Wstyd samuraja
Elementarne – wybudowane na fundamencie sumienia – poczucie wstydu jest człowiekowi potrzebne. Ratuje go przed upodleniem i pohańbieniem.
Elementarne – wybudowane na fundamencie sumienia – poczucie wstydu jest człowiekowi potrzebne. Ratuje go przed upodleniem i pohańbieniem.
Mam wrażenie, że zbyt szybko ten czerwiec przeleciał. Nawet nie zdążyłem poświętować miesiąca Pride. A mógłbym. Na szczęście czegokolwiek się nie dotknę jest ostatnio albo tęczowe, albo ma gdzieś implementowane literki LGBT.
Co by było w wersji „polskiej szopy” Anno Domini 2022? Jakie środowiska i postaci zostałyby sportretowane?
„Chodnik historii” jest dla mnie jakimś symbolem kierunku, miejsca w życiu, wyboru drogi, ścieżki, którą się podąża.
Bez działań ministra Macierewicza nie byłoby tak znakomicie sprawdzającego się WOT-u ani pola do działania dla organizacji proobronnych, w takim wymiarze jak obecnie.
Objawienia fatimskie, których doświadczyła w 1917 r. trójka małych pastuszków z Portugalii, lokują się zarówno w obszarze wiary, modlitwy i pokuty, jak i spojrzenia na historię z perspektywy, w której Rosja odgrywa szczególną rolę. Wyjątkowo mocno ich treść wybrzmiewa w tym roku, kiedy ów kraj wspomniany przez Matkę Bożą pokazuje na Ukrainie, po raz kolejny, okrutną, bestialską twarz.
W słynnym swego czasu telewizyjnym show amerykańskim „What’s my line”, z lipca 1955 roku, zgromadzeni w studio eksperci, z oczami zasłoniętymi specjalnymi maskami, musieli zgadywać kto jest specjalnym gościem Johna Daly’ego. Zadawali kolejne pytania. Odkryli najpierw, że chodzi o gwiazdę filmową. Potem zaś, krok po kroku, zbliżali się do prawdy.
Tak jak był „mały sabotaż” za okupacji, tak może być „mała zdrada”: wpis na koncie internetowym, uderzenie w to, co najważniejsze dla interesu Polski.
„Atak na Polskę… nieopłacalny”. To chyba jedne z najważniejszych słów, jakie padły ostatnio w przestrzeni publicznej. Wypowiedział je Jarosław Kaczyński. I najlepiej, najprościej opisują to, co jest najistotniejsze dla Polski w tej dobie. Owszem, jest inflacja, owszem żyje się trudno, bo – co jakby nie wszyscy zauważają – za miedzą trwa wojna. Takie trywializmy trzeba niestety pisać, bo są tacy, którzy udają, że jej nie ma.
Jeśli ktoś sądzi, że opinia publiczna na świecie, w tym w Polsce, jest w trakcie tej wojny jednoznacznie po stronie ukraińskiej, ten się myli. Rosyjscy „żołnierze internetowi” wytrwale pracują nad tym, żeby przechylić szalę sympatii, zachwiać pewnością, poddać w wątpliwość to, co nam w większości wydaje się oczywiste: to Rosjanie są agresorami, a Ukraińcy są obrońcami.