Czas na ekspiację
W Smoleńsku prawdę starano się zakłamywać od samego początku, powtarzając rosyjskie dyrdymały.
W Smoleńsku prawdę starano się zakłamywać od samego początku, powtarzając rosyjskie dyrdymały.
W rosyjskie kłamstwa trudno uwierzyć nawet własnym agentom wpływu i wczorajszym pożytecznym idiotom.
Wojna na Ukrainie okazała się testem prawdy. Na moment ścichł cały ten zgiełk. Runęły narracje.
W czasach, gdy była ambasadorem w Polsce, nie przepadałem za panią Georgette Mosbacher. Ostatnio jednak powiedziała rzecz bezcenną: „Polsce należą się przeprosiny” – za ataki, oskarżanie o brak demokracji, stawianie do kąta, sankcje finansowe.
Należy żałować, że w Białym Domu nie ma Reagana, który potrafiłby zagrać z Putinem jego metodą.
Funkcjonariusze zła nie zniknęli – część dopiero po 1968 roku wyemigrowała w chwale niewinnych ofiar polskiego antysemityzmu.
Z mieszanymi uczuciami obejrzałem w telewizji sondę na temat postanowień noworocznych. Dlaczego z mieszanymi? Lubię stawianie sobie celów możliwych i egzekwowanie ich.
Jednym z wielkich paradoksów dzisiejszego świata jest obrona wolności tam, gdzie nie jest w najmniejszym stopniu zagrożona.
Obecna obrona polskiej granicy zwróciła moją uwagę na znamienny fakt – jak często w naszej historii (i mitologii) do roli symboli urastają bohaterskie obrony, a jak rzadko zwycięskie szturmy.
Kiedy z dumą w sercu, ale również z odrobiną bojaźni, słuchałem słów Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim, zadawałem sobie pytanie: Czy musimy? Czy nie możemy poczekać, rozejrzeć się, czy nie zrobi tego nikt za nas?
Wielka wojna z kierowcami wkracza w ostateczną fazę. Zapoznałem się z tzw. nowym taryfikatorem punktów karnych i dochodzę do wniosku, że kolejnym krokiem może już być tylko kompletny zakaz ruchu drogowego.
Osobiście nie przejmuję się pomówieniami, znoszę je cierpliwie, jako swoisty dowód uznania, miarę własnego sukcesu.
Nasza matka, a właściwie „babka królów” nazywała się Julia Hauke. Jej dziadek przybył w XVII wieku do Polski z Saksonii.
Protestacyjne wyłączenie telewizji i portali nosi wszelkie cechy strzału samobójczego.
Zamach na Kapitol, z niewielką liczbą ofiar i minimalnymi zniszczeniami, bardziej przypomina inscenizację niż próbę rewolty.
Ile złej woli trzeba wykazać, żeby zestawiać pragmatyczne działania współczesnej policji z postępowaniem żołdaków Jaruzelskiego?
Tylko całkowite zaślepienie pozwala wierzyć w dziesiątki płci, równość praw ludzkich i zwierzęcych (czemu nie roślinnych?).
Fala protestów, która się wylała na ulice polskich miast i miasteczek, zaskoczyła wszystkich – władzę, opozycję, a w pewnym stopniu samych uczestników.
"Należę do umiarkowanych konserwatystów ale rozumiem, że należy iść z duchem czasu mimo, że znam wybitnych kolegów, którzy zatrzymali się na etapie maszyny do pisania (niekiedy nawet i po nią nie sięgnęli) brzydzą ich wszechobecne komórki" - pisze w najnowszym tekście dla Niezalezna.pl Marcin Wolski. Zapraszamy do lektury całej jego treści, aby przekonać się dlaczego publicysta woli "własnym tempem, ale z postępem".