Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Gospodarka

Eurokraci mają kolejny plan - tym razem pod hasłem rzekomej ochrony zdrowia. A przemytnicy już zacierają ręce

Bruksela szykuje kolejną regulacyjną ofensywę. Ministrowie zdrowia ośmiu państw Unii Europejskiej domagają się nowych zakazów dotyczących wyrobów nikotynowych. Tym razem na celowniku znalazły się e-papierosy, saszetki nikotynowe, aromaty i nowe produkty stanowiące alternatywę dla tradycyjnych papierosów. Inspiracją dla europejskich pomysłów jest Australia, gdzie restrykcyjna polityka antynikotynowa doprowadziła do rozkwitu czarnego rynku. Według danych przywoływanych przez australijską administrację nawet 80 proc. konsumpcji nikotyny może dziś pochodzić z nielegalnych źródeł.

Osiem państw chce kolejnych zakazów 

6 października do unijnego komisarza ds. zdrowia Olivéra Várhelyiego trafił list podpisany przez ministrów z Holandii, Francji, Belgii, Hiszpanii, Węgier, Finlandii, Łotwy i Słowenii. Sygnatariusze domagają się radykalnego zaostrzenia unijnej dyrektywy tytoniowej (TPD), której nowelizację Komisja Europejska zapowiada jeszcze w tym roku. 

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”  

Lista postulatów jest długa. Obejmuje zakaz aromatów w produktach nikotynowych, jednolite opakowania, ograniczenia zawartości nikotyny, zakazy saszetek nikotynowych oraz dalsze restrykcje dotyczące e-papierosów. Ministrowie chcieliby również zablokować wprowadzanie na europejski rynek nowych kategorii wyrobów nikotynowych, w tym beztytoniowych wkładów do podgrzewania. 

 

W praktyce oznaczałoby to, że Bruksela mogłaby odgórnie decydować nie tylko o tym, jakie produkty wolno sprzedawać, ale również o tym, czy na rynku mogą pojawiać się nowe rozwiązania. Argumentem ma być ochrona zdrowia publicznego.

Australia miała być wzorem. Dziś zarabiają przemytnicy 

Australia od lat prowadzi jedną z najbardziej restrykcyjnych polityk antynikotynowych na świecie. Kolejne zakazy, ograniczenia sprzedaży oraz drastyczne podwyżki podatków miały skutecznie zniechęcić obywateli do używania nikotyny. 

Efekty okazują się jednak dalekie od zamierzonych. Według danych australijskiego urzędu statystycznego, przywołanych w raporcie z czerwca 2026 roku, udział nielegalnych wyrobów w konsumpcji nikotyny wzrósł z 12 proc. w 2017 roku do około 80 proc. w 2025 roku. 

 

W tym samym czasie akcyza na tytoń wzrosła łącznie o 112 proc., a legalne papierosy stały się niemal trzykrotnie droższe niż dekadę wcześniej. Ceny produktów z czarnego rynku pozostały natomiast praktycznie niezmienione. 

Mimo coraz ostrzejszych przepisów, łączna konsumpcja nikotyny miała wzrosnąć w Australii o blisko 40 proc. Państwo skutecznie więc ograniczało legalną sprzedaż, ale niekoniecznie sam popyt. Ten w coraz większym stopniu przejmował nielegalny handel. 

I taki właśnie model część europejskich ministrów chciałaby dziś przenieść na grunt całej Wspólnoty. 

Francja, Belgia i Holandia już mają problem 

Wśród państw najmocniej domagających się nowych zakazów znajdują się kraje, które same zmagają się z ogromną szarą strefą. We Francji nielegalne wyroby tytoniowe odpowiadają już za ponad 40 proc. rynku. W Belgii udział ten zbliża się do 25 proc., a w Holandii wynosi około 22 proc. Tymczasem średnia dla całej Unii Europejskiej to 10,3 proc., według danych raportu KPMG. 

Holandia i Belgia zdecydowały się już na zakaz saszetek nikotynowych. Nie oznacza to jednak, że produkty zniknęły z rynku. Zamiast legalnej sprzedaży pojawił się handel poza oficjalnym obiegiem. 

 

Podobny problem dotyczy e-papierosów. Z analiz niemieckiego instytutu Fraunhofer IIS wynika, że nawet 48 proc. europejskiego rynku tych produktów funkcjonuje poza legalną gospodarką. Wartość nielegalnego handlu szacowana jest na ponad 6,6 mld euro. 

I okazuje się, że właśnie te państwa, które borykają się z tak dużym problemem przemytu i nielegalnego handlu chcą narzucać kolejne ograniczenia pozostałym członkom Wspólnoty. 

Bruksela chce zakazywać i jednocześnie zarabiać 

Komisja Europejska pracuje równolegle nad nowymi zasadami opodatkowania wyrobów nikotynowych. Projekt zmian w dyrektywie akcyzowej zakłada objęcie unijną akcyzą m.in. e-papierosów, saszetek nikotynowych i wyrobów do podgrzewania tytoniu. Bruksela rozważa również przejmowanie części wpływów z tego podatku na potrzeby unijnego budżetu. 

Z jednej strony KE chciałaby więc opodatkować nowe kategorie produktów, a z drugiej – pod wpływem części państw członkowskich – mogłaby doprowadzić do zakazu ich sprzedaży. 

 

Rachunek za taką politykę zapłacą podatnicy. Według danych European Policy Innovation Council podatki związane z tytoniem przynoszą europejskim budżetom około 112,9 mld euro rocznie. Jednocześnie nielegalny handel wyrobami tytoniowymi oznacza miliardowe straty podatkowe, szacowane na około 13 mld euro rocznie. Dalsze wypychanie legalnych produktów z rynku z pewnością ten problem pogłębi. 

Europa to nie Australia 

Unia Europejska to 27 państw członkowskich, tysiące kilometrów granic lądowych i jednolity rynek, na którym towary przemieszczają się bez rutynowych kontroli celnych między krajami. Jeśli więc australijskim władzom nie udało się opanować nielegalnego handlu mimo geograficznej izolacji kontynentu, europejskie służby mogą stanąć przed jeszcze trudniejszym zadaniem. 

Każdy kolejny zakaz zwiększa bowiem ryzyko, że część konsumentów zamiast zrezygnować z nikotyny, wybierze tańszy produkt z nielegalnego źródła. Na takim rozwiązaniu nie zarabia ani legalny handel, ani budżet państwa. Korzystają za to przemytnicy i zorganizowane grupy przestępcze. 

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Gospodarka