Jak informuje Reuters, Donald Tusk sporo uwagi w czasie debaty poświęcił na przekonywanie opinii publicznej do tego, że zarówno w Europie, jak i poza jej granicami w związku z kryzysem migracyjnym dzieją się ludzkie „dramaty i tragedie”.
Jednocześnie przewodniczący Rady Europejskiej wzywał do szukania kompromisu i podjęcia działań w celu rozwiązania tych problemów.
W pewnym momencie Tuskowi jednak wyraźnie puściły nerwy. Najpierw ostro krytykował kraje UE za „uproszczone podejście” do kryzysu migracyjnego, a później swoją frustrację skierował na kraje Europy Wschodniej, które jego zdaniem w sprawie napływającej do Europy fali uchodźców wykazują przesadny „lęk i strach”, a czasem także zachowują się „w bardzo irytujący sposób”.
- Nie chodzi o to, aby stać się prawicowymi populistami, lecz aby się przed nimi bronić. Musimy zatrzymać radykałów w ich marszu po władzę. Dziś nie mam wątpliwości, że chodzi tylko o jeden kraj. Trzeba zatrzymać marsz radykałów od Polski do Hiszpanii, od Skandynawii do Włoch - mówił Donald Tusk.