- Ci ludzie będą kalekami do końca życia – mówi w rozmowie z „Codzienną” płk Gicala. Komendant wojskowego szpitala rozwiewa tym samym wątpliwości co do stanu zdrowia dziewięciu osób, które od piątku przebywają na oddziale chirurgii i intensywnej terapii w krakowskim szpitalu wojskowym. Nie podaje jednak szczegółów.
Jak dowiedziała się "Gazeta Polska Codziennie" z innego źródła, wszyscy ranni to młodzi mężczyźni w wieku od 18 od 27 lat. Najbardziej ucierpieli dwaj Ukraińcy, którzy mają postrzałowe obrażenia twarzy i czaszki. – Oddychają swobodnie, jednak ich stan jest poważny – połamane żuchwy i ściany zatok. Inna z osób ma obrażenia jamy brzusznej, co sprawia, że jest niewydolna oddechowo – mówią zastrzegający sobie anonimowość lekarze z WSK. Ranni w kończyny mają wieloodłamowe złamania kości długich, a otwory wylotowe są innego kalibru niż wlotowe. Kości są po prostu rozkawałkowane. Każdy ma uszkodzenia splotów nerwowych.
"Gazeta Polska Codziennie" ustaliła nieoficjalnie, że decyzję o tym, by po czwartkowej masakrze przy ulicy Instytuckiej w Kijowie udać się po rannych, wydał minister obrony narodowej na wniosek Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wysłano po nich wojskowy samolot CASA, ponieważ wszyscy kwalifikowali się do transportu na noszach, a to jest niemożliwe samolotami rejsowymi.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".