Kibice Lecha mają dość prezydenta Poznania z PO. Na trybunach pojawił się taki transparent

/ twitter.com

  

"Stadion Lecha i kibole – ostatni bastion wolności w umęczonym lewacką paranoją Poznaniu" – transparent z takim napisem pojawił się na stadionie Lecha podczas meczu z Legią Warszawa, który rozgrywany był w Poznaniu. Kibice nie po raz pierwszy pokazują w ten sposób, co myślą o polityce prezydenta Poznania, Jacka Jaśkowiaka z Platformy Obywatelskiej.

Konflikt między prezydentem Poznania a kibicami Lecha trwa od około dwóch lat. Jaśkowiak niejednokrotnie zarzucał kibicom drużyny "ksenofobię i rasizm". Stwierdził tak ponieważ podczas jednego z meczów na stadionie Lecha, pojawiły się okrzyki o treści antyislamskiej, a to nie mogło spotkać się z aprobatą prezydenta z PO. Podczas jednej z debat stwierdził. że jego zdaniem źródłem rasistowskich aktów agresji na ulicach Poznania jest właśnie stadion. Kibicom Kolejorza nie podoba się za to fakt, że prezydent nie pojawił się na obchodach Powstania Wielkopolskiego. Regularnie za to uczestniczy w demonstracjach Komitetu Obrony Demokracji, manifestacjach popierających uchodżców czy... Marszach Równości. 

Tego ostatniego nie mogli nie odnotować kibice Lecha. "Poznań przeprasza za tęczowego Jacka" – transparent z taką treścią pojawił się na trybunach we wrześniu ubiegłego roku podczas meczu z Arką Gdynia. Dodatkowo transparent opatrzony był rysunkiem przedstawiającym prezydenta Poznania, który trzymał w rękach tęczową flagę i wibrator.

Podczas innego meczu Lecha, ze Śląskiem Wrocław, kibice przedstawili prezydenta Poznania jako psa w kagańcu, a obok umieszczono napis „samozwańczy bokser z Dębca”, co było nawiązaniem do zamiłowania Jaśkowiaka do pięściarstwa.

Kibice niejedoktotnie podkreślali, że Jaśkowiak "hańbi urząd prezydenta poznania".

Upust swoim odczuciom dali również dziś, podczas meczu Lecha z Legią Warszawa.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: poznan.eska.pl, twitter.com, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tego jeszcze nie było! Niemiecka dysydentka broni dekomunizacji przed... Michnikiem

Adam Michnik / Fotomag/Gazeta Polska

  

To jednak rzadki widok, by była wschodnioniemiecka dysydentka musiała bronić dekomunizacji przed… naczelnym „Gazety Wyborczej”. – Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci – argumentowała Marianne Birthler. Co na to Adam Michnik? Brat byłego stalinowskiego sędziego oskarżył Jarosława Kaczyńskiego o (sic!) stalinowski język. 

Jak relacjonuje portal dw.com, Michnik i Birthler uczestniczyli dziś w Lipsku w dyskusji otwierającej zorganizowany przez niemiecką Federalną Centralę Kształcenia Politycznego cykl spotkań o zmianach politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1989-1991.

Podczas dyskusji, prowadząca ją Katharina Raabe zwróciła uwagę na „podnoszony przez środowiska prawicowe w Polsce brak lustracji po 1989 roku”.

Najpierw głos zabrał Michnik, brat Stefana Michnika, członka komunistycznego aparatu władzy, sędziego, który w czasach stalinizmu skazywał polskich bohaterów podziemia niepodległościowego. To co powiedział naczelny „Wyborczej” zdumiewa.

[polecam:https://niezalezna.pl/260313-sady-powinny-byc-niezalezne-sciganie-mnie-to-zemsta-mowi-nam-stefan-michnik]

– [Jarosław] Kaczyński posługuje się językiem stalinowskim. Kaczyński powiada jak Stalin: wraz z budownictwem socjalizmu zaostrza się walka klasowa. Opowiadanie, że w Polsce dzisiaj nieszczęścia się biorą z braku dekomunizacji, to kompletny idiotyzm. To nie komuniści dziś zagrażają

 – mówił.

Zdaniem Michnika dekomunizacja we Wschodnich Niemczech „skrzywdziła bardzo wielu ludzi”.

– Niemcy nie stały się w wyniku dekomunizacji ani lepsze, ani uczciwsze.
– stwierdził.

Michnik zakwestionował wiarygodność informacji zawartych w teczkach.

– Niemcy traktują archiwa Stasi jak Biblię.
– krytykował.

Dekomunizacji przed Michnikiem musiała bronić była wschodnioniemiecka dysydentka!

– Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci
– protestowała Birthler.

– Teczki Stasi nie były piramidalnym kłamstwem, lecz były najważniejszych narzędziem pracy służb bezpieczeństwa. W ich interesie było rzetelne gromadzenie informacji. Są ważnym źródłem informacji, jeżeli podchodzi się do nich krytycznie

wyjaśniła.

Podkreśliła, że dzięki dokumentom wielu niesłusznie podejrzewanych o współpracę mogło oczyścić się z zarzutów. Birthler kierowała w latach 2000-2011 tzw. Urzędem Gaucka przechowującym archiwa byłej służby bezpieczeństwa NRD – Stasi.

Co na to Michnik? Przeszedł do zastanawiania się „nad przyczynami sukcesów ruchów populistycznych”. Stwierdził, że rządy po 1989 roku popełniły błąd polegający na „zapatrzeniu się w potrzebę modernizacji”, co doprowadziło do „zgubienia ludzi, którzy nie znaleźli sobie miejsca w tym autobusie”.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dw.com,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl