Nie do wiary, co wypisuje Sikorski! Zapewnia, że Jezus... nie potępiał homoseksualizmu

Radosław Sikorski / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Radosław Sikorski znów przekroczył wszelkie granice. Nie dość, że otwarcie zasugerował, że większość księży to homoseksualiści, to jeszcze dodał, że... "Pan Jezus potępiał pedofilię, a nie homoseksualizm".

Radosław Sikorski to absolutnie czołowy polityk Platformy Obywatelskiej. W czasach, gdy w Polsce rządziła koalicja PO-PSL, pełnił rolę ministra spraw zagranicznych, ministra obrony narodowej, był też marszałkiem Sejmu. Mimo kompromitujących wystąpień na tzw. "taśmach prawdy", wciąż mało było mu polityki. W maju wybrany został posłem do Parlamentu Europejskiego, oczywiście z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

Sikorski w ostatnich miesiącach nie ukrywa swojego negatywnego nastawienia do Kościoła Katolickiego. Już w grudniu 2018 roku mówił, że Kościół "nie jest katolicki, tylko jest sektą nacjonalistyczną". Teraz poszedł jeszcze krok dalej. Zasugerował, że większość księży to... homoseksualiści.

Spotkało się to z ostrą reakcją użytkowników Twittera. Zaczęli dopytywać Sikorskiego o powody jego postępowania.

Ten odpowiedział, brnąc w swoją absurdalną teorię. Dodatkowo stwierdził, że... "Pan Jezus potępiał pedofilię, a nie homoseksualizm".

W takim razie Sikorskiemu można jedynie przypomnieć fragment Biblii -  z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian:

"Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: twitter.com, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Kto zostanie premierem Izraela?

/ PublicDomainPictures; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Prezydent Izraela Reuwen Riwlin rozpoczął konsultacje z przywódcami wszystkich partii politycznych, które po wyborach z 17 września dostały się do Knesetu, na temat ich rekomendacji na nowego szefa rządu.

W dużej mierze pełniący ceremoniale funkcje prezydent Izraela ma za zadanie wybrać polityka mającego największe szanse na utworzenie stabilnego rządu koalicyjnego. Choć zazwyczaj jest to zwykła formalność, tym razem Riwlin odgrywa kluczową rolę, gdy po wyborach wynik wskazuje, że żaden z czołowych kandydatów - ani dotychczasowy premier Benjamin Netanajhu, ani były szef sztabu generalnego Benny Gantz - nie uzyskał zdecydowanej większości mandatów, aby móc tworzyć koalicję

- zwraca uwagę agencja Associated Press.

"W tej sytuacji prezydent będzie bardzo, ale to bardzo zaangażowany w szczegóły. Będzie prosił o jasne odpowiedzi" - oświadczył w izraelskim radiu wojskowym główny doradca prezydenta Harel Tubi. "Myślę, że tym razem konsultacje zmieni w rozmowy, dzięki którym będzie można przedstawić inne możliwości, o których opinia publiczna jeszcze nie słyszała"

- dodał Tubi, nie precyzują o co dokładnie chodzi.

Centrolewicowy sojusz Niebiesko-Białych Gantza zdobył w wyborach 33 mandaty w liczącym 120 miejsc Knesecie, a prawicowy Likud Netanjahu 31 mandatów. Żadna z tych partii nie może zebrać większości parlamentarnej ze swoimi tradycyjnymi mniejszymi sojusznikami.

Decydującym czynnikiem wydaje się być były minister obrony Awigdor Lieberman i osiem miejsc, które zdobyła jego partia Nasz Dom Izrael (Israel Beitenu). Lieberman żąda szerokiego rządu jedności narodowej z dwiema głównymi partiami, czyli sojuszem Niebiesko-Białych i Likudem, który jest świecki; Lieberman wyklucza udział w rządzie ultraortodoksyjnych partii żydowskich. Wydaje się, że wyłania się tu kompromis między Niebiesko-Białymi a Likudem, choć oba ugrupowania nalegają, by stanąć na czele takiego rządu. Sprawą komplikuje odmowa Niebiesko-Białych zawarcia koalicji z Likudem na czele z Netanjahu, któremu grozi oskarżenie o korupcję

- wskazuje AP.

Pierwszym krokiem wyjścia z impasu są konsultacje prowadzone w rezydencji prezydenta, gdzie każda z partii jest proszona o przedstawienie swoich rekomendacji dotyczących nowego szefa rządu. Likud stracił poparcie w stosunku do kwietniowych, również przedterminowych wyborów, i przy obecnych warunkach może liczyć, ze swoimi tradycyjnymi sojusznikami, na 55 mandatów.

 

Uzyskując poparcie naturalnych i prawdopodobnych sojuszników Gantz może liczyć zaś na 57 mandatów. Jest to jednak wciąż za mało do uzyskania większości 61 miejsc w Knesecie i utworzenia większościowej koalicji rządowej.

 

Gantz będzie zatem potrzebował poparcia Zjednoczonej Listy partii arabskich, która po wyborach jest trzecią co do wielkości siłą z 13 mandatami. Ale Zjednoczona Lista tradycyjnie powstrzymywała się od otwartego popierania kandydata na premiera. Partie arabskie nigdy nie zasiadały w izraelskim rządzie, a jej lider Ajman Odeh, twierdzi, że zamierza zostać liderem opozycji w przypadku powstania rządu jedności. Odeh nie wykluczył jednak udzielenia swojej rekomendacji Gantzowi, aby udaremnić powstanie kolejnego rządu pod przywództwem Netanjahu, który oskarża mniejszość arabską w Izraelu o to, że jest "piątą kolumną" zagrażającą państwu. Byłby to pierwszy raz od 1992 r., kiedy partie arabskie odegrałyby rolę w procesie tworzenia rządu

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl