Powrót liberum veto
Początkowo wydawało się, że oddalający oskarżenie wobec reformy polskiego sądownictwa wyrok TSUE, mimo mętnego uzasadnienia, jest korzystny dla rządzącej Zjednoczonej Prawicy.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Początkowo wydawało się, że oddalający oskarżenie wobec reformy polskiego sądownictwa wyrok TSUE, mimo mętnego uzasadnienia, jest korzystny dla rządzącej Zjednoczonej Prawicy.
Jeszcze we wrześniu wicepremier Piotr Gliński zwrócił się do niemieckiej minister kultury Moniki Grütters o podpisanie apelu ws. zwrotu dzieł sztuki zagrabionych w Polsce podczas II wojny światowej, skierowanego do niemieckich muzeów i do prywatnych właścicieli. Ostatecznie, mimo wstępnej zgody, niemiecka minister kultury – czy raczej kulturkampfu w stylu pruskim – podpisania apelu odmówiła.
Zaostrzająca się od wielu miesięcy sytuacja polityczna w Gruzji doszła już do stanu znamionującego bliski wybuch. Mimo ponownej wygranej partii Gruzińskie Marzenie rośnie niezadowolenie z jej rządów zarówno z powodu korupcji, jak i poniżającej uległości wobec Rosji, nadal okupującej jedną piątą terytorium Gruzji i co rusz metodą salami przesuwającej granice strefy okupowanej w głąb kraju.
Szkoła nie należy do miejsc najmilej wspominanych przez człowieka w sile wieku, ba, często kojarzy się wręcz z miejscem tortur psychicznych, jakim humaniści poddawani są tu za pomocą różnych całek i logarytmów. A ci o skłonnościach do nauk ścisłych gnębieni są ojczystą poezją, która wszak musi ich zachwycać, gdyż jak wiadomo „Słowacki wielkim poetą był”.
Powtórzone kilkadziesiąt razy, słowo to stało się lejtmotywem exposé premiera Mateusza Morawieckiego, i to w odniesieniu do wszystkich planowanych działań nowego rządu – w sferze polityki zagranicznej, ekonomiki, kwestii społecznych i ideologicznych.
W odróżnieniu od znanych z przeszłości epidemii – choroby szalonych krów, ptasiej grypy czy afrykańskiego pomoru świń – ta atakuje wyłącznie ludzi, głównie z polskiej mniej lub bardziej totalnej opozycji.
Uradowała mnie niezmiernie wieść o przyznaniu Orderu Orła Białego prof. Andrzejowi Nowakowi, gdyż zaiste trudno znaleźć wśród twórców myśli polskiej kogoś równie zasłużonego! Jego monumentalne „Dzieje Polski” są wszak właśnie wydobywaniem z mroków historii prawdy o narodzinach idei tej polskości, utwierdzaniu jej i odradzaniu po upadku.
Opublikowany w „Wybiórczej” duży wywiad z kreowanym na głównego opozycjonistę w Rosji Aleksiejem Nawalnym zaskoczył niektórych komentatorów wyrażonymi przezeń poglądami. Bo jakże to – przeciwnik Władimira Putina, a twierdzi, że „Ukraińcy i Rosjanie to właściwie jeden naród”, a NATO niepotrzebnie podgrzewa obawy przed Rosją, która wcale zachodniej Europie nie zagraża.
Zmarłego parę dni temu Wołodię Bukowskiego, słynnego rosyjskiego dysydenta i świetnego pisarza, poznałem w niezwykłym momencie dziejowym: przybył do Polski po „końcu komunizmu” 4 czerwca 1989 r.
Tak się mawiało w moich czasach w szkole podstawowej w reakcji na jakiś całkiem durny wyskok kolegi. Jeszcze się nie odbyła inauguracja obrad parlamentu w nowym składzie, a już widać, że poszerzona o lewactwo opozycja nadal będzie totalna, prezentując przy okazji rytualnych napaści na rządzącą powtórnie Zjednoczoną Prawicę poziom tak żenujący, że nie usprawiedliwia go nawet fakt, że większość zwolenników „intelektualnej” PO zakończyła swoją edukację właśnie na podstawówce.
Zwycięstwo. Na naszych głosowało 2 mln Polaków więcej niż w poprzednich wyborach, po raz pierwszy w historii najnowszej nasi mimo wściekłych napaści opozycji i „zagranicy” nie tylko dokończyli pełną pierwszą kadencję, lecz także w drugiej zapewnili sobie samodzielne rządy z rekordowym poparciem niemal 45 proc. Jest wspaniale! To dlaczego jest mi tak smutno?
Komu coś mówi data 16 października 1978 r.? Z pomocą Google już wiemy: ach, to to! Pamiętam, jak wiadomość o wyborze Polaka na papieża wyłoniła się z trzasków i szumów Radia Wolna Europa. Studiowałem wtedy w szkole filmowej w Moskwie i doprawdy wyglądało to surrealistycznie, gdy do „polskiego” pokoju w akademiku bez przerwy wpadali z gratulacjami nie tylko katoliccy Litwini, lecz także Gruzini, Estończycy, Azerbejdżanie, a nawet Mongołowie.
Historia Literackiej Nagrody Nobla dla Polaków jest pouczająca: pierwszym laureatem był Henryk Sienkiewicz, w czasie gdy rozdartej rozbiorami Polski jeszcze nie było na mapie, a on wskrzeszał dni jej chwały „ku pokrzepieniu serc”; kolejny – Reymont – wprowadził do światowej literatury polską wieś, wierną ziemi ojczystej i jej odwiecznym obyczajom.
Nie o wyborach, bo te już za pasem, ale też o czymś ważnym, bo odnoszącym się do całego naszego życia społecznego, nie tylko w okresie wyborczym. Prof. Legutko wydał kiedyś książeczkę pod prowokacyjnym tytułem „Nie lubię tolerancji”, w której błyskotliwie dowodził, że dzisiejsze pojęcie tolerancji jest tak obrzydliwie zmanipulowane przez światowe i polskie lewactwo, że porządnemu człowiekowi po prostu nie pozostaje nic innego, jak je zwalczać.
Za tydzień przyjdzie zamknąć gębę i w ramach durnej ciszy przedwyborczej zaniechać sączenia prawicowych – tfu, co ja mówię! – faszystowskich, seksistowskich i rasistowskich jadów. A więc póki jeszcze można, postaram się ostatnim żmijowym ukąszeniem zaszczepić Czytelników przed pewnym wielce niebezpiecznym bakcylem.
Pisano o Janie Kobuszewskim: „mistrz uśmiechu”, „ulubieniec publiczności” – komunały znamionujące bezradność recenzentów wobec tej niezwykłej postaci, którą to bezradność podzielali reżyserzy niepotrafiący wykorzystać talentu wielkiego aktora.
W ostatnich tygodniach przed wyborami zachodzi dziwne zjawisko z dziedziny ekologii – ledwie udało się jako tako skanalizować wyciek nieczystości do Wisły, jak w kilku innych punktach wytrysnęły istne gejzery szamba zwanego dziś modnie hejtem. Kiedyś nazywało się to po prostu wylewaniem na przeciwników wiader pomyj, nurzanie w błocie… Ale to wszystko passé, nie ma już miejsca na pojedynczych najemnych „cyngli” prasowych, są trolle i to na skalę odpowiadającą zapotrzebowaniu polityków od siedmiu boleści, a więc całe farmy trolli.
Kiedy wylazła nieładna prawda o tym, że prawdziwą „farmę hejtu” już dawno utworzył i kierował nią osobiście nie kto inny, jak obecny szef kampanii wyborczej PO, onże pan Krzysztof Brejza wykonał mistrzowski ruch, wprowadzając jako kampanijne hasło hashtag najplugawszego z internetowych kolektorów rzygających nieczystościami nie tylko na liderów PiS, ale i na jego zwykłych wyborców.
Nastała 80. rocznica sowieckiej napaści na Polskę zgodnie z podpisanym 23 sierpnia 1939 r. hitlerowsko-stalinowskim sojuszem, który zaowocował wspólnym rozbiorem Polski i rozpętaniem II wojny światowej.
Gazrurka – zawinięty w gazetę kawałek rurki gazowniczej z „kolankiem” na końcu – to niegdyś ulubione narzędzie stołecznych zbirów, z którego użyciem proponowali „klientowi” w ciemnych zaułkach nabycie gustownie opakowanej cegły za cenę dobrego zegarka. Warszawski bandzior posługiwał się gazrurką nie mniej zręcznie niż bandyci z Kremla rurami Gazpromu, mającymi wymusić na klientach podobnie korzystne transakcje (vide: kontrakt podpisany przez Pawlaka).