Rosyjska agentura ukrywa prawdę o Smoleńsku. Rozmowa z amerykańskim generałem

arch.

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

Nieprzeprowadzenie gruntownego śledztwa czyni z polskich władz wspólników zbrodni i jest aktem podległości wobec Rosji. To obraza dla polskiego honoru, wartości i historii. Władze w Warszawie, legitymizując sprzeczną z dowodami rosyjską wersję katastrofy, dokonują aktu kolaboracji - mówi Walter Jajko, emerytowany generał amerykańskich Sił Powietrznych, były doradca sekretarza obrony USA ds. wywiadu, w rozmowie z „Gazetą Polską”.

Niezdecydowanie Baracka Obamy w sprawie Syrii odbierane jest przez wielu komentatorów jako objaw słabości USA. Czy Rosja, coraz aktywniejsza na Bliskim Wschodzie i w Europie Środkowo-Wschodniej, może wkrótce zastąpić Amerykę w roli światowego żandarma?
Rosja nie jest zainteresowana rolą żandarma, lecz umacnianiem swoich wpływów w poszczególnych częściach świata. Dobrym przykładem są tu państwa dawnego Układu Warszawskiego, w których Moskwa od wielu dziesięcioleci chce zapewnić sobie „uprzywilejowaną pozycję”, co jest eufemistycznym określeniem agresywnej kontroli nad tymi terytoriami.

Może jej się to w najbliższym czasie powieść?
To zależy w dużej mierze od postawy tych państw. „Bliska zagranica”, pojęcie z upodobaniem używane przez Kreml, powinno być prawdziwe tylko w wymiarze geograficznym, a nie politycznym. Ostry sprzeciw wobec imperialnej polityki Rosji to podstawowy narodowy obowiązek każdego prawdziwego polityka z krajów dawnego bloku wschodniego, od Estonii po Mołdawię.
Ważna jest też polityka Unii Europejskiej. W jej interesie powinno leżeć podtrzymywanie i gwarantowanie suwerenności każdego z tych państw oraz obrona ich przed wpływami rosyjskimi. Niestety, unijna dyplomacja ogranicza się często do retoryki, a sama UE jest klubem dyskusyjnym dla biurokratów. Putin może wkrótce potraktować Unię jak niegdyś Stalin papieża, stawiając pytanie: „Ile macie dywizji?”. A odpowiedź instytucji, której Polska powierzyła swoją przyszłość, będzie zatrważająca. Poleganie tylko na Unii i całkowite podporządkowanie się jej strukturom nie jest więc zbyt rozsądne. Źródło realnej siły tkwi w NATO – oczywiście jeśli członkowie Paktu Północnoatlantyckiego zgodzą się, by dominującą w nim rolę odgrywały Stany Zjednoczone, i by przestał on być fasadową instytucją. A to nie jest wcale takie pewne, bo Europa – zajęta swoimi, nieraz zupełnie wydumanymi sprawami – wcale nie kwapi się do polityki konfrontacyjnej wobec Moskwy.

Czy zmiany na Bliskim Wschodzie mają znaczenie dla Polski i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej?
Geopolityczne przemiany na tamtym obszarze, których wspólnym mianownikiem jest przecież powrót Rosji jako ważnego gracza regionalnego, są dla Polski bardzo niebezpieczne. Moskwa po serii dyplomatycznych sukcesów czuje się znacznie pewniej, co skłoni ją do bardziej agresywnych posunięć w Europie. Będą podejmowane próby wojen handlowych, naciski polityczne, można spodziewać się też straszenia bazą wojskową w Kaliningradzie. Syryjska kompromitacja Obamy będzie tylko zachęcać Putina do takich działań.

Prezydent Rosji jest też zachęcany do takich działań przez polskie władze, które w kwestii katastrofy smoleńskiej postępują tak, jak tego chce Kreml.
Cele i rezultaty tego, co stało się w Smoleńsku, w wymiarze moralnym i politycznym odpowiadają ludobójstwu polskich elit intelektualnych, wojskowych i arystokratycznych dokonanemu przez nazistowskie Niemcy i sowiecką Rosję – oczywiście zachowując właściwe liczbowe proporcje. Dlatego to polskie władze, zanim zrobi to ktokolwiek inny, powinny zadbać o dogłębne zbadanie katastrofy smoleńskiej. Jeśli bowiem Warszawa wykazuje obojętność wobec tej tragedii, dlaczego przejmować by się nią miały inne rządy? Nieprzeprowadzenie gruntownego śledztwa czyni z polskich władz wspólników zbrodni i jest aktem podległości wobec Rosji. To obraza polskiego honoru, wartości i historii. Władze w Warszawie, legitymizując sprzeczną z dowodami rosyjską wersję katastrofy, dokonują aktu kolaboracji, a postawa polskiego rządu i sejmowej większości pokazuje, że Rosja może liczyć na uprzywilejowaną pozycję w polskiej polityce wewnętrznej i zagranicznej. Katarzyna Wielka byłaby zadowolona z takiej sytuacji.

Da się to zmienić?
Polskie życie polityczne powinno zostać oczyszczone z moralnej dwuznaczności. Mówię tu o ludziach działających w Polsce na rzecz zabezpieczania rosyjskich interesów: agentach wpływu, szpiegach, sabotażystach poumieszczanych w mediach, na uczelniach, w Kościele, siłach zbrojnych, służbach specjalnych, wymiarze sprawiedliwości i resortach rządowych. Osoby te powinny zostać zidentyfikowane i usunięte ze swoich stanowisk oraz z życia publicznego. To bowiem głównie ich zgubne działania doprowadziły do tego, że Polska zaakceptowała spreparowaną przez Kreml wersję wydarzeń w Smoleńsku, których efektem była śmierć elity obozu niepodległościowego. Nie ma szans, by Polska prowadziła realistyczną i zgodną z interesem narodu politykę zagraniczną, dopóki polskie życie polityczne psute jest przez zdrajców.

Całość wywiadu w tygodniku „Gazeta Polska”
 

Gen. Walter Jajko – wykładowca nauk o obronności w prestiżowym waszyngtońskim Institute of World Politics, emerytowany generał sił powietrznych USA. Jako żołnierz służył w lotnictwie USA i jednostkach wywiadowczych. Był strategiem i analitykiem ds. Związku Sowieckiego oraz Układu Warszawskiego w amerykańskich siłach powietrznych. W latach 1994–1998 był doradcą sekretarza obrony ds. służb specjalnych, nadzorującym pracę wszystkich agencji wywiadowczych USA. Autor publikacji m.in. na temat służb specjalnych, geopolityki, Rosji, Powstania Warszawskiego oraz udziału polskich lotników w bitwie o Anglię podczas II wojny światowej
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Pomnik generała Sosabowskiego odsłonięty w…

Pomnik generała Sosabowskiego odsłonięty w…

Demonstracja przeciw reformie Macrona

Demonstracja przeciw reformie Macrona

Tysiące rezerwacji na wystawę Caravaggia

Tysiące rezerwacji na wystawę Caravaggia

"Anglicy od nas uczyli się…

"Anglicy od nas uczyli się…

Już ponad 150 interwencji straży pożarnej

Już ponad 150 interwencji straży pożarnej

Narodowy Kongres Trzeźwości: Zakazać reklamy alkoholu

/ LauritaM/pixabay.com

Całkowita abstynencja kobiet w ciąży, wychowanie oraz edukacja dzieci i młodzieży w kulturze trzeźwości, a także zakaz reklamy napojów alkoholowych podobny do tego, który od lat obowiązuje w Polsce w przypadku wyrobów tytoniowych i cieszy się poparciem społecznym – to główne punkty przesłania Narodowego Kongresu Trzeźwości.

Uczestnicy kongresu podkreślają, że jest on szansą na przebudzenie społeczeństwa do aktywnej i wytrwałej troski o trzeźwość własną i swoich bliskich. Szczególna uwaga została zwrócona na konieczność abstynencji kobiet w ciąży, w przypadku których spożycie nawet niewielkiej ilości alkoholu może powodować poważne konsekwencje zdrowotne dla dziecka.

W przesłaniu zwrócono uwagę, że w myśl hasła kongresu: „Ku trzeźwości Narodu. Odpowiedzialność rodziny, Kościoła, państwa i samorządu”, każda z tych instytucji powinna rzetelnie wypełniać swoje zdania w zakresie promocji odpowiedzialności i umiarkowania w spożywaniu napojów alkoholowych.

Prosimy zwłaszcza o wzmożoną modlitwę o trzeźwość, a także aktywizację grup i środowisk troszczących się o wychowanie dzieci i młodzieży w abstynencji, o porzucenie pijaństwa oraz o duchowe wspieranie osób wychodzących z alkoholizmu i ich współcierpiących rodzin

– zaapelowali uczestnicy kongresu. 

Prosimy wszystkich ludzi dobrej woli – których nie brakuje w naszej Ojczyźnie – aby pamiętali, że jednym z najważniejszych obecnie przejawów miłości bliźniego jest troska o wychowanie w abstynencji młodego pokolenia oraz troska o skarb trzeźwości w odniesieniu do ludzi dorosłych

– podkreślili.

Chcą także, by reklama napojów alkoholowych była zakazana, tak jak w przypadku wyrobów tytoniowych, co doprowadziło do spadku liczby palaczy w Polsce promocji zdrowego trybu życia. 

Reklama napojów alkoholowych, a zwłaszcza ta, która złudnie łączy spożywanie napojów alkoholowych ze zdrowiem, sportem, szczęściem, czy „radosnym byciem razem”, to w rzeczywistości rodzaj toksycznej ideologii, która jest niedopuszczalna i powinna być zakazana, podobnie jak jest zakazana reklama wyrobów tytoniowych

– czytamy w kongresowym przesłaniu.

Uczestniczy kongresu podkreślają, że trzeźwość jest gwarancją miłości, szczęścia, rozwoju i dobrej przyszłości. Zaznaczają również, że „od krzewienia trzeźwości zależeć będzie przyszłość ojczyzny oraz wszystkie ambitne plany społeczno-gospodarcze, ponieważ straty z tytułu nadużywania alkoholu znacznie przewyższają zyski z jego sprzedaży”.

Źródło: episkopat.pl, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Niemcy na ostatniej prostej przed głosowaniem. W decyzji wyborcom ma pomóc pewne urządzenie

Niemcy, Berlin, szyld niemieckiego Bundestagu; Jan Naj / Gazeta Polska

Michael, lat 45, przedsiębiorca z Berlina, interesuje się polityką raz na cztery lata, każdorazowo przed wyborami do Bundestagu. Debata telewizyjna między Angelą Merkel a Martinem Schulzem miała mu pomóc w podjęciu decyzji, na kogo zagłosować. Nie pomogła. Przejrzał spoty wyborcze, zerknął na programy i wciąż ma pustkę w głowie. Cała nadzieja w Wahl-o-Macie („wyboromacie”), internetowej wyroczni dla niezdecydowanych ułatwiającej diagnozę preferencji wyborczych.

Szacuje się, że od 2002 r., czyli premiery wyboromatu, z jego podpowiedzi skorzystano w Niemczech ok. 50 mln razy. Michael i w tym roku mu zaufa. Nie on jeden. Sprawa jest prosta. Trzeba odpowiedzieć na 38 pytań, program analizuje odpowiedzi i porównuje ich zgodność z programami partii. Jak ktoś ma fantazję, to może porównać swoje wyniki nie tylko z tezami CDU, SPD etc., ale nawet z założeniami Partii Wegan i Wegetarian czy Hiphopowców.

Zrobiłam test wyboromatem i wyszło, że w 45 proc. moje poglądy pokrywają się z programem SPD, a w 35 proc. z AfD. I bądź tu, człowieku, mądry! Do jednych i drugich ideowo mi daleko, ale internet wie swoje

– żartuje Corina (42 lata), kelnerka z Berlina. Kogo wybierze?

Pewnie Zielonych, oni lubią zwierzęta, ja lubię zwierzęta, dogadamy się

– kończy ze śmiechem. Czyli Corina już wie, ale 40 proc. Niemców jeszcze na tydzień przed wyborami nie było pewnych, gdzie postawią krzyżyk. Ta grupa stanowi dla sondażowni, ale przede wszystkich polityków, spory znak zapytania.

Martin jest cool

Tradycyjnie w kampanii wyborczej każda partia stara się pokazać od jak najlepszej strony. Kandydat SPD na kanclerza postawił na bliski kontakt z potencjalnymi wyborcami. Jeżeli wszystko poszło zgodnie z planem, to Schulz jeszcze dzień przed wyborami będzie sobie robił selfie z mieszkańcami Aachen. Martin Schulz to w sumie najtragiczniejsza postać tych wyborów. Eurokrata wrzucony na głęboką wodę przez Sigmara Gabriela (to on miał początkowo stawić czoła Angeli Merkel, ale sprytnie zmienił zdanie), ewidentnie zagubiony w meandrach polityki krajowej, starający się na siłę wszystkich przekonać, że dzisiejsze SPD to nie ta sama partia, która wylansowała Agendę 2010. Program znienawidzony do dziś przez miliony Niemców za znaczne cięcia socjalne i wprowadzenie m.in. niesławnego Hartz IV. Usłyszeć teraz od Schulza „Więcej sprawiedliwości” to dla wielu tych ludzi czysta abstrakcja. Szczególnie że mówi to człowiek uznawany za jednego z najzamożniejszych, co dla różowych wyborców nie jest bez znaczenia.

Schulz, co trzeba mu oddać, prowadził w czasie tej kampanii najweselszy profil na Twitterze. Potrafił wrzucić filmik, jak ogrywa w piłkę nożną damską drużynę na stadionie w Kolonii, i opisać to wydarzenie hasłem: „Kobiety nie potrafią kopać? Co za głupota. Skończmy ze skandalem nierównych płac!”. Pod filmem błyskawicznie pojawiły się komentarze rozbawionych internautów. „Jestem za równouprawnieniem, ale piłka nożna to najgorszy przykład, jaki tu można było podać“, „Czuję się dyskryminowana. Tylko dlatego, że mam 50 lat, nie uprawiam sportu i jestem kobietą ze znaczną nadwagą, zarabiam mniej niż Podolski”.

Podobnie było, gdy Schulz wstawił zdjęcie z wiecu wyborczego, gdzie na podium przy mównicy widać małego psa w… czerwonej sportowej kurteczce. Internauci byli bezlitośni – żartowali, że na kurtce zamiast białego logo firmy odzieżowej powinno być „SPD”. Jeszcze więcej emocji wzbudził
tweet Schulza sprzed dwóch tygodni, w którym alarmuje: „Spirala zbrojeń à la Trump czy wizja przyszłości z SPD – mamy wybór. Podkreśliłem to [podczas wieców] w Ludwigshafen i Böblingen”. „Aha, czyli Trump startuje teraz w Ludwigshafen i Böblingen, już jadę” – skomentował jeden z internautów. „Rosja się zbroi i prowadzi manewry, a pan mówi o rozbrojeniu?” – denerwował się inny. „Panie Schulz, od dziesięcioleci żyje pan pod parasolem USA! Coś się panu pomyliło!” – dodał kolejny. I tak dalej.

U kanclerz Merkel próżno szukać takich wpisów, zresztą jej tweety piszą sztabowcy. Nie mają widocznie fantazji byłego szefa PE. Ale i jego pomysły w końcu się wyczerpują. Zamiast więc nadal inwestować całą energię w tweetowanie z kolejnych wieców, nagrał filmik z młodymi artystami, którzy opowiedzieli, że „Martin jest cool” i żeby na niego głosować. Wsparcie przyszło też ze strony kilku aktorów i aktorek, w tym popularnej w Niemczech Iris Berben. Może to Schulzowi pomoże, a może zaszkodzi. Faktem jest natomiast, że na cztery dni przed wyborami show i tak skradł mu Gerhard Schröder, który po latach pełnych dyskrecji w końcu pokazał się na łamach prasy kolorowej ze swoją koreańską narzeczoną. I cały elektorat SPD już o niczym innym nie chciał słyszeć. Na pewno nie o „potrzebie większej sprawiedliwości”. To już przerabiano za czasów Agendy 2010. A że nie wprowadził jej Schulz, tylko Schöeder… mniejsza z tym. Odpowiada za całokształt. I trudno to w sumie podważyć.

Wielki coming out AfD

Trzecia siła w parlamencie. Tak o AfD mówiono jeszcze w czwartek. Nic dziwnego, że jej liderzy nabrali wiatru w żagle. Kampania wyborcza AfD od początku opierała się na kontrastach. „Oni są za burką [w domyśle rząd], a my za bikini”, „Kanclerz Merkel ściąga imigrantów, a my sami sobie zrobimy nowych Niemców” etc. Spoty jednak to za mało. Czynnik ludzki też się liczy. I jeżeli Angela Merkel może się spotkać z dziećmi, a Schulz ściskać seniorów w domu opieki, to AfD też pokaże, na co ją stać. I tak liderka partii Alice Weidel w końcu przerwała milczenie i przyznała na wiecu wyborczym to, co i tak było tajemnicą poliszynela.

Jestem homoseksualna

– wypaliła Weidel. I aż korciło, by za byłym burmistrzem Berlina Klausem Wowereitem dodać: „I tak jest dobrze”.

Zgromadzeni przyjęli komunikat swojej liderki ze zrozumieniem. Przynajmniej teraz już nikt nie powie, że AfD jest partią wrogą tzw. europejskim wartościom. A pani dr Weidel już bez skrępowania będzie mogła pokazywać się na politycznych salonach ze swoją życiową partnerką ze Sri Lanki. Tak się szachuje przeciwników politycznych. Takiego wrażenia na elektoracie nie zrobiły nawet wagary Schulza.

Ale wróćmy do AfD. Poza dr Weidel szczerością, choć nieco innej natury, wykazał się jeden z czołowych członków AfD, Georg Pazderski, który poparł Gerharda Schrödera w jego krytyce niemieckiej polityki względem Rosji. Schröder zarzucał rządowi federalnemu psucie stosunków z Moskwą poprzez stacjonowanie żołnierzy Bundeswehry na wschodniej flance NATO.

Schröder ma pełną rację

– orzekł Pazderski. Jak widać, były kanclerz nie tylko skradł show Schulzowi, ale i zainspirował Alternatywę. Przynajmniej wiadomo, skąd wieje wiatr i że w ścisłym jądrze AfD putinowska Rosja może liczyć na co najmniej tyle samo sympatii co kobiety w bikini.

Mutti nic już nie musi

Podczas gdy Martin Schulz gorączkowo mobilizuje celebrytów, Zieloni w swoich spotach czarują zdjęciami puchatych zwierzątek, FDP stawia na wysublimowaną grę czerni i bieli i równie wystylizowanego Christiana Lindnera, AfD dokonuje coming outów, a postkomuniści z Linke najzwyczajniej proszą: „idźcie do wyborów”, Angela Merkel spokojnie czeka na swoją czwartą kadencję.

Znacie mnie, wiecie, jaka jestem

– powtarzała wielokrotnie z porozumiewawczym uśmiechem w kampanii wyborczej. Wiedzą, znają. I kupią po raz czwarty.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie,

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl