Nauczycielskie braki kadrowe? Wiceminister Dariusz Piontkowski: To kolejny mit

W ciągu 7 lat podnieśliśmy wynagrodzenia większości nauczycieli o 36 proc., a nauczycieli rozpoczynających pracę o 50 proc. Kolejna podwyżka wynagrodzeń czeka nas od stycznia. Nauczyciele będą mieli dodatkowo ok. 8 proc. – powiedział w rozmowie z Katarzyną Gójską w radiowej Jedynce wiceminister edukacji i nauki Dariusz Piontkowski.

Dariusz Piontkowski
https://twitter.com/RadiowaJedynka/ screen

Wiceminister mówił, że starają się podnosić wynagrodzenia nauczycieli. „Zawód nauczyciela jest zawodem szczególnym i bardzo potrzebnym, to właśnie nauczyciele z rodzicami doprowadzają do tego, że młodzi ludzie przygotowują się do dorosłego życia” – powiedział.

Pytany o postulaty niektórych związków zawodowych, stwierdził, że „nie jesteśmy w stanie spełnić ich wszystkich”.

Rozumiem, że niektóre związki zawodowe chcąc podnieść swoją popularność stawiają nierealne żądania, ale które przemawiają do wyobraźni

– dodał.

Redaktor zapytała, jak wygląda sprawa „braków kadrowych”.

Braki kadrowe to kolejny mit.  W całym systemie jest około 700 tysięcy nauczycieli. Co roku jest pewne rotacja kadr - to wynika z tego, że część nauczycieli przechodzi na emeryturę, jest urlop macierzyński, urlop dla poratowania zdrowia. W tej chwili w szkołach średnich mamy półtorakrotny rocznik, bo swego czasu rząd PO-PSL próbował zmusić dzieci sześcioletnie do tego, aby poszły do szkoły. Podzielono sześciolatków i na część, która poszła w wieku 6 lat z jednym rocznikiem i druga z drugim. Jeden z tych roczników w tej chwili przeszedł do szkoły średniej, co automatycznie powoduje wzrost zatrudnienia i większą liczbę oddziałów. To oznacza, że zaczynają dyrektorzy poszukiwać nauczycieli. Ale na te 700 tysięcy nauczycieli pracujących w całym systemie mamy w tej chwili zgłoszeń nieco ponad 4000, jeśli chodzi o nauczycieli przedmiotowców i około 3000 nauczycieli specjalistów. To jakby nowa rzecz, którą wprowadzamy. Chcemy, aby była standaryzacja zatrudnia psychologów, pedagogów, logopedów

– mówił.

Jak tłumaczył, te liczby to są realne zgłoszenia dyrektorów szkół, którzy przekazują do kuratorów informacje, „czy potrzebują nauczyciela na kilka godzin, czy na kilkanaście, czy na pełen etat”.

"Nie zawsze są to zgłoszenia na pełne etaty. Nieco ponad 4000 zgłoszeń przedmiotowców na 700 tysięcy osób pracujących w szkole. Proszę zauważyć, jaka jest skala problemu. Takie zjawisko występowało zawsze. Zawsze były miejsca, w których brakowało nauczycieli pojedynczych specjalności" – mówił Piontkowski.

Minister był pytany, jak te dane wyglądają na przestrzeni dekady. do tego aby takie dane przekazywać wcześniejszych danych

Nie mamy aż tak daleko sięgających danych, ponieważ dyrektorzy od 3-4 lat są zobowiązani do tego, by takie dane przekazywać. Te liczby były podobne rok temu. Mam dane na 6 października. W roku bieżącym było 4272 oferty, z tym że, część to są tylko oferty na pełne etaty. W tamtym roku to było 3872, w 2020 roku nieco ponad 3000, czyli podobne. Jest różnica kilkuset zgłoszeń przy 700 tysiącach osób pracujących to jest problem marginalny

– podał.

Ale rzeczywiście w niektórych dużych miastach zwłaszcza, brakuje nauczycieli niektórych specjalności. Tutaj jest rozwiązanie prawne. Jeżeli prezydent takiego czy innego dużego miasta twierdzi, że jest problem ze znalezieniem chętnych do pracy w szkole, ma prawo aby podnieść wynagrodzenie zasadnicze albo stworzyć duże zachęty finansowe w dodatkach, które mogą otrzymywać nauczyciele. Na razie pojedyncze gminy na kilka tysięcy gmin w Polsce sięgają do takiego środka

– powiedział wiceminister edukacji i nauki.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#Polska

Michał Gradus
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo