„Media a racja stanu” – to tytuł debaty, jaką podczas Kongresu 590 zorganizowali dziennikarze Strefy Wolnego Słowa. Dyskutowali redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz oraz dziennikarz Telewizji Republika Adrian Stankowski; rozmowę poprowadził dziennikarz „GP” Jacek Liziniewicz.
Dziennikarze pytani o sposób na odnalezienie prawdy na wojnie.
„Pierwszy atak na wojnie odbywa się na łącza, na środki przekazu. Jak Jaruzelski wprowadzał stan wojenny, zabrakło Teleranka. Grupa komandosów zaatakowała o północy siedzibę telekomunikacji, przecinając łącza. Nawet wewnętrzna wojna zaczyna się od odcięcia komunikacji. Podawanie fałszywych informacji jest bardzo istotnym elementem wojny”.
- mówił Tomasz Sakiewicz.
Jak przypomniał, „wojna na Ukrainie zaczęła się od operacji Ghostwriter”. - Sam byłem jej ofiarą. Próbowano przejąć media, które uznano za wiarygodne dla drugiej strony, by zacząć nadawać dezinformację. W przypadku naszych mediów podano, że polskie wojska wchodzą na Białoruś. Tego dnia Rosjanie przerzucali akurat dywizję powietrzno-desantową na polską granicę. Identyczne informacje podawano wówczas na stronie internetowej Związku Polaków na Białorusi – mówił.
Podkreślił, że tego typu manipulacja ma cele militarne. - Na ogół jeszcze nie giną ludzie, choć są przypadki, gdzie likwiduje się dziennikarzy. Mają wprowadzić dezinformację, mają obniżyć autorytet potencjalnych wrogów informacyjnych. Niestety część zamontowanego przekazu przez Rosjan, w ramach przygotowań do wojny pozostało. Na przykład cała operacja antyszczepionkowa. Nie chodziło wcale o przekonywanie do rosyjskiej szczepionki czy pogłębienie problemów epidemicznych na Zachodzie. Chodziło o zbudowanie wiarygodnych kanałów informacyjnych – przekazanie informacji, która budzi silne emocje, a tym samym osłabia autorytet innych mediów. W momencie wybuchu wojny to właśnie tymi kanałami – wcześniej antyszczepionkowymi – sączono propagandę antyukraińską – mówił dalej.
Odnosząc się do zasad uczciwego informowania, podał przykład:
„mediom wolno podawać informacje, co do których nie jesteśmy pewni, czy są prawdziwe. Musimy jednak pokazać dystans, jaki dzieli tę informację od prawdy. Jeśli ktoś podaje prognozę pogody i powołuje się przy tym na Instytut Meteorologii, to nie odpowiada za to, że jednak jutro deszcz nie spadnie. Jeśli podamy jednak informację, że spadnie deszcz bez podawania źródła tej informacji, to bierzemy odpowiedzialność za to, że ludzie wzięli parasolki i ubrali płaszcze”.
- Pokazanie źródła, dystansu do pewności i stopnia prawdopodobieństwa oraz wiarygodności – co już jest skomplikowane – chroni odbiorcę mediów przed możliwością manipulacji ze strony źródła. Wzięcie odpowiedzialności to rozprawienie się z informacją. Cóż… bycie dziennikarzem nie jest łatwą sztuką – tłumaczył.
Debatując dalej o jakości debaty publicznej, Sakiewicz odniósł się do najnowszej produkcji Telewizji Polskiej "Reset".
„Ostra dyskusja i ścieranie się na argumenty to sól demokracji. Wybory bez solidnej debaty są atrapą. W przypadku „Resetu” jest ogromna nagonka na to, by tego serialu nie oglądać. Po drugie – jest duży nacisk, by wystawiać mu noty nierzetelnego dokumentu. Najwyższy poziom nierzetelności „Resetu” jest wśród tych, którzy serialu nie oglądali. Mamy do czynienia z bezczelnym oszustwem”.
- mówił.
Adrian Stankowski przyznał, że „zasadniczym problemem polskich mediów i polskiego obiegu informacji jest to, że pewne postawy nie budzą wstydu”. - Nikt się nie wstydzi, że prowadził politykę prorosyjską. Znaczna część wyborców opozycji to nie są wyborcy tylko bardziej sekta, karmiąca się nienawiścią wokół niechęci do Prawa i Sprawiedliwości. To tu się koncentrują wszystkie emocje – i ta jedna emocja im wystarcza. To ludzie, którzy potrzebują codziennej pożywki, „dlaczego dziś nienawidzę Jarosława Kaczyńskiego”. Nie mamy racjonalnej debaty – analizował.
W konkluzji, Sakiewicz przekazał „strasznie prostą zasadę, która może pomoc czytelnikowi, słuchaczowi, widzowi”.
- Jak zostałem redaktorem naczelnym to w pierwszych dniach napisałem, na kogo będę głosował w zbliżających się wtedy wyborach prezydenckich. Forsowano wtedy wersje tzw. przeźroczystego dziennikarza; takiego, który nie ma poglądów. Przecież to jest nieprawda. Dziennikarze mają poglądy jak wszyscy inni. Mało tego – te poglądy bardzo często przebijają w ich twórczości. Chowanie tych poglądów słabo wychodzi. Nie chodzi o to, by w każdej informacji zawierać swoje poglądy, ale niech odbiorca mediów wie, jaki jest dystans autora do danej informacji. W Stanach Zjednoczonych normalnym jest, że redaktor naczelny informuje, na kogo będzie głosował. Niezależnie od maksymalnych starań autora niech odbiorca wie, że informacja jest podana przez pewien filtr sposobu myślenia. I z tym odbiorca sobie poradzi. Dziś mamy uczciwych dziennikarzy po prawej stronie, którzy potrafią się przyznać do swoich poglądów i mamy w TVN-ie dziennikarzy przeźroczystych. Oni nie mają poglądów. Oni tylko uczciwie relacjonują… - zakończył.
Zapraszamy na retransmisję debaty "Media a racja stanu". Już dziś o godz. 21:15 w Telewizji Republika.
Zapraszamy na retransmisję debaty z @Kongres590 "Media a racja stanu" z:
— Telewizja Republika 🇵🇱 #włączprawdę (@RepublikaTV) June 21, 2023
▪️@TomaszSakiewicz.
▪️@AdrianStankowsk
▪️@Liziniewicz
dziś w Telewizji Republika - godzina 21:15.#Kongres590 #włączprawdę #TVRepublika pic.twitter.com/sxtZsJCqQv