Komorowski uczci stan wojenny. Wcześniej pił szampana z komunistycznymi generałami

Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Prezydent RP wraz z żoną Anną zapalą 13 grudnia w oknie Belwederu świecę - symbol pamięci o ofiarach stanu wojennego. To ładny gest, ale pusty. Trzy miesiące temu Komorowski popijał szampana z komunistycznymi generałami, którzy w stanie wojennym stanęli po stronie totalitarnego reżimu.

"13 grudnia wraz z żoną zapalimy świecę - symbol pamięci o wszystkich ofiarach stanu wojennego oraz solidarności z tymi, którzy wciąż oczekują na wolność i pełnię demokratycznych swobód" - ogłosił Bronisław Komorowski. 

Ale 24 września 2013 r. prezydent RP nie bawił się w palenie świeczek, tylko spotkał się w Belwederze z członkami Klubu Generałów Wojska Polskiego, który zrzesza wielu komunistycznych wojskowych. W spotkaniu z Prezydentem udział wzięli m. in:

- gen. Mieczysław Dachowski - w 1981 r. zastępca szefa Sztabu Generalnego, jeden z autorów stanu wojennego;

- gen. Zygmunt Zieliński - w 1981 r. szef Departamentu Kadr MON i sekretarz Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), a także członek Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej PZPR

- gen. Józef Szewczyk - w 1981 r. Naczelny Prokurator Wojskowy PRL, żądał podwyższenia kar dla strajkujących w kopalni Wujek;

- gen. Zbigniew Nowak - w 1981 r. wiceminister obrony narodowej PRL, Główny Inspektor Techniki LWP;

- gen. Roman Misztal - w 1981 r. szef wywiadu PRL

- gen. Franciszek Puchała - w 1981 r. w Zarządzie Operacyjnym Sztabu Generalnego WP, szef oddziału gotowości bojowej. Jeden z realizatorów stanu wojennego

- gen. Mieczysław Michalik - politruk, w 1981 r. zastępca komendanta Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego.

Dodajmy, że w czasie spotkania prezydent Komorowski wręczył upominek 90-letniemu gen. Piotrowi Przyłuckiemu. W stanie wojennym generał ten był komisarzem wojskowym w Ministerstwie Leśnictwa. Wcześniej - w grudniu 1970 r. - Przyłucki był zastępcą dowódcy Pomorskiego Okręgu Wojskowego, którego wojska krwawo rozprawiły się z trójmiejskimi robotnikami.

Na zdjęciach z imprezy - zamieszczonych na stronie Klubu Generałów - widać, jak Bronisław Komorowski popija szampana z komunistycznymi wojskowymi. A jutro zapali świeczkę, co starannie opiszą wszystkie "zaprzyjaźnione" media.



fot. klubgeneralow.pl
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Za błąd w sztuce medycznej lekarz dostał rok w zawieszeniu i grzywnę

/ Darko Stajanovic

  

Na rok więzienia w zawieszeniu i 15 tys. zł grzywny skazał we wtorek sąd białostockiego lekarza – specjalistę z zakresu chirurgii klatki piersiowej, oskarżonego o narażenie życia 67-letniej pacjentki, u której wystąpiło pooperacyjne krwawienie z tętnicy.

Takiej kary domagała się prokuratura; obrona chciała uniewinnienia, ewentualnie warunkowego umorzenia postępowania. Wyrok Sądu Rejonowego w Białymstoku jest nieprawomocny.

Śledczy zarzucili chirurgowi z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, że w czerwcu 2016 roku, jako osoba, na której ciążył obowiązek opieki nad pacjentką przez wdrożenie właściwego postępowania medycznego, nie rozpoznał objawów krwawienia tętniczego do jamy opłucnowej (po operacji przeprowadzonej przez innego lekarza) i nie podjął na czas decyzji o powtórnym zabiegu operacyjnym.

W ocenie prokuratury opartej o opinie biegłych, oskarżony – na podstawie dostępnego obrazu klinicznego pacjentki i posiadanej wiedzy medycznej – powinien i mógł wcześniej rozpoznać objawy powikłań operacyjnych. Dlatego śledczy zarzucili lekarzowi narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

Mimo reoperacji kobieta, która trafiła do szpitala z podejrzeniem nowotworu płuc, zmarła wskutek niewydolności wielonarządowej, która rozwinęła się "w przebiegu długotrwałego wstrząsu krwotocznego spowodowanego znaczną utratą krwi w okresie po pierwotnej operacji".

Uznając winę lekarza, sąd odwoływał się w uzasadnieniu wyroku do opinii biegłych, którzy analizowali poszczególne etapy leczenia pacjentki w szpitalu. Zwracał uwagę, iż nie podważyły tej opinii (uzupełnionej też ustnie na rozprawie) żadne inne dowody (m.in. zeznania świadków). Wyjaśnienia oskarżonego, który do zarzutów nie przyznał się, sąd uznał za polemikę z ustaleniami biegłych.

Kwalifikacja do leczenia, wybór metody operacyjnej i sam zabieg były przeprowadzone prawidłowo - ocenili biegli. Zwracali też w opinii uwagę, że krwawienie w operowanym miejscu może mieć miejsce również przy prawidłowo przeprowadzonym zabiegu i wliczone jest w tzw. zwykłe ryzyko leczenia, ale powinno być znacznie wcześniej rozpoznane, niż miało to miejsce w tej sprawie i powinno być inaczej leczone.

Za "niewystarczające i niepoprawne" uznali leczenie zachowawcze, polegające na podawaniu leków i przetaczaniu preparatów krwi. Porównali je do próby dolewania płynu do dziurawego naczynia. Wskazali też czas, w którym - w ich ocenie - były względne, a potem już bezwzględne przesłanki do reoperacji, jako jedynej możliwości zatamowania krwawienia. Przyjęcie przez lekarza postawy wyczekującej przez kolejnych 12 godzin było "błędnym postępowaniem medycznym prowadzącym do eskalacji istniejącego stanu niebezpiecznego dla pacjentki" - ocenili biegli.

Zaznaczyli, że wcześniejsze przeprowadzenie reoperacji dawało szanse na całkowite wyleczenie pacjentki, ale też nie wskazali na związek przyczynowo-skutkowy między błędnym postępowaniem lekarza a zgonem; chodzi o to, iż nie było pewności, czy gdyby oskarżony szybciej zrobił reoperację (którą ocenili jako prawidłowo przeprowadzoną), kobieta by przeżyła przy założeniu, że zabiegi w obrębie klatki piersiowej obarczone są "istotnym ryzykiem niepowodzenia".

W uzasadnieniu wyroku sędzia Aneta Kamieńska zwracała uwagę, że oskarżony jest doświadczonym lekarzem, "od którego wymagane jest profesjonalne postępowanie, wolne od wszelkich zaniedbań". "Ale też stanowcze, konkretne, w sytuacjach zagrożenia życia czy też zdrowia człowieka (...) Lekarz w takich sytuacjach nie może się wahać, nie może tłumaczyć swojego zachowania brakiem opinii innych, nieobecnych lekarzy. Z drugiej zaś strony, nie może przerzucać takiej odpowiedzialności na te osoby, co usiłował czynić oskarżony" - mówiła sędzia.

Przypominała, że lekarzem dyżurnym na oddziale był wówczas oskarżony i - jak zaznaczyła sędzia - to na nim ciążył obowiązek podjęcia "konkretnych działań leczniczych w odpowiednim do tego czasie". "Postawa wyczekująca w tym konkretnym przypadku, działa na niekorzyść oskarżonego" - dodała Aneta Kamieńska.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl