Niemiecki atak stanowił konsekwencję fiaska planów Adolfa Hitlera, który od momentu sięgnięcia po władzę usiłował wciągnąć Warszawę w swoją orbitę wpływów. Podpisana w 1934 roku deklaracja o niestosowaniu przemocy oraz chwilowe wygaszenie antypolskiej propagandy nie skłoniły jednak Józefa Piłsudskiego ani jego następców do rezygnacji z polityki równego dystansu wobec Berlina i Moskwy. Gdy jesienią 1938 roku Hitler złożył Polsce propozycję wejścia do paktu antykominternowskiego w zamian za zgodę na budowę eksterytorialnej autostrady przez Pomorze do Prus Wschodnich i zrzeczenie się praw do Wolnego Miasta Gdańska, strona polska jednoznacznie odrzuciła te warunki, uznając je za bezpośrednie zagrożenie dla suwerenności państwa.
Złamanie przez Wehrmacht ustaleń z Monachium i zajęcie Pragi w marcu 1939 roku ostatecznie obnażyło agresywne zamiary Rzeszy, skłaniając Wielką Brytanię do udzielenia Polsce 31 marca jednostronnych gwarancji bezpieczeństwa. Brytyjską deklarację Hitler potraktował jako pretekst do zerwania układu z 1934 roku. Stanowczą i jednoznaczną odpowiedź na niemieckie roszczenia terytorialne przedstawił 5 maja 1939 roku w Sejmie minister spraw zagranicznych Józef Beck. Wskazywał wówczas: „Motywem dla zawarcia takiego układu byłoby słowo »pokój«, które pan kanclerz Rzeszy z naciskiem w swym przemówieniu wymieniał. Pokój jest na pewno celem ciężkiej i wytężonej pracy dyplomacji polskiej. Po to aby to słowo miało realną wartość, potrzebne są dwa warunki: pokojowe zamiary, pokojowe metody postępowania. Jeżeli tymi dwoma warunkami rząd Rzeszy istotnie się kieruje w stosunku do naszego kraju, wszelkie rozmowy, respektujące oczywiście wymienione przeze mnie uprzednio zasady, są możliwe. Gdyby do takich rozmów doszło – to rząd Polski swoim zwyczajem traktować będzie zagadnienie rzeczowo, licząc się z doświadczeniami ostatnich czasów, lecz nie odmawiając swej najlepszej woli”. Szef dyplomacji zakończył swoje wystąpienie słowami, które zapisały się na trwałe w dziejach narodu:
„Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.
Widząc nieugiętą postawę Warszawy, przywódca III Rzeszy postanowił zabezpieczyć się przed ewentualną reakcją Związku Sowieckiego. 23 sierpnia 1939 roku zawarto pakt Ribbentrop-Mołotow, którego tajny protokół przewidywał rozbiór terytorium Rzeczypospolitej. Porozumienie ze Stalinem dało Hitlerowi wolną rękę do uderzenia na Polskę. W instrukcjach dla swoich generałów dyktator nie krył eksterminacyjnych zamiarów:
Dysproporcja sił i samotna walka na trzech frontach
1 września 1939 roku wojska niemieckie uderzyły na Polskę bez formalnego wypowiedzenia wojny. Wśród pierwszych celów agresora znalazły się polska placówka wojskowa na Westerplatte oraz Wieluń, zbombardowany bezwzględnie przez Luftwaffe. Niemiecki plan zakładał błyskawiczne przełamanie polskich pozycji za pomocą formacji pancernych i zmotoryzowanych oraz lotnictwa, by wyjść na głębokie tyły i zniszczyć zgrupowania Wojska Polskiego w zbieżnych uderzeniach wyprowadzonych ze Śląska, Pomorza Zachodniego i Prus Wschodnich.
Strona niemiecka rzuciła przeciwko Rzeczypospolitej 1 mln 850 tys. żołnierzy, 11 tys. dział, 2800 czołgów oraz 2 tys. samolotów. Wojsko Polskie dysponowało siłami dwukrotnie mniejszymi pod względem stanu osobowego (950 tys. żołnierzy), ponad dwukrotnie mniejszą liczbą dział (4,8 tys.), czterokrotnie mniejszą liczbą czołgów (700 sztuk, w znacznej części przestarzałych konstrukcji) oraz pięciokrotnie mniejszą liczbą samolotów (400 maszyn). Sytuację obrońców pogarszała niekorzystna granica o długości około 1600 km, ukształtowana po wcześniejszym wkroczeniu Niemców na Słowację i zajęciu Moraw, co umożliwiło uderzenie z zachodu, północy oraz południa.
Polskie dowództwo zdecydowało się rozlokować główne siły w rejonach przygranicznych, rezygnując z natychmiastowego oparcia obrony o linię Narwi, Wisły i Sanu. Decyzję tę podyktowały względy polityczne: nie chciano oddawać bez walki Śląska i Pomorza, by Berlin nie mógł ogłosić zakończenia operacji po zajęciu tych ziem pod pozorem rewizji traktatu wersalskiego i wystąpić o mediację międzynarodową. 3 września Wielka Brytania i Francja przekazały Berlinowi ultimatum, a po jego odrzuceniu wypowiedziały III Rzeszy wojnę, co pokrzyżowało zamiar Hitlera dotyczący lokalnego zamknięcia konfliktu. Jednak alianci zachodni nie podjęli ofensywnych działań na lądzie, przez co Polska pozostała na polu walki osamotniona.
Sowiecki cios w plecy i ciągłość państwa
Po krwawej bitwie granicznej oddziały polskie zmuszone zostały do odwrotu w głąb kraju. W nocy z 4 na 5 września rozpoczęto ewakuację urzędów centralnych z Warszawy, a 6 września stolicę opuścił rząd wraz z Naczelnym Wodzem marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym, przenosząc kwaterę do Brześcia nad Bugiem. Wojska niemieckie dotarły pod Warszawę 8 września, napotykając zdecydowany opór obrońców, który przekształcił się w wielotygodniowe oblężenie miasta.
17 września nastąpił decydujący, zdradziecki cios ze wschodu. Łamiąc pakt o nieagresji z 1932 roku, granice Rzeczypospolitej przekroczyła Armia Czerwona, dysponująca około 1,5 mln żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i 1,8 tys. samolotów. Na Kresach Wschodnich opór stawiły jej nieliczne oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza. W obliczu podwójnej agresji najwyższe władze RP – z prezydentem Ignacym Mościckim, marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym i rządem – przekroczyły granicę z Rumunią przez Zaleszczyki, dążąc do zachowania suwerenności politycznej i kontynuowania walki na emigracji.
Mimo beznadziejnego położenia strategicznego opór trwał nadal na wielu odcinkach. Od 17 września pod Tomaszowem Lubelskim armie „Kraków” i „Lublin” toczyły ciężkie boje z Wehrmachtem, kapitulując dopiero 20 września z powodu wyczerpania amunicji. Warszawa broniła się niezłomnie do 28 września, załoga Helu do 2 października, a zmagania regularnej armii zamknęła 6 października bitwa pod Kockiem stoczona przez Samodzielną Grupę Operacyjną „Polesie” generała Franciszka Kleeberga. Choć wojna obronna 1939 roku zakończyła się okupacją całego kraju przez Niemcy i ZSRR, Rzeczpospolita nigdy nie skapitulowała, a jej legalne władze i Siły Zbrojne prowadziły dalszą walkę z okupantami u boku wolnego świata aż do końca globalnego konfliktu.