Ostatnie podrygi
Wśród wielu symbolicznych scen zaprzysiężenia nowego prezydenta na pewno jedna bardzo zwróciła uwagę naszych widzów: stężałego z wściekłości Donalda Tuska, który nie mógł powstrzymać dygotu ręki.
Pomysłodawca i redaktor naczelny Gazety Polskiej, współzałożyciel i redaktor naczelny Gazety Polskiej Codziennie, Współzałożyciel i pełniący obowiązki redaktora naczelnego Telewizji Republika, pomysłodawca i prezes spółki wydającej portal Niezalezna.pl, Albicla i miesięcznik Nowe Państwo, założyciel ruchu klubów Gazety Polskiej. Autor kilku ksiazek politycznych oraz bajek i opowiadań pisanych dla czwórki swoich dzieci. W czasach komunistycznych zaangażowany w podziemie niepodległościowe, między innymi NZS i prasę drugiego obiegu. Animator w ruchu Oazowym - Światło i Życie i szef jednej ze wspólnot ruchu Muminkowego dla ludzi z upośledzeniem umysłowym - Wiara i Światło.
Wśród wielu symbolicznych scen zaprzysiężenia nowego prezydenta na pewno jedna bardzo zwróciła uwagę naszych widzów: stężałego z wściekłości Donalda Tuska, który nie mógł powstrzymać dygotu ręki.
Wyrok skazujący Stanisława Gawłowskiego ma ogromne znaczenie dla całego wymiaru sprawiedliwości. Sprawa była oczywista z punktu widzenia materiału dowodowego.
Koalicja rządowa po klęsce w kampanii prezydenckiej odważnie podeszła do rekonstrukcji. Wprawdzie nie wiadomo, czemu chce robić te zmiany, bo kandydat koalicji rządowej tak naprawdę wygrał te wybory, a PiS je sfałszowało przy pomocy „braci kamraci”.
Rzadko jestem w takiej sytuacji, że informuję: „coś wiem, ale nie wszystko powiem”. Tym razem tak zrobię, bo sytuacja jest szczególna. Byliśmy o krok od tragedii.
Przez salony partii rządzącej przebiega jeden, wielki okrzyk rozpaczy: „Andrzeju, wracaj!”. Były prezydent atakowany i poniżany przez 10 lat przez elity wspierające dzisiaj Donalda Tuska, który obok Jarosława Kaczyńskiego miał być złem najgorszym, to dzisiaj szczyt marzeń o lepszym jutrze chwiejącego się gabinetu.
Moje ponad 40-letnie doświadczenie walki z komuną i postkomuną uczy mnie, że w przypadku bandyckich systemów, a takim systemem politycznym był bez wątpienia ten komunistyczny i coraz więcej tych cech ma to, co wyrabia ekipa Donalda Tuska, należy zakładać jak najczarniejszy scenariusz.
9 czerwca 2005 roku zostałem redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”. Swój komentarz w rubryce pod nazwą „Wróg ludu” zacząłem tworzyć kilka tygodni wcześniej. Była ona nieuchronną zapowiedzią starcia z wszechobecnymi siłami „postępu”, które wtedy krok po kroku przejmowały cały świat medialny, nawet redakcję „GP”. Tytuł rubryki był oczywistą prowokacją wobec tamtej rzeczywistości.