Choć 17 kwietnia premier Donald Tusk mówił w Sejmie o "złowrogich korzeniach" afery, a minister Waldemar Żurek poinformował o wszczęciu śledztwa w sprawie oszustwa i prania pieniędzy, realne działania służb zostały zablokowane na szczeblu prokuratorskim. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) nie mogło wejść do biur Zondy w Katowicach i Krakowie. Jak relacjonowali funkcjonariusze policji w rozmowie z money.pl:
"Czekamy w blokach, ale przecież nie możemy prowadzić samowolnie czynności bez porozumienia z prokuraturą w sprawie, której gospodarzem jest prokuratura".
Zwłoka śledczych dała czas pracownikom giełdy. W międzyczasie otrzymali oni polecenie od działu HR, by zachować laptopy i telefony. Jedna z byłych menedżerek firmy w rozmowie z money.pl wprost przyznała, co stało się z dowodami:
"Wszyscy je wyresetowali do ustawień fabrycznych, a dziś już dostaliśmy informację, że będą one zbierane przez prokuratora. Tylko nie ma tam na nich żadnych danych już".
Zaskakujące roszady i prokurator od sprawy Giertycha
Za opóźnienia i zamęt w śledztwie odpowiadają nagłe zmiany kadrowe. Od lutego funkcję naczelnika śląskiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej pełni prokurator Marek Wełna. To postać doskonale znana z nadzoru nad sprawą wyprowadzenia pieniędzy ze spółki deweloperskiej Polnord, w której zarzuty usłyszał mecenas Roman Giertych.
Jak ujawniła „Gazeta Polska Codziennie”, pod koniec października 2024 roku do prokuratury w Lublinie trafiło pismo podpisane właśnie przez prokuratora Wełnę. W dokumencie padła sugestia, że śledztwo przeciwko Giertychowi powinno zostać umorzone, bo materiał dowodowy jest "wątły" i "ewentualny akt oskarżenia nie obroni się w sądzie". Ostatecznie, w styczniu 2025 roku, po przejęciu prokuratury przez nominatów Adama Bodnara, postępowanie wobec Giertycha zostało umorzone.
Czystki w wydziale badającym kryptowaluty
Po przejściu na Śląsk prokurator Wełna rozpoczął działania, które uderzyły w śledztwa o kluczowym znaczeniu. Na liście śledczych do odwołania znalazł się prokurator Marcin Rodzaj, który od lat badał struktury i zawiłości rynku kryptowalut, a obecnie prowadził sprawę zaginięcia Sylwestra Suszka – twórcy giełdy BitBay, poprzedniczki Zondacrypto (zniknął w tajemniczych okolicznościach w 2022 roku). Pytany przez dziennikarzy money.pl o powody odwołania doświadczonego śledczego, Marek Wełna uciął temat:
"Odnośnie pytania dotyczącego powodów skierowania wniosku o odwołanie prok. Marcina Rodzaja z Prok. Krajowej - uprzejmie informuję, iż decyzje kadrowe stanowią wewnętrzne sprawy prokuratury".
Na tym nie koniec. Wełna podjął również próbę odwołania prokurator Gabrieli Cichońskiej. To właśnie ona rozpracowywała bojówkę kiboli GieKSy i doprowadziła do zatrzymania m.in. Daniela D. ps. "Romek", który utrzymywał dobre relacje towarzyskie z zaginionym Sylwestrem Suszkiem.
Tymczasem sprawę wątku ekonomicznego samej Zondy przydzielono Sławomirowi Soli z Gliwic. Prokurator ten złożył wniosek o wyłączenie ze śledztwa ze względu na konflikt interesów, gdyż wcześniej współpracował z pracownikami Zondy. W trybie awaryjnym referentem został ostatecznie prokurator Leszek Sroka, którego na gwałt zaczęto ściągać z rozpoczętych wakacji.
W wyniku personalnych czystek i chaosu organizacyjnego śledztwo w sprawie jednej z największych afer finansowych ostatnich lat praktycznie stanęło w miejscu.
Żebym dobrze zrozumiał. Prokurator przydzielony do sprawy giełdy kryptowalut Zondacrypto (dotyczącej podejrzenia oszustwa na szkodę klientów i prania pieniędzy) zrezygnował już po pierwszym dniu z powodu konfliktu interesów. Po czym... sprawę przejął inny śledczy, który jest aktualnie na wakacjach. I podczas, gdy obecnie nie odbywają się żadne realne działania organów ścigania, w biurze Zondacrypto - o czym informują media - trwa czyszczenie laptopów i telefonów przez pracowników. Jeśli to nie doprowadzi do dymisji Ministra Sprawiedliwości, to już nie wiem, co może doprowadzić. Państwo z kartonu
- skomentował poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek.