Tomasz Łysiak dla Niezależna.pl: Noc styczniowa – Polska mówi „Nie” Rosjanom!

W tekście Manifestu Styczniowego, napisanego przez poetkę Marię Ilnicką, najprawdopodobniej przy współudziale jej brata Jana Majkowskiego, znaleźć można nie tylko odniesienia do branki do wojska rosyjskiego, ale też wielu innych prześladowań, okrucieństw i morderstw dokonanych przez Moskali na Polakach. Gdyby chcieć streścić ów Manifest, gdyby chcieć zamknąć jednym słowem to, co przyświecało naszym rodakom, gdy chwytali za broń, to dałoby się to uczynić korzystając z jednego, prostego słowa: „Nie”. Ma ono wielką siłę. 

Juliusz Kossak - Bitwa pod Ignacewem (1863)

Umieć powiedzieć „nie” często jest drogą do wolności. Powiedzieć „nie”, gdy inni poddają się, skłaniają karki, albo milczą. Wstać i rzucić prosto w twarz, odważnie: „Nie!”. Polacy mówili „nie” Rosjanom na wiele lat przed nocą styczniową. Nie godzili się na wszystkie drobne i większe szykany, na wojsko na ulicach, na aresztowania ludzi i wsadzanie do Cytadeli. Na śledztwa, wywózki, na kajdany, na szubienice.

Gdy Moskale zakazali chodzić w strojach tradycyjnie polskich – chłopcy w warszawskim Ogrodzie Saskim przebierali wróble w maleńkie czamary, czy miniaturowe żupany i mini kontusze, po czym wypuszczali tak dziwacznie przebrane ptaszki pod stopy rosyjskich żandarmów i potem śmiali się, patrząc, jak ci gonią wróble po alejkach. Młodzież często odsiadywała kary w szkolnej kozie za… czytanie Mickiewicza. Wieszcz był przecież zabroniony, a szczególnie „Dziady” część III, którą to dziatwa szkolna przepisywała ręcznie do zeszytów, by tekst przekazać dalej! I to także było swoistym powiedzeniem „Nie!”. Obrzucenie pączkami portretu cara przestawało być śmieszne, gdy okazywało się, że za to wyrzucają ze szkoły, albo biją. Młody Kraushar czapki nie zdjął z głowy, gdy car ulicą przejeżdżał – w szkole spotkały go kary i inne nieprzyjemności. 

Gdy ludzie skrzykiwali się na Mszę Św. za Ojczyznę, Rosjanie wydawali jej zakaz. To zmieniano intencję. Msza była za dusze śp. Adama, Juliusza i Zygmunta. Każdy wiedział, o kogo chodzi i jaka jest prawdziwa intencja. Ale to też był okrzyk „Nie!”. 

Owe manifestacje, modlitwy, procesje i śpiewy „Boże, coś Polskę!” także były głosem sprzeciwu. Moskale strzelali do manifestantów, mordowali ich: najpierw Pięciu Poległych, a potem setki ludzi na placu Zamkowym 8 kwietnia 1861 roku. Im jednak mocniej batem uderzali, tym bardziej Polacy odpowiadali – „Nie!”. 

Gdy oto studenta Karola Nowakowskiego, na rozkaz osobisty Gorczakowa, żołnierze rosyjscy złapali i nieśli, a raczej ciągnęli go do Cytadeli (iść sam nie chciał), to on nadal śpiewał patriotyczne pieśni. Aż ochrypł całkiem. Ale sens był ten sam – to było głośne „Nie!”

Gdy wreszcie do domów Polaków walono w nocy, gdy w styczniowy mrok i ziąb zabierano najlepszych synów Ojczyzny, by ich na lat dwadzieścia zabrać do wojska rosyjskiego, to ów narastający bunt był także głosem sprzeciwu. Powstanie stało się manifestacją, stało się zbrojną odpowiedzią, stało się aktem sprzeciwu wobec zła. 

Jestem przekonany, że gdyby to moich dwóch synów, tylko dlatego, że są wychowani w polskim domu, w taki sposób nagle z domu wyciągnięto i zabrano, sam bym nie zdzierżył i spokojnie „przy kominku” przecież bym nie siedział. Mogę sobie wyobrazić i staram się zrozumieć, że wielu szło bić się dlatego, że nie byli w stanie zdzierżyć bezprawia, mordów, więzień, krwi na ulicach i że szli walczyć, wiedząc przecież, iż to z góry przegrana sprawa. Tym bardziej ich szanuję…

„Nie” powiedział także w Wilnie oprawcom od Murawiewa, Zygmunt Sierakowski. Usiłowano go złamać. Gdyby tylko się ukorzył, gdyby tylko zechciał o łaskę prosić – żyłby. Zdecydował inaczej. Powiedział – „Nie”. Powieszono go za to. Ale on, chociaż spętany, umierał całkiem wolny. Bo słowo „nie” bardzo często jest bramą do wolności. Taką też bramą było – owszem,  nieprzygotowane, przegrane i katastrofalnie prowadzone oraz dowodzone – Powstanie Styczniowe.

Cześć i chwała dla bohaterów wolnej Polski, którzy łapiąc za broń w 1863 roku krzyknęli Moskalom prosto w twarz: „Nie!”. Echo tego okrzyku niosło się bardzo długo. Podchwycili go inni. Zwycięstwo przyszło ponad pół wieku później. 

 


Źródło: niezalezna.pl

Tomasz Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo