(Nie)Lotna Brygada Opozycji
Gdyby głupota miała skrzydła, członkowie Lotnej Brygady Opozycji lataliby jak gołębice – można by sparafrazować słowa bohatera czeskiego serialu „Szpital na peryferiach”, dra Josefa Štrosmajera.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Gdyby głupota miała skrzydła, członkowie Lotnej Brygady Opozycji lataliby jak gołębice – można by sparafrazować słowa bohatera czeskiego serialu „Szpital na peryferiach”, dra Josefa Štrosmajera.
Trudno nadążyć za twórczością prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego. Wiosną, by zaszantażować rząd, zorganizował strajk w najgorszym możliwym terminie – gdy uczniowie zdawali egzaminy. Teraz nie bardzo wiadomo, na co obliczony jest obecny strajk włoski. Tymczasem deklaracja o akcjach protestacyjnych organizowanych każdego miesiąca w innym mieście ma na celu chyba sztuczne podtrzymanie zainteresowania opinii publicznej protestem; przy czym nawet kierownictwo ZNP nie wie, jaki jest nań odzew.
ZNP po fiasku akcji strajkowych sprzed pół roku powraca z pomysłem protestu włoskiego, który ma zwrócić uwagę władz i opinii publicznej na problem wynagradzania nauczycieli za wszelkie dodatkowe zajęcia nieujęte w prawie oświatowym. Tymczasem warto zastanowić się nad fundamentami polskiej szkoły.
Nauczyciele rozpoczęli protest włoski i nie wykonują czynności, które nie są ich obowiązkiem. Szef ZNP zapewnia, że przez rezygnację z wycieczek czy przygotowania uczniów do konkursów chce bronić prestiżu i godności zawodu oraz zwrócić uwagę, że np. za wycieczki nauczyciele nie otrzymują dodatkowego wynagrodzenia, a wielu pracuje 50 godz. tygodniowo zamiast ustawowych 40.
„Gdy emocje już opadną. Jak po wielkiej bitwie kurz” – śpiewał Grzegorz Markowski, co oddaje powyborczy stan ducha polityków, komentatorów i zwykłych ludzi. Jeszcze długo nie opadnie temperatura medialnych komentarzy, analiz, sporów.
Na dwie kolejki przed końcem eliminacji do ME 2020 reprezentacja Polski zapewniła sobie awans do finałów imprezy. Po pewnym zwycięstwie 2:0 z europejskim przeciętniakiem z Macedonii Północnej Biało-Czerwoni mogli odtańczyć taniec radości.
11 października, piękny jesienny wieczór w stolicy. Betonowa plaża na placu Bankowym. Na zaaranżowanej scenie kwiat opozycji: politycy, artyści, celebryci, „niezależni dziennikarze” i „autorytety”. Wszyscy zjednoczeni nienawiścią do jednej partii. W tle kamery Telewizji Jedynej Niezależnej (TJN).
„Biedroń uratował 2-latka z płonącego auta”. „Biedroń ruszył na pomoc ofiarom wypadku. Zachował się jak prawdziwy strażak”. Tytuły internetowych rewelacji, wypowiedzi polityka Wiosny wręcz idealnie wpisywały się w narrację o polityku bohaterze. Na kilka godzin stał się on medialnym herosem. Już budowano mu pomnik. Jednak według policji to nie Biedroń udzielał pierwszy pomocy i nie on wyciągał chłopczyka z płonącego samochodu, a jedynie użyczył swojego auta jako miejsca na przeczekanie chłodu.
„Zróbmy coś razem dla klimatu”. Ten i podobne slogany, które słyszę zza szklanego ekranu, przypomniały mi się, gdy wybrałem się z rodziną w Beskid Myślenicki, by nieco zakosztować uroków górskiej wędrówki. Na chwilę zatrzymaliśmy się w jednym z bardziej popularnych miejscowych schronisk, by dzieci mogły coś przekąsić, a dorośli wypić małą czarną.
Rzekomo spontaniczna akcja Polaka mieszkającego w Wielkiej Brytanii, pomysłodawcy zbiórki na warte 5 tys. zł rozbite seicento Sebastiana K., który spowodował kolizję z udziałem limuzyny rządowej, okazała się ordynarnym oszustwem cwaniaka, który zagrał na nienawiści do PiS.
Internetowa akcja „Nie świruj, idź na wybory” to „hit” autorstwa znanych polskich aktorów, którzy w krótkich filmikach zachęcają, a raczej zniechęcają do udania się do urn wyborczych w październiku. Nie chodzi tylko o kompletny brak wyczucia tych „bohaterów”, którzy wyśmiewają osoby chore psychiczne, ale też zupełnie niezrozumiałą logikę hasła.
Media donoszą o patologicznej sytuacji w jednej z radomskich szkół, do której rodzice od początku roku szkolnego nie puszczają dzieci w obawie przed uczęszczającym do klasy ich pociech 12-latkiem. Sprawa nie jest błaha, bo pokazuje problem, z którym nie poradził sobie dotąd żaden rząd od lewa do prawa. Dziesięć lat temu pisałem w jednym z tekstów o bezradności szkoły wobec agresywnych uczniów, którzy mogą robić w publicznej szkole niemal co chcą, a dyrektorzy i pedagodzy rozkładają ręce.
Piękne widoki na Tatry, Podhale, Pieniny, Babią Górę, malownicze hale, zabytkowe kościółki, Dunajec – to znaki rozpoznawcze Gorców, które przegrywają turystyczną konkurencję z pobliskimi Pieninami i Tatrami, ale dorównują im w atrakcyjności, choć ich urok ma odmienny charakter niż piękno tatrzańskich szczytów czy pienińskich wzniesień.
Adrian Zandberg „błysnął” na Twitterze, komentując słowa Jarosława Kaczyńskiego wygłoszone na konwencji w Lublinie. Prezes PiS stwierdził, że Kościół jest ważny dla Polaków, nie tylko dla wierzących, i potępił nihilizm, który często pojawia się, gdy negowane są wartości chrześcijańskie. Sens wypowiedzi był jasny i prosty, a jednak okazuje się, że za trudny dla historyka, doktora nauk humanistycznych, który oburzony zganił Kaczyńskiego za obrażanie milionów Polaków i dodał, że te słowa to „chamstwo”.
Od zwycięstwa rozpoczęli polscy koszykarze mistrzostwa świata w Chinach. Po dojrzałej, spokojnej i pewnej grze przekonująco pokonali ekipę Wenezueli. Polacy nie wyglądali na grupę stremowanych debiutantów, lecz drużynę pewną swoich umiejętności. W drugim spotkaniu pokazali charakter, determinację i wolę walki do końca. Utarli nosa gospodarzom na przekór nadkompletowi publiczności i sędziom, którzy pomagali Azjatom jak mogli, szczególnie w końcówce spotkania.
Przedstawiana w sposób jednoznaczny sprawa hejtowania na zamówienie w resorcie sprawiedliwości nie jest wcale oczywista. Choć wina wiceministra wydaje się bezsporna, to już rola sędziego Iwańca, który miał dostarczać Emilii S. haki na sędziego Markiewicza, budzi wątpliwości.
Kto może przelicytować Manuelę Gretkowską w poziomie głupoty wypowiedzi? Prawdopodobnie jedynie ona sama, czego dowiodła facebookowym wpisem dotyczącym abp. Marka Jędraszewskiego i Pisma Św.
Dominikanin o. Paweł Gużyński nie daje o sobie zapomnieć. Najpierw wzywał do wywierania presji na abp. Marka Jędraszewskiego, by ten podał się do dymisji, za co prowincjał zakonu zalecił mu odbycie pokuty trzytygodniowego milczenia. Tymczasem duchowny w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, której nastawienie do Kościoła katolickiego jest od zawsze nieprzychylne, nie tylko krytykuje metropolitę krakowskiego, lecz także atakuje Kościół.
Sezon ogórkowy dobiega końca, choć w tym roku właściwie go nie było. Tak bogatego w wydarzenia polityczno-społeczne czasu kanikuły nie było od lat. Do tego już wkrótce ostatnia prosta przed wyborami parlamentarnymi. Poniżej subiektywny przegląd politycznego przedwyborczego krajobrazu politycznego.