Dane publikowane przez PKW wskazują, że w referendum wymyślonym przez Bronisława Komorowskiego i popartym przez Platformę Obywatelską zagłosowała znikoma liczba wyborców – niecałe 8 proc. Co za tym idzie – sto milionów złotych zostało wrzucone w błoto. PO próbuje więc już od wczoraj odsuwać od siebie winę za referendalną klęskę.
– mówił w niedzielę w TVN24 Jacek Protasiewicz z PO.(…) pan Andrzej Duda, proszony choćby przez PSL, mógł to referendum odwołać. A prezydent Duda tego referendum nie odwołał. Więc przynajmniej w takim samym stopniu ponosi odpowiedzialność za wydatki
Chyba jednak politykom partii rządzącej nie udało się przebić w mediach z tym bezczelnym przekazem. Wystarczyło, kiedy im przypomniano, iż to sama Ewa Kopacz stwierdziła, że wrześniowego referendum ani nie można odwołać, ani dopisać do niego pytań. Wpadli więc na inny pomysł.
Joanna Mucha opowiadała w Radiu TOK FM, że to nie jest porażka Bronisława Komorowskiego, bo on tylko „zaproponował pytania swojego przeciwnika politycznego, a nie swoje”. Rzecznik sztabu wyborczego PO miała rzecz jasna na myśli gorącego zwolennika jednomandatowych okręgów wyborczych – Pawła Kukiza.
Jak zauważył portal 300polityka.pl, dokładnie taką samą linię przyjął w Radiu Plus rzecznik rządu.
– plótł bez cienia zażenowania Cezary Tomczyk.Wynik jest niski. Dla mnie to porażka w dużej mierze Pawła Kukiza i porażka jego haseł, z którymi szedł w kampanii prezydenckiej, później w kampanii referendalnej. Bronisław Komorowski nie zadał swoich pytań, zadał pytania Pawła Kukiza
Prawda jest natomiast taka. Bronisława Komorowskiego po przegranej pierwszej turze wyborów prezydenckich wymyślił sobie z dnia na dzień referendum. Była to decyzja podyktowana korzyściami osobistymi, bo były prezydent chciał w ten sposób pozyskać przed drugą turą wyborców Pawła Kukiza. Natomiast senatorowie Platformy Obywatelskiej ochoczo później ten absurdalny pomysł przegłosowali.