- Moim zdaniem wszystko co się do tej pory działo w sprawie sankcji wobec Rosji wyglądało na pozorowane ruchy. To jak z mieszaniem zimnego mleka, które niby od samego mieszania ma stać się cieplejsze. Prawdziwy klucz do decyzji sankcyjnych leży po prostu w sektorze bankowym. Tutaj chodzi o wielkie banki, obligacje rosyjskie, gigantyczne zaangażowanie Rosjan w londyńskie city i zobowiązania firm niemieckich wobec gospodarki rosyjskiej - uważa Szewczak.
Jak dodaje 6 tys. firm niemieckich zarabia dziś na terenie Rosji. - Imperialny pochód Rosji może być zatrzymany tylko w takim wypadku, gdy firmy niemieckie będą chciały mniej zarabiać na rosyjskim rynku. Praktycznie we wszystkich wielkich projektach Gazpromu, rurociągów gazowych, przemyśle motoryzacyjnym czy maszynowym dominującą rolę odgrywają firmy niemieckie - twierdzi ekonomista.
Szewczak podkreśla, że do tej pory najbardziej konkretna sankcja została podjęta przez Amerykanów i dotyczyła Banku Rossija. - Jednak Amerykanie nie mają takiego „powiązania” z rosyjską gospodarką jak Niemcy, Francja czy Włochy. Ich interesy pokazują, że twardych sankcji dla Rosji ze strony Unii Europejskiej nie będzie - uważa Janusz Szewczak.
Ekonomista nie ma wątpliwości kto ponosi odpowiedzialność za zbyt łagodne sankcję ze strony UE. - Winę za zaistniałą sytuację ponosi w dużej mierze niemiecki biznes. Zaangażowanie niemieckich banków i firm w Rosji może sięgać do 200 mld euro. Donald Tusk nie ma żadnego wpływu na sankcje UE, a powściągliwość kanclerz Merkel pokazuje, że w Niemczech nie ma chęci do rezygnacji z zysków na Wschodzie i zaostrzenia sankcji. To Niemcy i niemiecki biznes są odpowiedzialni za odbudowę imperialnych ambicji Putina - uważa dr Szewczak.