Jak informowała w piątek policja, dziennikarz-celebryta Kamil D. spowodował kolizję na trasie autostrady A1 na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego. W wydychanym powietrzu miał 2,6 promila alkoholu, a świadkowie twierdzili, że wychodząc z pojazdu, ledwo trzymał się na nogach. 

"To nie był wypadek, a kolizja drogowa. Uczestnikiem jej był kierujący BMW X6. (…) To 51-letni mężczyzna"

- informowała Dagmara Mościńska z zespołu komunikacji społecznej Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim.

Potwierdziła również, że kierowca miał w wydychanym powietrzu 2,6 promila alkoholu.
Kamil D. zostanie ukarany za spowodowanie kolizji oraz przestępstwo, jakim jest jazda w stanie nietrzeźwości – grozi za nią do 2 lat więzienia

Mimo, że informacje policji dość jednoznacznie wskazują, że zachowanie kierowcy było wyjątkowo niefrasobliwe i mogło doprowadzić do tragicznych konsekwencji, dziennikarskiego celebrytę natychmiast wziął w obronę publicysta "Gazety Wyborczej" Bartosz Wieliński.

W dniu, w którym doszło do zatrzymania Kamila D. przestrzegał on w mediach społecznościowych przed "moralizowaniem" i apelował o zachowanie proporcji.

"Dziennikarskim moralistom, którzy ogłaszają z satysfakcją upadek Kamila D., uprzejmie i na marginesie chciałbym przypomnieć, że D. miał z czego upaść. Oni nie mają"

- napisał dziennikarz "Wyborczej".

Kolejnym autorytetem, który postanowił bronić Kamila D. okazał się prof. Jan Hartman. Stwierdził on, że wprawdzie D. jest człowiekiem "trudnym", to być może problemy jakie go spotykają są "nie całkiem jego winą". Wspomniał także o zasługach Kamila D. nie precyzując o jakie zasługi chodzi. 

"Kamil D. całe życie ma jakieś afery. Ale potem się jakoś podnosi. I tak też będzie tym razem. Bardzo mi go żal, choć to trudny gość. Może jego problemy to nie całkiem jego wina? Pamiętajmy, ile dobrego zrobił i nie przekreślajmy go"

- stwierdził filozof na Twitterze.

Ciekawe, czy sąd podzieli opinię obu panów i weźmie pod uwagę wymienione przez nich "okoliczności łagodzące"?