie Korony doświadczyły zgrozy najazdów tatarskich – brak władcy zawsze ośmielał wrogów zewnętrznych do szarpania ciała Rzeczpospolitej. Łuny pożarów i jęki wleczonych w jasyr dobitniej niż wszelkie oracje posłów uzmysławiały herbowym, jak może wyglądać ich przyszłość, gdy na tronie zasiądzie któryś z wrogów Turcji. Zresztą zarówno cesarz Maksymilian jak i Iwan Groźny zorientowali się już, jak bardzo poparcie Turcji sprzyja Batoremu. W najgłębszym sekrecie rozpoczęli negocjacje, których celem było ustalenie szczegółów rozbioru Rzeczypospolitej między Moskwę a Cesarstwo, gdyby Polacy obwołali królem Batorego.
Wydawało się to jednak niemożliwe, bowiem na trwającym od 3 października sejmie elekcyjnym mało kto się za księciem siedmiogrodzkim opowiadał. Gdy w grudniu doszło wreszcie do decydujących głosowań, wśród senatorów jeden tylko Zborowski poparł Batorego: pozostali oddali głosy cesarzowi. Już prymas Uchański 12 grudnia ogłosił go królem, już w katedrze warszawskiej dziękczynne „Te Deum” kazał intonować, gdy w sprawę energicznie wmieszał się trybun szlachecki, niesłychanie zdolny i równie ambitny – Jan Zamoyski. On to wznowił koncepcję króla-Piasta, a z braku odpowiedniego kandydata płci męskiej, zaproponował wyniesienie na tron córki Zygmunta I i siostry Zygmunta Augusta, czyli Anny Jagiellonki. Oczywiście nie było mowy, by w kobiece ręce złożono ster rządów, królowa Anna musiała otrzymać męża. Gdy więc Stanisław Szafraniec zaproponował, by mężem Jagiellonki i królem Rzeczypospolitej został Stefan Batory, odpowiedziały mu głosy szlachty: „Dobry, dobry przestaniem na nim”.
Podwójna elekcja wydawała się zwiastować niechybną wojnę domową. Jednak, gdy cesarz w sposób dla swych zwolenników niezrozumiały zwlekał, książę i wojewoda siedmiogrodzki działał szybko i zdecydowanie: przybył do Polski z liczną, doskonale wyszkoloną gwardią węgierską, zaprezentował się świetnie, złożył obietnice, których po nim oczekiwano, obsadził wakujące stanowiska (czego oczekiwano jeszcze bardziej), utwierdził zwolenników w przekonaniu o słuszności dokonanego wyboru, skaptował niechętnych, włożył na głowę koronę Obojga Narodów, przyjął hołd stanów Rzeczypospolitej i… ożenił się z Anną Jagiellonką. Ten ostatni czyn był jednak pułapką: chcąc odsunąć od tronu Habsburgów i okazać przywiązanie do „piastowskich” Jagiellonów, Zamoyski i stojąca za nim szlachta zaaranżowali małżeństwo z 53-letnią już Anną. Małżeństwo z racji nieubłaganych praw biologii skazane na bezdzietność. „Zródź babo dziecko, a babie sto lat” – równie głośno, co nietaktownie skomentował życzenia ślubne jeden z senatorów. Jedyna szansa na powstanie dynastii batoriańskiej pojawiłaby się, gdyby królowa zeszła z tego świata przed królem. Jednak ona, choć chorowita i spazmująca, miała przeżyć krzepkiego i rumianego króla Stefana, o 10 lat.
I chcieliby i boją się..
Już w pierwszych miesiącach panowania nowego władcy, szlachta przekonała się, że choć cierpliwy, to nie ma wielkiego zamiłowania do słuchania rozwlekłych oracji sejmowych, w których lubowali się szlacheccy demokraci. Król chciał decyzji i czynów, szlachta wolała kwieciste mowy, załatwianie spraw doraźne, bez długofalowej myśli politycznej, a nade wszystko „zabawy z kielichem” w cieniu pod rodzinną lipą. Pierwsze poważne starcie między monarchą a szlachtą zdarzyło się podczas ślamazarnej i fatalnej w skutkach wojny z Gdańskiem, który uparcie odmawiał uznania go za króla. To wtedy preferująca mdłe, nierozstrzygające niczego kompromisy szlachta, usłyszała od króla „Nie w chlewie, lecz człowiekiem wolnym urodziłem się: zanim w te ziemie przybyłem, nie zbywało mi ani na jedzeniu, ani na przyodziewku: wolność moją zatem kocham i zachowam. Z łaski Boga przez was królem waszym obrany zostałem; przybyłem tu za waszymi prośbami, waszymi głosami. Przez was korona została na mą głowę włożona, zatem jestem królem waszym ani urojonym, ani malowanym. Chcę panować i rządzić i ani nie ścierpię, aby ktoś z was w tym mi przeszkadzał. Bądźcie strażnikami wolności waszej, ale nie pozwolę, abyście byli moimi nauczycielami i stróżami moich senatorów. Zatem pilnujcie tak wolności waszej, aby wasza swoboda w swawolę nie została obrócona”. Niezbyt to dobrze świadczy o polskiej szlachcie: wybierają „pana wojennego”, a gdy chce wojować rzucają mu kłody pod nogi.
Lech, Czech i Prus..
Tatarzy nie byli jedynym wrogiem, który wykorzystał okres interregnum do ataku na Rzeczpospolitą. Znacznie większe i bardziej brzemienne w konsekwencje rzeczy działy się na północy. Tam rozgrywała się kolejna odsłona odwiecznego konfliktu o dominium mars Baltici, walki o panowanie nad szlakami handlowymi Bałtyku. W 1575 roku Iwan Groźny zajął praktycznie całe Inflanty północne, dochodząc aż do portu w Parnawie. Moskwa z dostępem do Bałtyku oznaczała kres potęgi Rzeczypospolitej: miliony ton taniego zboża i drewna z Moskwy zalałyby rynki zachodnie niszcząc ekonomiczne fundamenty potęgi państwa polsko-litewskiego. Powód, czy raczej pretekst ataku moskiewskiego wydawał się kuriozalny – otóż Iwan Groźny twierdził, że Inflanty były niegdyś królestwem Prusa, rodzonego brata Oktawiana Augusta, a obecnie drogą dziedziczenia należą się jemu, potomkowi cesarzy rzymskich i bizantyńskich. Nigdy jednak nie należy lekceważyć potęgi mitów, nawet fałszywych. Dwieście lat później Rosja pod hasłem „zbierania ziem odwiecznie ruskich” zajmie nie tylko Inflanty, ale i ogromną część Rzeczypospolitej wymazując ją na przeszło sto lat z mapy politycznej Europy.
O sile armii moskiewskiej decydowały dwa czynniki – liczba i okrucieństwo. Gdy jakieś miasto odmawiało otwarcia bram na pierwsze żądanie lub występowało przeciwko samowoli księcia, Iwan kazał mordować wszystkich bez względu na płeć i wiek. Taki los spotkał Nowogród Wielki, gdzie w 1570 roku pod toporami moskiewskich katów zginęło ponoć około 30 tysięcy mieszkańców. Przed armią moskiewską, która w lipcu ruszyła na Inflanty szedł strach, za nim książę duński Magnus, potem zaś Moskale w liczbie 40 tysięcy pod wodzą samego Iwana. Ciesząca się dobrobytem, i coraz bardziej pacyfistyczna Rzeczpospolita, niemal największe państwo ówczesnej Europy, obsadziła zamki inflanckie załogami liczącymi 10, 50, w najlepszym wypadku 150 żołnierzy.
Król Stefan Batory zawierał kompromisy, zbierał pieniądze i gromadził siły. Zdawał sobie sprawę, że kilkanaście tysięcy litewskiego pospolitego ruszenia, które jesienią 1577 r. wyruszyło w pole może opóźnić marsz Iwana, nawet odbić niektóre zamki, ale na pewno nie wygra wojny. W styczniu 1578 r. udało się królowi przekonać szlachtę do zwiększenia podatków, zwerbowano najemników niemieckich, nadeszły posiłki z Węgier. Jednak naprawdę gotów do wojny był Stefan Batory dopiero rok później. W czerwcu 1579 r. monarcha wypowiedział rozejm i na czele ponad 50-tysięcznej armii poszedł na wroga.
Trzy kampanie
Król Stefan, wódz i strateg wytrawny, nie skierował się jednak na okupowane przez Moskwę Inflanty. Wielonarodowa armia Rzeczypospolitej uderzyła w twierdze położone na terytorium wielkiego księstwa moskiewskiego. W sierpniu 1579 r. poddał się Połock. W roku następnym sejm ponownie zgodził się na wyższe podatki, specjalną ofiarę złożyło duchowieństwo. Efektem było jeszcze głębsze uderzenie. wojskami obok króla dowodził Jan Zamoyski, który i w tej dziedzinie dowiódł swych nieprzeciętnych zdolności. We wrześniu 1580 r. padły Wielkie Łuki, a korpusy Filona Kmity i księcia Janusza Zbaraskiego rozbijały w polu kolejne zgrupowania wojsk moskiewskich. Późną jesienią rozpoczął Zamoyski oblężenie Pskowa, moskiewskiej twierdzy tak ogromnej, że oblegającym brakowało żołnierzy, by zamknąć pierścień okrążenia. Ale przetrwali straszliwą, północno-ruską zimę, doczekali posiłków, które latem 1581 r. przyprowadził król Batory. Gdy hetman Krzysztof Radziwiłł słusznie zwany „Piorunem”, na czele ruchliwej litewskiej kawalerii, rozbijał konsekwentnie próbujące skoncentrować się oddziały moskiewskie, gdy przeciwko Moskwie wystąpili Szwedzi, gdy wreszcie padł Psków, Iwan Groźny został zmuszony prosić o zawieszenie działań wojennych. Dziesięcioletni rozejm, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskiwała Inflanty i Połock zawarto w styczniu 1582 roku w Jamie Zapolskim. Udało się odepchnąć Moskwę od Bałtyku na ponad sto lat.
Król pracowity
Wojnę z Iwanem Groźnym uznaje się za główny tytuł do chwały króla Batorego. Ma on jednak o wiele więcej zasług. Ciężko pracował by zmniejszyć zaległości w sądzie królewskim. Zygmunta Augusta rozpatrywanie apelacji nudziło, więc niektóre sprawy czekały ponad 20 lat. Batory, dla usprawnienia procedur sądowych, ustanowił Trybunały. Dwa działały w Koronie – w Piotrkowie i Lublinie, jeden na Litwie – w Grodnie. Ponieważ szlachcie wypadało służyć jedynie konno, Rzeczpospolita cierpiała na brak piechoty, a szarżą, choćby najświetniejszej husarii, zamku się nie zdobędzie. Utworzył więc król piechotę wybraniecką – złożoną z chłopów z dóbr królewskich. Jako gorliwy katolik – choć zdecydowanie przestrzegający zasady tolerancji religijnej – król Stefan wspierał jezuitów, a zwłaszcza prowadzone przez nich kolegia. Kolegium wileńskie podniósł do rangi akademii – był to pierwszy uniwersytet na Litwie. Znając doskonale historię, wiedząc, że z dzieł historycznych będą o nim potomni czerpać wiedzę, stworzył „biuro prasowe” z Reinholdem Heidensteinem na czele, któremu powierzył spisanie dziejów wojen inflanckich.
Król Stefan zmarł zaledwie po dziesięciu latach panowania. Dopiero, gdy go zabrakło, doceniono jego wielkie zdolności i czyny. Jeden z najwybitniejszych polskich monarchów spoczywa w katedrze wawelskiej.