Sędzia Radzik: Sędziowie delegalizujący innych sędziów będą ścigani dyscyplinarnie!

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Do dzisiejszej decyzji Sądu Najwyższego w sprawie sędziów KRS odniósł się na Twitterze zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych Przemysław Radzik. - Dzisiejsze stanowisko niektórych sędziów trzech izb SN to nic innego jak bezprawna próba zmiany ustroju Rzeczypospolitej - napisał. Co więcej, jego zdaniem "nie ma [ono] mocy wiążącej, a sędziowie kwestionujący legalność powołania innych sędziów będą ścigani dyscyplinarnie".

Dzisiaj trzy Izby SN - Karna, Cywilna i Pracy - podjęły uchwałę, w której uznano, że nienależyta obsada sądu występuje wtedy, gdy w składzie sądu znajduje się osoba wyłoniona na sędziego przez Krajową Radę Sądownictwa w obecnym składzie. Zastrzeżono, że w przypadku sądów powszechnych nienależyta obsada występuje, jeżeli "wadliwość procesu powoływania sędziów prowadzi w konkretnych okolicznościach do naruszenia standardów niezawisłości i bezstronności" w rozumieniu Konstytucji RP i prawa europejskiego.

Uchwała nie ma zastosowania do orzeczeń wydanych przez sądy przed dniem jej podjęcia. Wyjątkiem są orzeczenia Izby Dyscyplinarnej SN, w odniesieniu do której ma zastosowanie bez względu na datę orzeczenia.

Resort sprawiedliwości wydał oświadczenie po ogłoszeniu uchwały SN, uznając ją za niezgodną z prawem.

"Uchwała składu trzech izb Sądu Najwyższego jako niezgodna z prawem nie wywołuje skutków prawnych. SN nie jest uprawniony do badania i oceny, czy udział w składzie sędziego sądu powszechnego, wojskowego lub Sądu Najwyższego, powołanego na stanowisko sędziego przez prezydenta RP na wniosek KRS po 2018 r., powoduje nieważność postępowania. Żaden organ, także sądowy, nie może bowiem kwestionować powołania i inwestytury sędziego"

- podkreśliło Ministerstwo Sprawiedliwości.

Do dzisiejszej decyzji Sądu Najwyższego odniósł się na Twitterze zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych Przemysław Radzik.

Dzisiejsze stanowisko niektórych sędziów trzech izb SN to nic innego jak bezprawna próba zmiany ustroju Rzeczypospolitej

- napisał. Co więcej, jego zdaniem "nie ma mocy wiążącej, a sędziowie kwestionujący legalność powołania innych sędziów będą ścigani dyscyplinarnie".

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...


Kolejne chińskie miasto wraca do normalności

/ pixabay.com

  

Dwa miesiące po ogłoszeniu najwyższego alertu epidemicznego Kanton wraca do normalności. Większość firm i restauracji wznowiło działalność, a na ulicach i estakadach znów tworzą się korki. Mieszkańcy wciąż jednak chodzą w maseczkach i unikają zgromadzeń.

Pod koniec stycznia władze ChRL podjęły bezprecedensową decyzję o zamknięciu miasta Wuhan, pierwotnego ogniska pandemii, by powstrzymać szerzenie się wirusa po kraju. Liczba infekcji zaczęła jednak rosnąć również w innych regionach, w tym w prowincji Guangdong na południu kraju.

W Kantonie, stolicy tej prowincji, władze poleciły ludziom, aby nie wychodzili bez potrzeby z domów, nie odwiedzali się wzajemnie i unikali zgromadzeń, a w miejscach publicznych zawsze nosili maseczki ochronne. Niemal doszczętnie opustoszały szerokie ulice i przestronne place 14-milionowego miasta, jednego z najważniejszych ośrodków handlu zagranicznego Chin.

Obok noworocznych dekoracji na osiedlach pojawiły się czerwone banery zachęcające do przestrzegania reguł kwarantanny.

„Wirus to rozkaz, przeciwdziałanie epidemii to obowiązek”

- głosił jeden z nich.

Noworoczna przerwa w pracy została przedłużona, a większości firm zakazano wznawiania działalności. Odłożono również termin rozpoczęcia semestru w szkołach. Czynne pozostały supermarkety, sklepy należące do dużych sieci i apteki. Choć pojawiały się chwilowe niedobory warzyw czy mięsa, szybko je uzupełniano. Przez długi okres w aptekach brakowało natomiast maseczek ochronnych i środków dezynfekcji.

By egzekwować przestrzeganie reguł, chińskie władze stosowały zarówno rozbudowany system nadzoru elektronicznego, jak i bardziej tradycyjne metody. Na początku lutego, gdy rząd centralny wezwał do zacieśnienia kontroli epidemicznej na poziomie lokalnym, w ciągu kilku dni osiedla mieszkaniowe w wielu miastach kraju wprowadziły „zarządzanie zamknięte”, czyli skrupulatne kontrole wszystkich wchodzących i wychodzących.

W Kantonie na ulicach i wejściach do osiedli pojawiły się barykady, sklecone naprędce z drabin, śmietników, krzeseł, bambusowych kijów i mioteł, niektóre z drutem kolczastym. Przy otwartych przejściach ustawiono strażników lub pracowników społecznych z Komunistycznej Partii Chin, by mierzyli wchodzącym temperaturę i zabraniali wstępu obcym. Te środki, oparte na podziale miasta na małe kwadraty, obowiązują do dziś.

Model „zarządzania zamkniętego” różnił się w zależności od miejsca. Na przykład w 9-milionowym mieście Wenzhou w prowincji Zhejiang z osiedli pozwalano wychodzić tylko jednej osobie z każdej rodziny, raz na dwa dni. W 7-milionowej prefekturze Zhumadian w prowincji Henan limit zaostrzono do jednego wyjścia na pięć dni.

W Kantonie zakazano jedzenia w restauracjach, pozostawiając jedynie możliwość zamawiania posiłków na dowóz. By uspokoić klientów, lokale wpisywały na paragonach temperaturę ciała kucharzy i kurierów, którzy dostarczali dania. Decyzją władz zamknięto również większość targów towarowych i hurtowni oraz odwołano lub przełożono wszystkie imprezy targowe.

Przez cały czas mieszkańcy Kantonu uważnie śledzili najnowsze doniesienia i bilanse zakażeń. Gdy w lutym w mieście nie wykryto jednego dnia żadnej nowej infekcji, mimo ostrzeżeń i zakazów w opuszczonych parkach znów pojawili się seniorzy, grający w karty i chińskie szachy.

„Zero zakażeń w Kantonie, Chiny są bezpieczne. Mamy maseczki”

- mówił PAP jeden z nich, pośpiesznie naciągając maseczkę na twarz.

Obecnie władze twierdzą, że epidemia w kraju została zasadniczo opanowana. Kanton obniżył alert epidemiczny, a wszystkie jego dzielnice uznawane są już za strefy niskiego ryzyka. Firmy wznowiły działalność, a restauracje znów mogą przyjmować klientów, choć dla bezpieczeństwa sadzają ich w odpowiednich odstępach. Niektóre lokale zapisują dane kontaktowe klientów, by zlokalizować ich na wypadek wykrycia infekcji.

Od kilku tygodni większość potwierdzanych przez chińskie władze nowych zakażeń wykrywanych jest wśród osób przybywających z zagranicy. Według chińskiego MSZ 90 proc. z tych przypadków dotyczy powracających do kraju Chińczyków, a jednak w chińskim społeczeństwie pojawił się strach przed cudzoziemcami. Obywatele krajów najbardziej dotkniętych epidemią coraz mocniej skarżą się na stygmatyzację.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts