Jak informowaliśmy w lutym 2020 roku, marszałkowi Senatu Tomaszowi Grodzkiemu nie spodobały się artykuły o ludziach zeznających, że wręczyli mu koperty z pieniędzmi. Do Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" i "Gazety Polskiej Codziennie" również dotarła koperta - z pozwem. Pełnomocnik Grodzkiego - mec. Jacek Dubois - informował, że w reakcji na artykuły w mediach zostały złożone zawiadomienia do prokuratury o zniesławieniu marszałka Senatu, dotyczące dziennikarzy, którzy kolportowali informacje o możliwym procederze korupcyjnym.

Przyszedł czas na to, by ruszył proces, który Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi.

Pierwsze posiedzenie w tej sprawie - pojednawcze oraz w przedmiocie wniosków obrońców oskarżonego o umorzenie albo zawieszenie postępowania - odbędzie się 2 marca o godz. 14.30 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Woli w Warszawie.

Najnowsze informacje dotyczące tej sprawy przeczytacie na Niezalezna.pl.

Ponad 180 świadków

Pod koniec 2019 r. Radio Szczecin podało, że obecny marszałek Senatu - który jako lekarz chirurg zawodowo związany był ze Specjalistycznym Szpitalem im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie - kontaktował się w 2016 r. z prof. Agnieszką Popielą ws. wpłaty "na fundację". Po prof. Popieli zaczęli ujawniać się kolejni świadkowie w tej sprawie. W efekcie Prokuratura Regionalna w Szczecinie na początku grudnia 2019 r. wszczęła śledztwo dotyczące przyjęcia korzyści majątkowej w szpitalu w Szczecinie-Zdunowie w 2009 r. w związku z pełnieniem funkcji publicznej.

- Po trwającym ponad rok śledztwie w sprawie korupcji w szpitalu Szczecin-Zdunowo w okresie, kiedy placówką kierował prof. Tomasz Grodzki, obecny marszałek Senatu, śledczy przesłuchali już ponad 180 świadków i ustalili 14 zdarzeń korupcyjnych

- pisał redaktor Tomasz Duklanowski w tygodniku "Gazeta Polska".

Pięć z tych czternastu zdarzeń nie przedawniło się, a to daje możliwość postawienia zarzutów. 

- Aby postawić zarzuty senatorowi, potrzebna jest zgoda na uchylenie immunitetu. Taki wniosek z prokuratury trafia najpierw do marszałka Senatu, czyli samego zainteresowanego. I jeśli nawet wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej trafi pod głosowanie, jego los zależy od opozycyjnej większości

- podaje "GP".