Media kochają osobowości
Zastanawiam się nad fenomenem popularności takich przywódców jak Viktor Orbán czy Jarosław Kaczyński.
Pomysłodawca i redaktor naczelny Gazety Polskiej, współzałożyciel i redaktor naczelny Gazety Polskiej Codziennie, Współzałożyciel i pełniący obowiązki redaktora naczelnego Telewizji Republika, pomysłodawca i prezes spółki wydającej portal Niezalezna.pl, Albicla i miesięcznik Nowe Państwo, założyciel ruchu klubów Gazety Polskiej. Autor kilku ksiazek politycznych oraz bajek i opowiadań pisanych dla czwórki swoich dzieci. W czasach komunistycznych zaangażowany w podziemie niepodległościowe, między innymi NZS i prasę drugiego obiegu. Animator w ruchu Oazowym - Światło i Życie i szef jednej ze wspólnot ruchu Muminkowego dla ludzi z upośledzeniem umysłowym - Wiara i Światło.
Zastanawiam się nad fenomenem popularności takich przywódców jak Viktor Orbán czy Jarosław Kaczyński.
Bawi mnie przerażenie liderów opozycji wypowiedzią ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, że w Smoleńsku mogło dojść do terrorystycznego ataku.
Dla większości Polaków w czasach PRL‑u rosyjskie lobby kojarzyło się albo z bezideowymi karierowiczami, albo z lewicowymi internacjonalistami wyznającymi wiarę w światową ojczyznę marksizmu.
Ciągle nie doceniamy wyborów w USA i ich skutków dla Polski. Gdyby nie zwycięstwo Ronalda Reagana, nie byłoby upadku komunizmu w Europie Wschodniej.
Prezes TVP Jacek Kurski poskarżył się, że jedyna pracownia badająca oglądalność krzywdzi telewizję publiczną. Spotkała go za to fala krytyki. W tym wypadku jednak na krytykę nie zasłużył.
Po wielkim sukcesie, jakim były manifestacje w obronie TW „Bolka” i jego prawa do donosów, należy pójść dalej i mocniej.
Tegoroczny wyjazd na Węgry ma szczególne znaczenie. Dzięki Viktorowi Orbánowi udało się zatrzymać ofensywę Berlina przeciwko Polsce.
Wielu z Państwa po ujawnieniu akt „Bolka” doświadczyło smutnej refleksji, że nasz piękny zryw roku 1980 mógł być jakoś sterowany przez Służbę Bezpieczeństwa.
Wiemy, kim był i co robił do 1976 r. Chciałbym wiedzieć, kim był naprawdę po roku 1976.
Bardzo ważną rolę ambasadora polskich interesów odgrywają kluby „Gazety Polskiej”, które w tej chwili jako jedne z niewielu szybko reagują na bzdury wypisywane przez znanych polityków w Europi
Czepiła się nas „Rzeczpospolita” zwana popularnie „Rzepą”.
Muszę przyznać, że gęba, którą dorobiła mi „Gazeta Wyborcza”: bezwzględnego faceta dążącego do celu i z lubością likwidującego swoich wrogów, choć przynosi w życiu codziennym sporo pożytków (jak tu za
Ted Cruz wygrał prawybory republikańskie w Iowa, w pierwszym ze stanów biorących udział w tej procedurze.
Bańka „masowych protestów” pękła. Nie sądzę, by szybko udało się doprowadzić do przełomu politycznego.
190 lat temu w gronie polskich romantyków zaświtała myśl, by wydawać gazetę codzienną. Pismo to nazwano „Gazetą Polską”, a jednym z jej redaktorów został Maurycy Mochnacki.
Bardzo wiele osób zmartwiło się obniżeniem ratingu dla Polski przez agencję Standard & Poor’s.
Dzięki klubom „Gazety Polskiej”, Solidarnym 2010 i innym organizacjom społecznym możemy się przekonać, że zmiany w Polsce mają poparcie nie tylko nad Wisłą, ale także w Berlinie, Paryżu, Londynie i Br
Zdumienie opinii publicznej w Polsce, jak i w Europie budzi fakt, że Polaków potraktowano surowiej niż Węgrów. Wobec nich nie uruchomiono żadnych procedur, a nam „będą się przypatrywali”.
Pamiętam, jakie opory budziło przyznanie przez kluby „Gazety Polskiej” tytułu człowieka roku Davidowi Cameronowi.
Informowaliśmy wczoraj Państwa o niezwykłym sukcesie naszej akcji obrony demokratycznych przemian w Polsce. Do polityków na świecie wysłano dziesiątki, a nawet setki tysięcy e-maili.