Przed tygodniem w zagranicznych mediach pojawiła się pierwsza nieoficjalna informacja o wstrzymaniu rotacji ok. 4 tys. żołnierzy amerykańskiej brygady pancernej (2. Brygady Pancernej 1. Dywizji Kawalerii) do Polski. Dwa dni później, w piątek, doniesienia potwierdził Reuters oraz CNN, powołując się na anonimowych urzędników Pentagonu.
Jako tło decyzji wskazywano plan zmniejszenia liczby brygadowych zespołów bojowych amerykańskiej armii w Europie z czterech do trzech (do poziomu z 2021 r.) oraz przegrupowanie sił. Ma ona mieć charakter logistyczny, ale także polityczny i lojalnościowy, ponieważ skłonić ma ponoć sojuszników NATO do większego wkładu we własne bezpieczeństwo.
Wczoraj szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Bartosz Grodecki odbył rozmowę telefoniczną z Podsekretarzem ds. Polityki Departamentu Wojny USA Elbridge’em Colby’m.
Jak przekazano w komunikacie, "Podsekretarz Colby podkreślił znaczenie dobrych relacji między Prezydentem USA Donaldem Trumpem, a Prezydentem RP Karolem Nawrockim dla kształtowania stosunków amerykańsko-polskich" oraz "zasygnalizował, że zapowiadane zmiany zaangażowania sił USA w Europie będą uwzględniały status Polski jako modelowego i priorytetowego sojusznika Stanów Zjednoczonych".
Przydacz: gdyby nie było dziś prezydenta Nawrockiego...
O sprawę był dziś pytany na antenie TV Republika Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej.
Na pewno Amerykanie mają pełną świadomość tego, jak wygląda proces decyzyjny w Polsce - że w wielu aspektach jest to prezydent. Ale jest całe wielkie grono spraw, w których kluczowe decyzje podejmuje rząd. Nie można wykluczyć, że jest to pewnego rodzaju sygnał: jeżeli chcecie grać antyamerykańską kartą, to wiedźcie, że może mieć to negatywne konsekwencje.
– powiedział.
I dodał - "natomiast - od wielu miesięcy powtarzamy, że tak, to bezpieczeństwo zależy od dobrych relacji prezydenta Nawrockiego z prezydentem Trumpem. Zaryzykuję twierdzenie, że gdyby dzisiaj nie było prezydenta Nawrockiego, tylko np. byłby chciany przez Donalda Tuska - Rafał Trzaskowski w Pałacu Prezydenckim, to tych wojsk już dawno by nie było".
Podkreślił: "jesteśmy w kontakcie na poziomie Kancelarii Prezydenta [z administracją Donalda Trumpa]. Ostatnia rozmowa, nie tak dawno, 3 maja, dotyczyła także i spraw wojskowych".
Zapytany o to, czy "padło wtedy stwierdzenie ze strony amerykańskiej, że relokacja zostanie wstrzymana?", odparł:
"Nie, nie była wtedy dyskutowana taka kwestia. Pentagon to już planował, ale w moim przekonaniu, wiążą tutaj cały czas deklaracje prezydenta Trumpa i na tym będziemy się opierać. Teraz trzeba doprowadzić do wypełnienia tej deklaracji. I to już jest zadanie dla dyplomacji, ministerstwa obrony narodowej, urzędników, a nie do rozmowy prezydentów. Bo prezydenci ustalili już jedną rzecz. Teraz trzeba ją tylko wypełnić i od tego jest rząd".
Wczoraj odbyła się rozmowa szefa BBN, z bardzo ważną postacią w Pentagonie. Parę dni tem szef MON rozmawiał z Hegsethem, czyli Pentagonem, była też wizyta na poziomie generalskim. Wszystkie te trzy rozmowy wskazują na to, że ta rotacja jest tylko czasowo wstrzymana, a jej efektem może być nawet to, że tych wojsk w przyszłości będzie więcej.
– zaznaczył Przydacz.