Donald Tusk – przewodniczący Rady Europejskiej, w liście otwartym do szefów państw i rządów wymienił listę zagrożeń dla Unii Europejskiej. Obok agresywnej polityki Rosji w stosunku do np. Ukrainy, czy terroryzmu i destabilizacji na Bliskim Wschodzie, były szef PO wymienił także administrację nowego prezydenta USA – Donalda Trumpa. A to dlatego, że – według jego oceny – amerykańska administracja z proeuropejskiej przeistoczyła się w eurosceptyczną. Stąd Tusk wysnuł wniosek, że Stany Zjednoczone zamiast być oparciem dla europejskiej wspólnoty – mogą stać się zagrożeniem.

„Obserwujemy coraz bardziej asertywne Chiny, agresywną politykę Rosji wobec Ukrainy oraz jej sąsiadów, wojny, terroryzm oraz destabilizację w Afryce i na Bliskim Wschodzie oraz radykalny islam, który doprowadził do utworzenia kalifatu na terenie Iraku oraz Syrii” – wymieniał Donald Tusk, pisząc głównie o sytuacji geopolitycznej Europy.
 
Do swojej listy zagrożeń dodał też administrację prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zwrócił się z prośbą do szefów państw i rządów, żeby byli odważni i zdeterminowani, bo w przeciwnym razie UE może się rozpaść. Jak napisał, Unia musi się bronić godności zjednoczonej Europy „bez względu na to, czy ma do czynienia z Rosją, Chinami czy też Stanami Zjednoczonymi”.

Potrzebna jest nam duma z tego, co udało się do tej pory osiągnąć

– podkreślał były polityk Platformy Obywatelskiej dodając, że Europa musi znów stać się obywatelska, by każdy Europejczyk miał satysfakcję z przynależności do wspólnoty.
 
Pisząc o tej „satysfakcji” nie miał zapewne na myśli obywateli z krajów Europy Wschodniej, które go nie tak dawno irytowały ze względu na niechęć do przymusowego przyjmowania uchodźców.

W maju 2016 roku Tusk poparł Komisję Europejską, która zdecydowała o karaniu państw nieprzyjmujących imigrantów grzywnami w horrendalnej wysokości ćwierci miliona euro za nieprzyjętego uchodźcę.

I teraz chce, by „każdy Europejczyk miał satysfakcję z przynależności do UE”?