Majowy romans endeków z Sowietami. Moskwa i jej agentura wobec przewrotu

Tomasz Łysiak

Kierownik działu Historia w \"Gazecie Polskiej\", pisarz, scenarzysta, dziennikarz radiowy znany z audycji w radiu WAWA pt. DeDektyw Inwektyw.

Kontakt z autorem

  

Współpraca endecji z Sowietami nie ograniczała się jedynie do symbolicznego sekowania Marszałka Piłsudskiego i jego środowiska. To była także świadoma działalność agenturalna na rzecz Sowietów. Przykładem może być agent, którego sekretarz Arkadiew w swoich zapiskach określał jedynie inicjałem S. Był to niewątpliwie jeden z wysokich rangą polityków endecji, który przychodził do ambasady regularnie i nie tylko składał obszerne wyjaśnienia, ale nawet sugerował konkretne rozwiązania - pisze Tomasz Łysiak w „Gazecie Polskiej”.

Z określeniem „pełnomocny przedstawiciel” mieli okazję zapoznać się Polacy w czasie prowadzonego przez MAK posmoleńskiego „śledztwa”. Co prawda, częściej używało się u nas słowa „akredytowany”, lecz w istocie, według zapisów załącznika nr 13 Konwencji Chicagowskiej, precyzyjnie powinno się właśnie mówić „pełnomocny przedstawiciel”.

Szpiegostwo i sabotaż, czyli osłabić Polskę

Wyrażenie to miało w okresie międzywojennym swój specyficzny rosyjski akronim. Sowieci lubowali się w rewolucyjnych zmianach również w zakresie symbolicznym i językowym – np. zamiast „ministra” wprowadzili termin „ludowy komisarz”. W świecie dyplomacji zlikwidowali werbalne pomniki dawnej przeszłości, takie jak „poseł”, „ambasada” czy „ambasador”. Na miejsce tego ostatniego pojawił się „pełnomocny przedstawiciel”, w skrócie „połpred”, a „ambasada” została „połpredstwem”.

Szczególnego znaczenia nabrało „połpredstwo” sowieckie w Warszawie wobec skomplikowanych, zmieniających się europejskich układów politycznych dwudziestolecia międzywojennego. Działalność owej „ambasady” nie zamykała się w ramach klasycznej aktywności dyplomatycznej, lecz była również – a może przede wszystkim – polem walki szpiegowskiej i sabotażowej. Wpływano na opinię publiczną i inspirowano takie wypadki, które mogłyby osłabić rolę i pozycję Polski. Innymi słowy, ambasada sowiecka wpisała się wówczas doskonale w historyczny rozwój stosunków między Rzecząpospolitą a Rosją, które nabrały destrukcyjnego dla nas tempa już w wieku XVIII i – nic nie tracąc ze swej agresywności – nie zwolniły do tej pory.

Niemiecko-rosyjska melodia

Doskonałym przyczynkiem do opisania dziejów wpływu wschodniego sąsiada na naszą historię jest świetna praca Mariusza Wołosa „O Piłsudskim, Dmowskim i Zamachu Majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925–1926” (Wydawnictwo Literackie 2013).

Maj jest dla Polaków powodem patriotycznego świętowania z racji obchodów rocznicy Konstytucji z roku 1791 czy celebrowania rocznicy śmierci Marszałka Piłsudskiego. Jest też miesiącem, w którym przeciwnicy piłsudczyków wyciągają z zanadrza broń pierwszoplanową, wymierzaną w postać i w legendę Komendanta – zamach majowy.

O ile środowiska endeckie są jeszcze w stanie zaakceptować wiodącą rolę Piłsudskiego w zwycięstwie nad bolszewikami w roku 1920, o tyle zamach majowy stanowi dla nich przykład pogwałcenia wszelkich demokratycznych swobód, uderzenie w podwaliny polskiej wolności i sprzeniewierzenie się narodowym ideałom.

Nie chcą słyszeć o tym, że Marszałek nie planował rozlewu krwi, lecz jedynie rodzaj demonstracji, która miała wymusić zmiany, że nie jego siły rozpoczęły strzelaninę, że sytuacja rozwijała się poprzez napięcia obustronne, że po samym przewrocie tworzenie następnego gabinetu odbyło się według wszelkich konstytucyjnych zasad, Piłsudski zaś odmówił prezydenckiej godności. Sytuacja wewnętrzna Polski była wtedy tragiczna na każdym polu – ekonomicznie i gospodarczo fatalna, politycznie sięgająca zupełnego dna (zmieniające się raz za razem rządy, posłowie zajmujący się przede wszystkim robieniem interesów z wykorzystaniem swojej pozycji itd.), zagrożenia zewnętrzne zaś, które wtedy miały swój początek, urzeczywistniły się w roku 1939. W kwietniu 1926 r. w Berlinie Sowieci i Niemcy podpisali kolejny traktat, stanowiący swoiste dopełnienie ustaleń z Locarno (1925 r.). Już wtedy okazało się, że nasze zachodnie granice nie mają żadnych gwarancji i Niemcy, prędzej czy później, upomną się „o swoje”. Berliński traktat to akord wspólnie granej melodii niemiecko-rosyjskiej, będącej dla nas zagrożeniem od stuleci – Piłsudski był tego świadom. Za głównego wroga uważał jednak Rosję i w niej upatrywał źródła naszych nieszczęść.

Opracowanie Wołosa tę rzeczywistość rozjaśnia i uwypukla poprzez analizę sowieckich zachowań.

„Połpred” radziecki, Piotr Wojkow, prowadził nie tylko uważną obserwację wydarzeń w Polsce, relacjonując je Cziczerinowi (Ludowemu Komisarzowi Spraw Zagranicznych), lecz także w nie ingerował. Jak pisze Wołos, „już na początku 1925 r. nie kto inny jak Feliks Dzierżyński zwrócił uwagę członków Biura Politycznego Komitetu Centralnego Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) na konieczność podjęcia energicznych kroków zmierzających do wsparcia pojawiających się nad Wisłą tendencji zbliżenia do ZSRS”.

Robiono to na różne sposoby – inicjując powstanie Izby Handlowej budującej kontakty gospodarcze (później Stalin sformułuje tezę o konieczności ekonomicznego uzależniania państw satelickich) czy współpracy na polu kulturalnym. Co prawda nie uchwalono roku 1926 „Rokiem Rosyjskim” w Polsce, ale Sowieci energicznie działali na polu zbliżenia słowiańskich dusz – polskich i rosyjskich.

Dwugodzinna pogawędka z Dmowskim

Wołos analizuje także wysiłki bolszewików, zmierzające do uzyskania bezpośredniego wpływu na środowiska polityczne i opiniotwórcze. Wbrew pozorom trudniej szło im z komunistami, za to swoistych sojuszników znaleźli w polskiej endecji. Ich myślenie podążało bowiem bardzo logicznym, prostym torem. Kto jest głównym wrogiem Związku Sowieckiego w Polsce? Piłsudski. Kto jest największym wrogiem Piłsudskiego w Polsce? Narodowa Demokracja i środowiska prawicowe opierające się na autorytecie Dmowskiego. Gdy więc Cziczerin był w naszym kraju, gawędził sobie miło w teatrze ze Stanisławem Strońskim, endeckim dziennikarzem, tym samym zresztą, który ukuł termin „cud Wisły”, by umniejszyć zasługi Piłsudskiego w zwycięstwie. Mieczysław Łoganowski (szef Wydziału Krajów Nadbałtyckich i Polski w radzieckiej LKSZ) sugerował „oparcie sowieckich wysiłków na grupach radykalnych i narodowych, które skłonne są do orientowania się na ZSRS”, z drugiej zaś stworzenie „ścisłej zależności polskiej gospodarki, szukającej rynku zbytów na wschodzie, od nas”. Wołos wskazuje, że owymi grupami politycznymi były „ruch ludowy, narodowa demokracja, chadecja (zwłaszcza śląska), mniejszości narodowe, a nawet środowiska Wojska Polskiego”.

I po chwili wyjaśnia zamysł: „W gruncie rzeczy celem nadrzędnym była sowietyzacja Drugiej Rzeczypospolitej, tym razem nie poprzez podbój militarny, jak w latach 1919–1920, ale na drodze ekonomicznej”.

Ambasador-połpred Wojkow informował swoich szefów w kolejnych doniesieniach o głębokiej nienawiści endeków do Piłsudskiego i jego ludzi. O ciągłej akcji niszczenia przez nich („tępienia”, „wytruwania”) piłsudczyków z armii. Czystka wojskowa prowadzona przez prawicę była oczywiście na rękę Rosjanom. W końcu, jak pisał w raporcie do marszałka Focha generał Dupont: „Jedyną bowiem »ideą« Marszałka jest ślepa nienawiść do Rosji”. Doskonale o tym wiedząc, Rosjanie szukali nad Wisłą sprzymierzeńców według starej zasady „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Stąd ów paradoks, o jakim pisze Wołos – polegający na tym, że w tępieniu Piłsudskiego Sowieci znaleźli lepszego przyjaciela w endecji niż w lewicy.

31 grudnia Wojkow spotkał się na dwugodzinnej pogawędce z Romanem Dmowskim, którego nazwał „niekoronowanym liderem endecji”. Wołos pisze: „Wedle relacji połpreda spotkanie miało bardzo interesujący przebieg, a obaj rozmówcy dokładali wszelkich starań, aby znaleźć łączące ich tematy”. Dzielił ich na pewno stosunek do bolszewizmu, gdyż Dmowski go atakował, lecz co w takim razie łączyło? Nietrudno zgadnąć, że podejście do osoby Marszałka. Trzeba tu zdać sobie sprawę także z tego, iż ten ostatni musiał o tym spotkaniu wiedzieć. Rozumiał i widział bardzo silne zaangażowanie sowieckie w wewnętrzne sprawy polskie oraz nieustanne próby wczepiania niewidzialnych macek w nasze struktury władzy i środowiska opiniotwórcze. Czy zatem nie należy tego wątku traktować bardzo poważnie, rozpatrując decyzję Piłsudskiego o próbie przejęcia władzy i rozpoczęcia demonstracji wojskowej, która niestety zakończyła się nieszczęśliwie bratnim przelewem krwi?

Sekretarz „połpredstwa” Arkadiew pisał do Łoganowskiego, tak przedstawiając efekty „dyplomatycznych” działań sowieckich w polskich kręgach politycznych: „Jesteśmy w stopniu dostatecznym, a może nawet zbyt mocno związani z endekami, zarówno z politykami, jak i z kręgami gospodarczymi”.

„Minister” spraw zagranicznych, ludowy komisarz Cziczerin dodawał, iż: „uważa się u nas, że osobiście Piłsudski pozostał naszym wrogiem i zwolennikiem programu dążenia na Wschód, tworzenia buforów i systemu federacyjnego z wciągnięciem doń Ukrainy i Białorusi”.

Niebywałe, jak aktualne wydają się te spostrzeżenia w odniesieniu chociażby do ocen, jakie musiały powstawać co do kierunku prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego. Być może po jakimś czasie okaże się, że podobne zdania układali właśnie współcześni fachowcy od kreowania rosyjskiej polityki zagranicznej.

Cziczerin stwierdzał również: „Endecy prowadzą wobec nas bardziej ugodową politykę niż nienawidzący nas piłsudczycy”.

Co jest niezwykle intrygującym wątkiem wynikającym z badań historycznych Mariusza Wołosa? Fakt, iż współpraca endecji z Sowietami nie ograniczała się jedynie do symbolicznego sekowania Marszałka i jego środowiska. To była także świadoma działalność agenturalna na rzecz Sowietów. Przykładem może być agent, którego sekretarz Arkadiew w swoich zapiskach określał jedynie inicjałem S. Był to niewątpliwie jeden z wysokich rangą polityków endecji, który przychodził do ambasady regularnie i nie tylko składał obszerne wyjaśnienia, ale nawet sugerował konkretne rozwiązania – „na przykład aby w sprawie umowy handlowej dyplomaci sowieccy porozmawiali z Dmowskim”. W dzienniku Arkadiew notował: „S. zgodnie z obietnicą przyniósł papiery z archiwum Sawinkowa”. Albo: „Endecy i chadecy byli bardzo zadowoleni ze spotkania i obiadu u Wojkowa. Po rozpoczęciu prac sejmu proponują wydać dla Wojkowa bankiet”. Zapisy te pochodzą ze stycznia 1926 r.

Przewrót Majowy był dla Rosjan zamachem, który poprzez zmianę układu politycznego stał się aktem wrogim wobec Związku Sowieckiego. Sam ten fakt jest wart podkreślenia, jeśli chodzi o rozpatrywanie sensu działań Piłsudskiego w maju 1926 r. Jednocześnie Sowieci zauważyli udział endecji w potęgowaniu napięcia oraz, co podkreślali w bezpośrednich relacjach, że Piłsudski starał się unikać rozlewu krwi. Tak relacjonował zamach Wojkow: „Wojska Marszałka przechodzą przez warszawskie mosty i zajmują Warszawę po strzelaninie na moście Kierbedzia. Endecy nie są gotowi do przewrotu, to znaczy na most nie są rzucone żadne mniej lub bardziej poważne oddziały i nawet nie są budowane barykady. Jednakże i Marszałek nie myśli o tym, że właśnie dokonuje zamachu stanu; on wciąż tylko czyni demonstrację, aby zmusić Prezydenta do zdezawuowania rządu Witosa i zmusić samego Witosa, by złożył stanowisko szefa rządu”.

Spiskować ostrożnie, bo Piłsudski podejrzliwy

Analizę przyczyn i skutków zamachu majowego wykonano także na zlecenie Ludowej Komisji Spraw Zagranicznych. Nie wiadomo, kto jest autorem opracowania, lecz wskazuje ono, jak silnie przykładano w Związku Sowieckim uwagę do wydarzeń polskich i jak bardzo je ogniskowano na osi relacji między Rosją i Polską. Powinni o tym pamiętać szczególnie ci, którzy uznają, że po roku 1989 Rosja w jakiś magiczny sposób przestała się Polską interesować, „odpuściła” sobie i uznała, że nasz status, siła, zakres suwerenności czy sojusze nie mają dla niej znaczenia. O Piłsudskim napisano w owym dokumencie tak: „Pod maską walki z faszyzmem wprowadził dyktaturę faszystowską. Oszukując robotników, biednych chłopów i drobną burżuazję miejską, zjednoczył wszystkie klasy posiadające oraz uciskające i stał się agentem antysowieckiej polityki, mającej za zadanie przygotować Polskę do napadu na ZSRS w chwili wskazanej przez Anglię”.

W zalewie komunistycznej nowomowy i propagandowych chwytów stylistycznych wyłania się jednak sens podstawowy. Sowieci postrzegali Marszałka jako swojego zajadłego wroga. I bali się go. Z kolei dla środowiska piłsudczyków Związek Sowiecki był największym zagrożeniem polskiej niepodległości. Jak tymczasem zaklasyfikować prosowiecką postawę endecji?

Wojkow dwa tygodnie po zamachu majowym znowu raportował do szefostwa: „Kilka ostatnich spotkań odbyłem pod osłoną nocy w konspiracyjnych warunkach, między innymi były to spotkania z ludźmi prawicy, którzy bywali u mnie i u których ja bywałem” (raport Wojkowa do Stomniakowa, nr 77, 27 maja 1926, k.103 – za M.W.).

W odpowiedzi został upomniany za niezachowywanie ostrożności: „Pańskie konspiracyjne spotkania z przedstawicielami prawicy mogą być interpretowane przez podejrzliwego Piłsudskiego jako przejaw jakichś spiskowych planów z naszej strony w związku z ostatnim przewrotem”.

Po wizycie u Bartla i Zaleskiego połpred stwierdzał: „Wizyty tej endecy nie będą mi mieli za złe, a nie należało jej nie składać, ponieważ nie miało żadnego sensu pozostawać w tyle za nimi”. Czuł się więc wręcz zobowiązany do tłumaczenia z własnych działań wobec tego, jaką opinię o tym wyda nasza endecja! Zaprawdę, zdumiewające. Powinno się dedykować to wszystko tym współczesnym miłośnikom endecji, którzy oczerniają Marszałka rzucając w niego błotem, nazywając mordercą i agentem.

Wieniawa Długoszowski na konferencji dla prasy zagranicznej w 1926 r. powiedział: „Stojąc na straży honoru kraju, armia nie mogła dopuścić, żeby kierowali nią sprzedajni generałowie, szpiedzy obcych państw, jak generał Zagórski. Piłsudski stoi na gruncie całkowitej legalności. Nie zamierzał przeprowadzać rewolucji, nie wiedział, dokąd zaprowadzi go wystąpienie. Znamienne, że Piłsudski wszedł do Warszawy z orkiestrą. Nie on pierwszy wydał rozkaz otwarcia ognia. Jeśliby Piłsudski nie unikał rozlewu krwi, zająłby Belweder już pierwszego dnia”.

Oczy świata kierują się od miesięcy ku Ukrainie. I tam także dokonał się przewrót. I tam również wyrastał on z potrzeby nacisku na władzę, by dokonały się zmiany oczyszczające państwo i wyrywające je z rosyjskich łap. Potoczyło się tak jak w Polsce w 1926 r. – doszło do rozlewu krwi.

Jedno się nie zmienia, jedno pozostaje takie jak było, jedno trwa ciągle w tym samym wymiarze. Rosja. Potężna, łapczywa, agresywna. Rosja, która w pędzie do wszechwładzy na świecie podepcze wszystkich, wszystko utopi we krwi. Tym bardziej cenić powinniśmy dziedzictwo Marszałka Piłsudskiego. I tym bardziej doceniać to, co czynił, by Polska była na tyle silna, aby umieć się przeciwstawić Rosji.
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Polska i Rumunia jako "szczypce" dla Rosji. "Wojskowo, politycznie - to wszystko ma sens"

Zdjęcie ilustracyjne / screen z TVP Info

  

Polska i Rumunia to "szczypce" dla Rosji - tak uważa amerykański politolog George Friedman. Mówił o tym w rozmowie z redaktorem Michałem Rachoniem w programie "Minęła 20". Rozmowa dotyczyła m.in. roli Polski, Węgier i Rumunii we współczesnej Europie.

"Rumuni i Polacy mają swoje interesy narodowe, tak jak Amerykanie, żeby ostatecznie doprowadzić do tego, by Europa nie została zdominowana militarnie przez żadną konkretną pojedynczą siłę. W Rumunii tego typu problematyka się mocno uwidoczniła w poprzednich latach. Węgrzy nie są z nami zgodni pod tym względem. Polska broni Niziny Środkowoeuropejskiej, a Rumunia Karpat i Morza Czarnego"

- podkreślił.

Jak uważa Friedman, Polska i Rumunia odgrywają tu szczególną rolę. Chodzi o bycie "szczypcami" dla Rosji.

"Karpaty przeszkadzają Rosjanom w rejonie Morza Czarnego, a Nizina Środkowoeuropejska to przeszkoda w drodze na zachód. Polska i Rumunia trzymają swego rodzaju szczypce wobec Rosjan, którzy nie mogą w ten sposób posunąć się na zachód. Wojskowo, politycznie - to wszystko ma sens"

- dodał.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: TVP Info, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl