Paliłem prawie sto papierosów dziennie. Piłem i ćpałem takie świństwa, jakich świat nie widział – wspomina 63-letni dziś Jerzy Górski.

Minęło ponad trzydzieści lat od momentu, kiedy stanąłem przed drzwiami Monaru i wyruszyłem na wojnę z okrutnym wrogiem. Dziś mogę powiedzieć, że najtrudniejsze nie jest wcale leczenie, ale funkcjonowanie w codziennym, zwyczajnym życiu, kiedy wszystko zależy tylko od ciebie

– dodaje sportowiec w poświęconej mu książce Łukasza Grassa pt. „Najlepszy”. Kilka dni temu do kin wszedł film o tym samym tytule w reżyserii Łukasza Palkowskiego („Bogowie”, „Belfer”). Twórca przybliża postać polskiego sportowca z rozmachem, którego nie powstydziłyby się wielkie produkcje z Hollywood, zwłaszcza że sama historia życia Jerzego Górskiego to znakomity materiał na film.

Pierwsza część „Najlepszego” nie porywa. Gdyby dodać do niej koncerty rockowe, otrzymalibyśmy coś na kształt wariacji na temat „Skazanego na bluesa”. Główny bohater Jerzy Górski (Jakub Gierszał) jest młodym degeneratem, który regularnie ląduje w szpitalu z powodu narkotyków i prób samobójczych. Z nie mniejszą częstotliwością gości na milicyjnym dołku. Waży niecałe 50 kilogramów, ma zapadnięte policzki, a jego pokłute igłami ręce przypominają niemal sito. Gdzieś w tle pojawia się wątek agresywnego ojca-tyrana (Artur Żmijewski), współuzależnionej i zalęknionej matki (Magdalena Cielecka) oraz tragicznej młodzieńczej miłości. Ten pełen patologii, ukazanej niemalże z turpistycznym zacięciem obraz warto zobaczyć, by zrozumieć wszystko to, co później działo się w życiu Górskiego. W momencie gdy bohater podejmuje decyzję o leczeniu i przekracza próg Monaru (w rolę Marka Kotańskiego gościnnie wcielił się Janusz Gajos), stajemy się świadkami narodzin nowego człowieka, a twórcy rozpoczynają zapierające dech w piersiach show o tym, że warto sięgać gwiazd, niezależnie z jakiej pozycji startujemy. 

Górski nie dość, że zrywa z nałogiem, stawia sobie nowe cele i wraca do pasji sprzed lat – sportu. Młody mężczyzna, który jeszcze kilka lat wcześniej był wrakiem człowieka, znalazł w sobie tak wielką determinację, że ostatecznie przy pomocy wspierającego go trenera (w filmie gra go Arkadiusz Jakubik), zdobył w 1990 r. w Alabamie tytuł Mistrza Świata w tzw. „podwójnym Ironmanie” – morderczym triathlonie obejmującym 8 km pływania, 360 km jazdy rowerem i 84 km biegu.

Łukasz Palkowski jest jak – w najlepszym tego porównania znaczeniu - Mateusz Grzesiak polskiego filmu. O spełnianiu marzeń i drodze „przez trudy do gwiazd” potrafi opowiadać z taką pasją, że jego filmy mogłoby z powodzeniem uzupełniać kursy motywacyjne. Tak było w przypadku traktujących o prof. Zbigniewie Relidze „Bogów”, podobnie ma się rzecz z „Najlepszym”. Warto więc przeczekać nieco nużącą pierwszą połowę filmu, by dać twórcom poprowadzić się w historię, w której powiedzenie „od zera do bohatera” w końcu można zaadaptować na polskie warunki. Bo kto wie, ile jeszcze historii takich rodzimych „superbohaterów” czeka na to, by je odkryć.