Miękki totalitaryzm
Postmarksizm zapuścił głęboko korzenie w dusze, znieprawił charaktery, ogłupił w sposób głębszy niż jakakolwiek ideologia.
Postmarksizm zapuścił głęboko korzenie w dusze, znieprawił charaktery, ogłupił w sposób głębszy niż jakakolwiek ideologia.
Czuję u wielu ludzi wielkie przewartościowanie wobec kwestii naprawdę podstawowych – życia, rodziny i Boga. A będzie lepiej!
Hibernacja kiedyś się skończy. Minie jak zły sen. Pytanie, kim będziemy, kiedy się wreszcie zbudzimy do normalnej egzystencji?
Ta pandemia powinna być wielką lekcją pokory, tak potrzebnej ludzkości przekonanej o swojej omnipotencji.
W obliczu epidemii znikły problemy, dotąd nagłaśniane jako pierwszorzędne – zmiana klimatu, obrona praw mniejszości.
Europa zdaje się zapominać, że pociecha duchowa to potężny element terapeutyczny.
Dawno nikt mi nie zaimponował tak jak ksiądz Robert Morey z parafii św. Antoniego w Południowej Karolinie, który odmówił udzielenia komunii Joemu Bidenowi, byłemu wiceprezydentowi, który z ramienia demokratów ubiega się o urząd prezydenta USA.
Bardzo będzie brakować jego żartów, ról, a szczególnie tego wszystkiego, co mógłby zrobić, będąc w pełni wykorzystany.
Oni naprawdę uważają się za lepszy sort. Oni – utytułowani sędziowie, naukowcy, artyści. Wykształceni, z wielkich miast, po dobrych uczelniach, często ze świetnym rodowodem, jeśli nie w KPP, to w strukturach władzy PRL. Od lat przekonanie o wyjątkowym statusie szło w parze z poczuciem bezpieczeństwa. Niespokojny dyskomfort zapanował wprawdzie w 2005 roku, ale oszołomy prędko dały się zapędzić na margines. Co prawda po tych doświadczeniach zmienił się ton, z pobłażliwie-pouczającego w pełen połajanek.
Niestety na Netfliksie przesadzono z lewacką propagandą, przy całej tolerancji pewne propozycje z serii na serię stawały się niestrawne.
Wszystkie wojny, a szczególnie te kulturowe, zaczynają się od walk o panowanie nad językiem. W wojnie, jaką społeczność LGBT wytoczyła normalnej reszcie, doprowadzono do wycofania przez WHO homoseksualizmu z listy chorób (czytaj: zboczeń). Jak ewidentna większość dała sobie narzucić opinie sprzeczne z wielowiekową praktyką czy księgami świętymi wszystkich religii?
Jednym z istotnych tabu jest kwestia „rozmnażania się” homoseksualistów. Oczywiście przez pedofilię.
Totalna opozycja prezentuje się obecnie nieomal jak PiS+. Obiecuje wszystko, tyle że więcej i szybciej niż rządzący.
Walka polityczna przybiera różne kształty. W Warszawie główny atak skierował się przeciwko prezydentowi poległemu pod Smoleńskiem, przy czym na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej skasowano również innych czcigodnych patronów dekomunizowanych ulic, wychodząc z założenia, że lepszy komunistyczny watażka niż bohaterka Solidarności lub też stalinowski urzędas niż bard polskiej pokojowej rewolucji.
Wszyscy ci powtórnie pogrzebani zostali zdjęci z warszawskich murów z jednego powodu – w ramach odpowiedzialności zbiorowej...
Tacy ludzie, często drażniący w normalnych czasach, w chwilach przełomowych są nie do zastąpienia.
Dziadek, wzięty do armii carskiej, ledwie wrócił, znalazł się w Wojsku Polskim i wziął udział w Bitwie Warszawskiej.
Przegrana w zimnej wojnie i oddalenie wizji globalnego konfliktu militarnego stworzyły złote czasy dla użytecznych idiotów.
Wygląda na to, że nienawiść i strach oślepiły totalną opozycję w stopniu totalnym.
Od pewnego czasu wyczuwało się zaniepokojenie. Nawet media życzliwe obozowi władzy zaczęły mówić o zadyszce PiS-u. Eksponowano niekorzystne sondaże, a każde potknięcie, prawdziwie lub wymyślone, eksponowano jak kataklizm. Były kłopoty z komunikacją, pojawiały się pokusy załatwiania problemów na skróty, widzieliśmy też pomysły słuszne i uczciwe, ale niebiorące pod uwagę reakcji CAŁEJ opinii społecznej. Sobotni Kongres przekonał mnie, że większość obaw była na wyrost, PiS odzyskał inicjatywę, stawiając na swoje najsilniejsze atuty – politykę prospołeczną.