Najazd na Niemcy - uchodźcy są chorzy, kosztują miliardy euro, dochodzi do awantur

Rząd uspakaja i zapewnia, iż kontroluje napływ imigrantów do Niemiec, ale rzeczywistość zdecydowanie temu przeczy.

Waldemar Maszewski
Rząd uspakaja i zapewnia, iż kontroluje napływ imigrantów do Niemiec, ale rzeczywistość zdecydowanie temu przeczy. Media codziennie pokazują ogromne grupy uciekinierów, którzy masowo przekraczają najpierw granice, później szturmują urzędy i trafiają do przepełnionych lub niegotowych jeszcze miejsc pobytu. Według szefa federalnego MSW Thomasa de Maiziere w tym roku przybędzie do Niemiec nawet 800.000 uciekinierów, co wymusi pewne niepopularne rozwiązania.
 
Media zza zachodniej granicy jeszcze nie atakują, ale już zaczynają zadawać pytanie jak długo niemiecka kultura będzie w stanie przychylnie i bez oporu przyjmować obcokrajowców? Padają określenia o „stanie Krytycznym” lub „wypełnionym po brzegi kotle gorącej smoły”. Teraz tylko czekać aż kocioł się wyleje.
 
Pierwsze oznaki niezadowolenia

Trudne warunki bytowo-socjalne zaczynają generować wśród cudzoziemców coraz bardziej agresywne zachowania. Do pierwszych tragedii zaczyna dochodzić w ich miejscach pobytu. W środę wieczorem doszło awantury zakończonej krwawą bójką w jednym z ośrodków dla uchodźców w miejscowości Suhl, w Turyngii. Podczas zajść zniszczony został budynek oraz rannych czterech policjantów i co najmniej 10 mieszkańców.

Do poważniejszych niepokojów dochodziło w ostatnich dniach w Dreźnie, Hamburgu i innych miejscowościach. Powody niezadowolenia i późniejszej agresji są zawsze takie same: przeludnione ośrodki, niewydolność administracji w przyjmowaniu i rejestracji uciekinierów, co w konsekwencji oznacza wielogodzinne oczekiwanie w kilometrowych kolejkach na zgłoszenie swojego przyjazdu, utrudniony dostęp do lekarza, a nawet trudności w załatwianiu podstawowych potrzeb higienicznych.
 
Totalny brak personelu

Jak podaje urząd statystyczny, obecnie do Niemiec wjeżdża około 2000 cudzoziemców dziennie, co oznacza, iż obecna liczna urzędników administracji nie nadąża nawet z ich zarejestrowaniem. We wszystkich gminach nastąpiły nabory personelu w trybie nagłym, ale możliwości władz lokalnych w tym zakresie są mocno ograniczone brakiem pieniędzy. Nie pomaga nawet przerywanie urzędniczych urlopów i wzywanie ich do natychmiastowego stawiania się w miejscach pracy.



W chwili obecnej w związku z ogromną liczbą uciekinierów tylko do obsługi cudzoziemców w Niemczech brakuje ponad 10.000 urzędników różnych szczebli. Związek Publicznych Pracowników Państwowych (Beamtenbund) wydał oświadczenie, z którego wynika, że tak trudnej sytuacji jak obecnie ze względu na masowy przyrost emigrantów w RFN jeszcze nie było. Jak informuje dziennik „Die Welt” ogromna liczba cudzoziemców nadmiernie obciąża nie tylko administrację lokalną, ale również policję, służby socjalne, służbę medyczną, a także szkoły. Te ostatnie mają innego rodzaju kłopot, bowiem dzieci w wieku szkolnym legalnie zarejestrowanych cudzoziemców od razu podlegają obowiązkowi szkolnemu, co oznacza, że szkoły muszą zatrudnić dodatkowych nauczycieli, a często także tłumaczy i psychologów.

Takie działania powodują dużo większe wydatki i problemem dla większości gmin zaczynają być finanse, a w zasadzie ich brak. W tym roku tylko na obsługę uciekinierów gminy i komuny wydadzą ponad 10 miliardów euro (na jednego imigranta podatnik płaci średnio 13.000 euro). Władze poszczególnych landów zaczynają poważnie się zastanawiać nad dodatkowym opodatkowaniem obywateli, aby uzyskane w ten sposób fundusze przeznaczyć na obsługę imigrantów. Takie propozycje wysunęła minister finansów Szlezwiku Holsztynu Monika Heinold (Zielona). „Musimy uzyskać dotykowe pieniądze, albo poprzez wprowadzenie nowych podatków, albo poprzez zwiększenie już istniejących” – stwierdziła w jednym z wywiadów Heinold.
 
Zaczyna być strasznie

Na pewno nie można porównywać warunków sanitarnych w niemieckich ośrodkach dla cudzoziemców z innymi dużo gorszymi pod tym względem miejscami w Afryce, a nawet Grecji czy we Włoszech, ale zbyt duża ilość cudzoziemców nawet tutaj powoduje katastrofalny stan sanitarno-epidemiologiczny. Brakuje w tych miejscach sanitariuszy, ratowników medycznych, lekarzy i pielęgniarek. Brakuje lekarstw. Pojawiają się pierwsze objawy powszechnych chorób. To jeszcze nie epidemie, ale w hamburskim ośrodku pierwszego pobytu dla uciekinierów (namioty przy Schneckenburgalle) zanotowano wysyp świerzbu, którego nie ma kto i czym leczyć.

Lekarze mówią ciągle o pojedynczych przypadkach wielu chorób, ale epidemiolodzy ostrzegają przed możliwością większych epidemii w tych miejscach. Portal niezalezna.pl rozmawiał z ludźmi oczekującymi na przyjęcie w ośrodku dla cudzoziemców w hamburskiej dzielnicy Jenfeld. Jeden z nich (uciekinier z Bałkanów) przyznał, że jest dość poważnie chory, ale nie pójdzie do lekarza, bowiem boi się stracić swoje miejsce w kolejce. „Jak przepadnie moja kolej, to nie wiem kiedy uda mi się wejść do urzędnika, to może potrwać kolejne kilka dni”- powiedział nam chory mężczyzna.
 
Kanclerz milczy, inni proponują dziwne rozwiązania

Kanclerz Angela Merkel – jak często w takich trudnych sytuacjach – nie zabiera głosu i jak na razie milczy w sprawie obecnej sytuacji cudzoziemców w Niemczech. Czwartkowy „Sueddeutsche Zeitung” skrytykował taką postawę i zaapelował do Merkel, aby zajęła konkretne stanowisko.



„Dla niektórych polityków faktycznie byłoby lepiej, gdyby w kwestii imigrantów zamilkli choćby na tydzień – napisał monachijski dziennik, mając na uwadze polityka CSU, Andreasa Scheuer, – ale na głos kanclerz Niemcy już nie powinny dłużej czekać. Pisząc o sekretarzu generalnym CSU „Sueddeutsche Zeitung” zarzuca mu, że wykorzystuje populistycznie wypowiedzi do poprawy swojego wizerunku politycznego. Scheuer często mówi o masowym wykorzystywaniu przez imigrantów niemieckiego prawa azylowego, o oszukiwaniu przez nich niemieckiego fiskusa i niemieckiego systemu socjalnego, do jednego worka wrzuca wszystkich imigrantów łamiących niemieckie prawo. Ostatnio oberwało się z jego ust także Polsce, której zarzucił zbyt małe zaangażowanie w przyjmowaniu imigrantów. „Polska przyjmuje tryle imigrantów, co miasto Monachium” – szydził z nas polityk CSU. Nie tylko politycy CSU zaczynają przeciwstawiać się polityce Angeli Merkel polegającej na bezrefleksyjnym przyjmowaniu imigrantów, także zaczynają buntować się zwykli obywatele. Prywatnie w większości domów coraz częściej słychać żądania, żeby natychmiast zakończyć przyjmowanie cudzoziemców. Niechęć do obcych staje się coraz głośniejsza, a Internet staje się miejscem gdzie nawoływania do wypędzenia cudzoziemców stają się coraz częstsze (powstała strona na Facebook – Fluechtlinge raus aus Deutschland). Obojętnie jak optymistycznie szacuje się gotowość mieszkańców Niemiec do niesienia pomocy imigrantom: Któregoś dnia będzie ich za dużo – napisał monachijski Merkury, natomiast hamburski „Abendblatt” twierdzi, że najwyższy czas, aby politycy zauważyli powagę sytuacji.
 
Zwykli ludzie zaczynają mówić o niesprawiedliwości

Niemcy (szczególnie, co najbiedniejsi) są źli, gdy słyszą w mediach o tym, że wszyscy uciekinierzy oprócz darmowego mieszkania, jedzenia i darmowej opieki medycznej otrzymują od państwa, co miesiąc 143 euro na osobę, plus pieniądze na dzieci, co w konsekwencji łącznie sięga kwoty 300 euro miesięcznie. Warto przypomnieć, że są to pieniądze na drobne wydatki, bowiem wszystko, co potrzebne do życia mają za darmo. W dzisiejszych czasach dla wielu mniej zarabiających w Niemczech suma 300 euro miesięcznie na drobne wydatki jest kwotą wyjątkowo dużą, gdyż nie każdy taką dysponuje. To jest dodatkowy powód, że w dość szybkim tempie narasta coraz bardziej widoczna niechęć Niemców do obcych.

 

Źródło: niezalezna.pl

Waldemar Maszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo