Suma wszystkich słabości
Jesienne wybory będą emocjonujące z kilku względów. Dla jednych staną się walką o władzę, a dla innych dramatyczną próbą utrzymania się na powierzchni.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Jesienne wybory będą emocjonujące z kilku względów. Dla jednych staną się walką o władzę, a dla innych dramatyczną próbą utrzymania się na powierzchni.
Kim byli ubecy – cywilni i wojskowi – w czasach PRL-u? To byli po prostu siepacze komunistycznej okupacji, którzy służyli siłowemu zniewalaniu Polaków.
Jeżeli ktoś uważa, że takie zjawiska na polskiej scenie politycznej jak: Palikot, Petru czy Hołownia są wyłącznie produktem czystej twórczości wymienionych osób i wynikają z zapotrzebowania wyborców na nową formułę, to jest nader łatwowierny.
Władze europejskie przeżywają dziś kryzys wizerunkowy, wyborcy z wielu krajów przestają im ufać i coraz głośniej odzywają się głosy o potrzebie ścisłego kontrolowania wydatków z funduszy przeznaczonych na funkcjonowanie europejskich instytucji.
W dziecięcych latach wyobrażeń o społeczeństwie, gdy wokół szalała komuna, większość z nas jawiła sobie tę Europę pięknie, śniliśmy o mitycznym „Zachodzie” jak o krainie idealnej. Zbieraliśmy reklamowe prospekty i naklejki, aby tylko być bliżej tego „zachodniego raju”. Marzenia o „tamtym świecie” były rozwinięte do tego stopnia, że każdy z nas zapamiętał swój pierwszy pobyt na Zachodzie jak wycieczkę do krainy rzeczy niemożliwych.
Bycie aktorem zakłada pewną podwójność istnienia. Przez spory czas bywa się bohaterem roli, postacią fikcyjną, a w życiu… jest się po prostu tym, kim się jest.
Restauracja niepodległego państwa nigdy nie przybierze charakteru pełnego i szybkiego, jeśli nie obejmie wszystkich instytucji władzy i zarządzania publicznym obiegiem pieniędzy. O ile system polityczny (pomimo sowieckich pozostałości i skłonności do oligarchizacji) nieco zbliżył się do modelu powielanego na Zachodzie, o tyle już władza sądownicza nie tylko nie przeszła znaczącej zmiany jakościowej, ale jeszcze swoim duchem i korzeniami ideowymi nieustannie tkwi w czasach, gdy byliśmy sowiecką kolonią. Do tego dochodzi – w większości znajdująca się w obcych dla polskich interesów rękach – „czwarta władza”, czyli media.
Klasyczny, łaciński termin „immunitas” oznacza uwolnienie od obciążeń. Jest to instytucja korzystna dla państwa, gdy odnosi się do ludzi, którzy w służbie publicznej mogą podlegać rozmaitym naciskom. Istota immunitetu tkwi właśnie w uwolnieniu ich od nacisków, które mogą przeszkadzać w realizowaniu misji dla dobra wspólnego. Immunitet nie jest zatem przywilejem, lecz narzędziem ułatwiającym bezkompromisowe pełnienie funkcji publicznej.
Można dziś śmiało stwierdzić: ten, komu nie podoba się Marsz Niepodległości, albo ma kiepskie informacje, albo jest materialnie (instytucjonalnie) zainteresowany tym, aby ten marsz zanikał i tracił znaczenie. Ta prosta obserwacja porządkuje widzenie dzisiejszej Polski i jej nieprzyjaciół.
Pospolity cham, hodowany przez cały okres PRL, znalazł się na piedestale tzw. opozycji. Cham wylazł z sądów, urzędów, szkół, teatrów, czyli wszystkich miejsc, w których michnikowo-walterowski salon zasiał swoje nasienie.
Tak, zwracam się do pani Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Jeśli o Pałacu Saskim twierdzi pani, że „wybudowali to Rosjanie, jako nasi zaborcy, ani to nie było nigdy, historycznie, związane z Polską (…)”, to chciałbym wiedzieć, kto był pani nauczycielem historii i dlaczego tak źle wykonał swoją pracę?
Niemcy mają w sobie taki gen, który sprawia, że niegromieni co pięćdziesiąt lat dochodzą do przekonania, że muszą nauczyć Europę porządku. Bo przecież ta Europa właśnie ma koniecznie maszerować w rytm germańskich marszy i teutońskich urojeń.
Bywają postaci, w których – mówiąc językiem Sienkiewicza (gdy brał się do opisu chorążego orszańskiego) – tyle dobrego co i złego mieszka. Do takich osób zaliczam niektórych niegdysiejszych opozycjonistów, którzy wykazali się mężnością w walce z komuną, a dziś zachowują się tak, że jedynie pogarda może być im oceną. Wśród dawnej, solidarnościowej i przedsolidarnościowej opozycji takich postaw jest niestety sporo. Z czego to może wynikać? Otóż przyczyn może być kilka.
Jeśli zero doda się do zera i pomnoży przez zero, to nadal pozostaje… O tej prostej prawdzie ciągle zdają się zapominać politycy, którzy od kilku lat boleśnie cierpią na syndrom odstawienia i zamiast przemyśleć źródła swych klęsk, ciągle powracają do starego schematu, który kiedyś w Polsce, z powodzeniem, zastosowały postkomunistyczne służby specjalne. Zastrzegam, że tą metaforą nie określam person, lecz jedynie zjawisko.
Kiedy byłem dzieckiem, wyobrażałem sobie, że największym oszustwem świata będzie sprzedawanie powietrza, wody i czasu. W epoce mojej młodości tak właśnie można było wyobrazić sobie karykaturę chciwości.
Obecnie coraz większą rolę w PO odgrywają lewicowo usposobieni działacze grupujący się wokół omalże już tęczowego prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
Jak festiwal Trzaskowskiego ujawnia autorów planu przewrotu w Polsce.
Rzeka umiera, a w płynącej po niej łodzi trwa nienawistna kłótnia i wyrywanie sobie wioseł. Tylko patrzeć, aż wszyscy… razem z psem, wypadną za burtę wprost do brudnej brei – tak widzę dziś wszelkie próby wyjaśnienia nagłego pomoru ryb w Odrze.
Powstają zawsze wtedy, gdy należy komuś przeszkodzić, komuś zabrać kilkanaście procent poparcia. Wunderkindy polskiej polityki – użyteczni gówniarze do mokrej, politycznej roboty.
Śmiać może się subtelny intelektualista i… wieprz. Co więcej, bywają takie dowcipy, z których obaj niemal jednocześnie gruchną śmiechem.