Sejm odrzucił dziś wotum nieufności wobec minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski. Wniosek nie zyskał większości w parlamencie. Mimo niewielkiego rozłamu w koalicji rządzącej, liderka Centrum pozostanie na stanowisku.
Posłowie koalicji 13 grudnia obronili też minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę. Oznaczać to będzie politykę dalszych cięć i dalsze wdrażanie limitów w placówkach medycznych.
Za odrzuceniem wniosków zagłosowali prawie wszyscy z Polski 2050. Stało się to mimo, iż jeszcze kilka dni temu politycy ugrupowania w mocnych słowach wypowiadali się o Hennig-Klosce, a część z nich otwarcie zapowiadała poparcie wniosku. Ostatecznie zrobił to jeden poseł - Bartosz Romowicz.
Temat wspomnianych głosowań został poruszony w programie "Gość Dzisiaj" na antenie Telewizji Republika. Wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka (Polska 2050) bronił decyzji swojego ugrupowania.
" [...] za czasów, kiedy byliśmy w Sejmie, w poprzedniej kadencji, w momencie, kiedy opozycja stawiała wotum nieufności, co do jednego, czy innego ministra, to nawet nam zdarzało się rozmawiać o tym, że pan nie wiem... nie do końca popiera jego politykę, czy nie do końca go honoruje, a jednak koalicja to koalicja. Wówczas rządziła Zjednoczona Prawica. Potrafił pan bronić swoich ministrów, swojego rządu"
– zwrócił się do obecnego w studiu posła PiS Piotra Króla.
Gramatyka oznajmił, że zarzucanie mu braku honoru "jest troszkę chyba niewskazane". - No ja jestem ministrem rządu, w którym jest również Paulina Hennig-Kloska i pani minister Sobierańska-Grenda. Nie wyobrażam sobie jak mógłbym głosować za ich odwołaniem, będąc w tym samym rządzie - powiedział.
"Dla mnie to jest kwestia czystej przyzwoitości. To nie jest kwestia polityki, to nie jest kwestia honoru. Bronię po prostu swoich kolegów z rządu tak samo, jak broniłbym pana, gdyby ktoś zaczął atakować klasę polityczną, posługując się panem jako przykładem"
– oświadczył.
"Punktem odniesienia są wyborcy"
Król nie zgodził się z jego argumentacją. - Skąd myśmy się wzięli w tym studiu? Bo ludzie nas wybrali posłami. Nie dlatego, że mamy ładne marynarki [...] tylko dlatego, że ludzie nas wybrali. Wybrali ludzie posłów z listy Polska 2050. Następnie połowa z tych posłów się postanowiła obrazić i sobie poszła, o tym mówię. Punktem odniesienia są dla mnie ludzie, którzy nas wybrali. To jest elementarna przyzwoitość - powiedział.
"I to można było tej pani pokazać - opuściłaś ludzi, to my opuszczamy ciebie. A czy wy byście sobie wybrali potem ministra z Polski 2050, z Centrum, z PSL-u, czy jeszcze skądś tam sobie życzycie, to jest zupełnie inna kwestia. Pan lekceważy to, skąd myśmy się tutaj wzięli. Jaki jest punkt odniesienia? Punktem odniesienia są wyborcy i są ludzie. [...] To, że pan przyjmuje zdradę jako coś naturalnego, to ja mogę nad tym ubolewać, ale ona zdradziła waszych wyborców"
– zaznaczył.
Poseł PiS kontynuował: "Czy elementem waszej umowy koalicyjnej, ośmiogwiazdkowej był taki podmiot, jak Centrum? No nie. I to jest dla mnie punkt odniesienia".
"Jeżeli w demokracji będziemy uważali, że w trakcie kadencji można się po prostu obrazić, pójść sobie, zabrać zabawki i powołać sobie własny klub i nadal być ministrem i z tego nie ma żadnych konsekwencji, to już patrząc na to trochę z boku [...] to pan uważa, że to jest przyzwoite?"
– powiedział.