Tym dość makabrycznym stwierdzeniem Gersdorf popisała się na antenie jednej ze stacji radiowych. Po raz kolejny powołała się na konstytucję i stwierdziła, że prezesem Sądu Najwyższego pozostanie do 2020 r. No chyba, że...

Myślę, że prezydent szuka nowego sędziego do izby pracy. To nie znaczy, że to będzie sędzia, który ma zdaniem prezydenta zająć moje miejsce. Choć ono jest zajęte. Zgodnie z konstytucją sprawuję swoją funkcję do 30 kwietnia 2020 roku i nic nie może tego zmienić, chyba że bym umarła. Ale na razie czuję się bardzo dobrze

– mówiła dziś w RMF FM była pierwsza prezes Sądu Najwyższego.  

Przypomnijmy, Radio ZET ujawniło dziś, że Gersdorf wciąż przychodzi do pracy w Sądzie Najwyższym i pobiera wynagrodzenie, choć zgodnie z prawem jest już sędzią w stanie spoczynku. Pod dokumentami ściśle prawnymi podpisuje się sędzia Józef Iwulski. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Gersdorf nadal przychodzi do SN i inkasuje wynagrodzenie. A co robi Iwulski? Rzecznik Sądu ujawnia

Z kolei sama Gersdorf we wcześniejszym wywiadzie dla agencji Reuters przyznała, że odejdzie wtedy, gdy jej następca powołany zostanie zgodnie z konstytucją. "Nie możemy się tu okopywać. Będę musiała odejść z godnością" - przyznała, choć tak naprawdę na to jest już dawno za późno. 

Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, która weszła w życie 3 kwietnia, w trzy miesiące od tego terminu, czyli 3 lipca, w stan spoczynku przeszli z mocy prawa sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogli oni jednak dalej pełnić funkcję, jeśli w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy, czyli do 2 maja, złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent RP wyraził zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego SN. Prezydent, przed wyrażeniem zgody na dalsze zajmowanie stanowiska, zasięgał opinii KRS. Małgorzata Gersdorf nie złożyła takiego oświadczenia.