Na rynek w Aleksandrowie Kujawskim nauczycielki przyprowadziły liczne gromadki dzieci z okolicznych szkół, a nawet przedszkoli.
- Dzieciom tym od przedszkolaków do licealistów organizatorzy wręczyli transparenty wyborcze i uczniowie witali kandydata machając mu ogromnymi płachtami z inskrypcją „popieram Komorowksiego”. Czy posłużono się dziećmi? - zastanawia się Marek Ledwosiński z Radia PiK.
Jak wynika z informacji serwisu radiopik.pl największe zastrzeżenia budzi nie tyle sama obecność dzieci na wiecu, lecz fakt, że wręczono im transparenty z napisami „#popieramKomorowskiego” oraz „Głosuję na Bronka”.
Zgodnie z kodeksem wyborczym zabrania się agitacji wobec dzieci na terenie szkoły. Okazuje się jednak, że zapis ten jednak ma zastosowanie wyłącznie gdy agitacja wobec uczniów prowadzona jest właśnie na terenie szkoły. Nie zmienia to jednak faktu, że cała sprawa budzi spore zastrzeżenia etyczne i moralne.
Problemu jednak nie widzi posłanka PO Domicela Kopaczewska, szefowa PO we Włocławku, która sama była nauczycielką i kuratorem oświaty. W rozmowie z Radiem PiK przekonuje ona, że chodziło wyłącznie o lekcję „obywatelskości”.
- Podeszłam do maluchów z przedszkola pytając, na kogo czekają. Odpowiedziały mi, że czekają na prezydenta swojego kraju i tak to należy traktować. Jest to niesamowite wydarzenie - obecność prezydenta... to są osoby niegłosujące (...) Przedszkolak, ani gimnazjalista nie głosuje. To jest nauka obywatelskości. Jeśli dzieje się coś ważnego dla mojego kraju, to biorę w tym udział, niezależnie od tego, na kogo będę głosował jako dorosły, bo dokonam swoich własnych wyborów – twierdzi Domicela Kopaczewska z PO.
Czy przedszkolaki i uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów oraz liceów uczyły się „obywatelskości” czy padły ofiarami agitacji wyborczej oceńcie Państwo sami (KLIKNIJ I ZOBACZ FILM):

Więcej na ten temat czytaj w jutrzejszym numerze "Gazety Polskiej Codziennie"