Smoleńska brzoza: Amerykanie wyprzedzili Rosjan

Bruno Maria Neumann

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

Leszek Misiak

Kontakt z autorem

  

Pobrane przez polską prokuraturę próbki smoleńskiej brzozy, która rzekomo doprowadziła do katastrofy Tu-154, nie nadają się do przeprowadzenia na nich wiarygodnych badań – mówi „Gazecie Polskiej” prof. Chris Cieszewski z Warnell School of Forestry and Natural Resources w USA. Jedynej miarodajnej analizy drewna brzozy smoleńskiej dokonał zespół amerykańskich naukowców, który pracował na próbkach pobranych zaraz po katastrofie

O smoleńskiej brzozie zrobiło się ostatnio głośno w związku z decyzją Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej. Jego przedstawiciele odmówili przekazania polskiej prokuraturze fragmentów drzewa wyciętych przez polskich ekspertów w październiku 2012 r., choć nasi biegli wnioskowali o ich wydanie. Analiza zabezpieczonych próbek ma potwierdzić lub wykluczyć prawdziwość rosyjskiej wersji o zderzeniu samolotu Tu-154 z brzozą. Z wiarygodnością ostatecznych wniosków może być jednak zasadniczy problem, jako że będą one oparte na niewiarygodnych próbkach drewna z tego drzewa.

Drzewo badane po 30 miesiącach

Trzymetrowy fragment brzozy znajduje się w siedzibie Komitetu Śledczego FR. Jak poinformował ppłk Karol Kopczyk z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, drewno zostało „zabezpieczone”. „Miałem okazję widzieć ten dowód rzeczowy” – stwierdził Kopczyk.

Jak jednak przekonują rozmówcy „Gazety Polskiej”, kluczowy dowód rzeczowy, który „miał okazję widzieć” ppłk Kopczyk, został zabezpieczony do badań zdecydowanie zbyt późno.

– Próbki brzozy zostały pobrane w październiku 2012 r., czyli trzydzieści miesięcy po katastrofie. Przez ten okres drzewo było narażone na działanie rozmaitych czynników atmosferycznych: słońca, opadów deszczu i śniegu, wilgoci oraz patogenów. Powodują one szybkie zmiany w drewnie, co jest widoczne na jego ostatnich zdjęciach (huby, granulacja drewna, widoczne destruktywne zabarwienia). W związku z tym nie jest możliwe uzyskanie miarodajnych wyników badań, dotyczących właściwości tej brzozy w kwietniu 2010 r. – mówi „GP” prof. Chris Cieszewski, pracownik badawczy w Warnell School of Forestry and Natural Resources, University of Georgia (Ateny, Georgia) w Stanach Zjednoczonych.

Zdaniem prof. Cieszewskiego jedynie próbki pobrane tuż po katastrofie i przechowywane w odpowiednich warunkach (chodzi głównie o zabezpieczenie przed wilgocią, promieniowaniem ultrafioletowym i destrukcyjnym rozwojem patogenów) mogłyby pozwolić na precyzyjne określenie właściwości drewna w czasie, gdy doszło do tragedii.

– Niewłaściwie zabezpieczone drewno zmienia z czasem swoje parametry po wydarzeniu, którego dotyczy badanie. Chodzi tu m.in. o gęstość (density), moduł elastyczności (MOE), tzw. microfibril angle (MFA) i inne moduły strukturalne – tłumaczy prof. Cieszewski. Oznacza to, że wyniki badań śledczych będą niewiarygodne.

Jest to kolejna kompromitacja prokuratury, której przedstawiciele mogli dokonać oględzin i pobrania próbek drzewa w pierwszych dniach po katastrofie, gdy w Smoleńsku przebywała duża grupa polskich specjalistów. Tymczasem pierwszych badań brzozy dokonano dopiero w grudniu 2011 r. Co więcej – do wysłanej wówczas do Smoleńska ekipy nie dołączono specjalisty od badania drewna, był jedynie geodeta i dwóch ekspertów lotniczych. Jakby tego było mało, efekty tych badań nie zostały opublikowane, choć apelowała o to grupa naukowców z prof. Markiem Czachorem, fizykiem z Politechniki Gdańskiej na czele.

Następna wizyta wysłanników polskiej prokuratury w Smoleńsku, mająca na celu zbadanie brzozy, odbyła się dopiero w październiku 2012 r. Śledczy i biegli obejrzeli drzewo, używając m.in. promieni rentgena, a także – jak już pisaliśmy – ucięli 3,2-m. fragment pnia i zabezpieczyli gałęzie oraz próbki drewna.

Uczeni z USA wyręczają śledczych

Na szczęście polskich prokuratorów, którzy tak długo czekali z zabezpieczeniem brzozy do badań, wyręczyli naukowcy, a dokładniej wieloosobowy zespół wybitnych specjalistów z USA: wspominany przez nas prof. Chris Cieszewski, prof. Mike Strub (z obydwoma uczonymi rozmawiała „GP”), prof. Joseph Dahlen i inni. Eksperci pracowali na próbkach pobranych już 13 kwietnia 2010 r.

– Dostarczył je nam Jan Gruszyński, niezależny polski dziennikarz i fotoreporter, który był w Smoleńsku tuż po katastrofie. Od tego czasu drewno przechowywane było w zamkniętym pomieszczeniu, w warunkach chronionych, w związku z czym nie straciło swoich naturalnych właściwości. W 2012 r. próbki tego drewna zostały wysłane do Vancouver w Kanadzie, do jednego z dwóch najbardziej zaawansowanych na świecie laboratoriów w tej dziedzinie (drugie jest w Londynie) – objaśnia w rozmowie z „GP” prof. Cieszewski.

Te jedyne jak na razie badania słynnej smoleńskiej brzozy dały tysiące (dokładnie: 10 500) pomiarów dotyczących najrozmaitszych parametrów pochodzącego z niej drewna. Analiza była bardzo dokładna, zbadano bowiem próbki oddalone od siebie o 25 mikrometrów (mikrometr to 1/1000 milimetra); użyto przy tym metod absorpcyjnej spektroskopii w podczerwieni. Zastosowano też SilviScan – nowoczesną kombinację trzech zautomatyzowanych narzędzi: analizatora obrazu (do pomiaru wielkości włókna w przekroju poprzecznym), densytometru rentgenowskiego (do pomiaru gęstości drewna) i dyfraktometru rentgenowskiego. Próbki smoleńskiej brzozy porównano m.in. z próbkami brzozy spod Mińska Mazowieckiego.

Okazało się, że „pancerne” drzewo ze Smoleńska nie różni się istotnie (w sensie terminologii statystycznej) od innych brzóz, a nawet jest od nich trochę słabsze, bo jego liczne i rosłe gałęzie nadwątliły strukturę pnia, a otwarta więźba wzrostu (sposób rozmieszczenia miejsc sadzenia) gwarantowała maksimum produkcji drewna wczesnego (bardziej miękkiego niż drewno późne; proporcja drewna późnego w zwartych drzewostanach jest większa i dlatego drewno z drzew rosnących w zwartych drzewostanach jest mocniejsze).

Teoria „pancernej” brzozy w gruzach

Pomiary dokonane na zlecenie amerykańskich naukowców przyczyniają się do zaprzeczenia oficjalnej wersji mówiącej o zderzeniu samolotu z drzewem.

Przypomnijmy, że trajektoria pionowa lotu – wyznaczona przez prof. Kazimierza Nowaczyka na podstawie analizy wysokości barycznej Tu-154 – wyraźnie pokazuje, że samolot przeleciał nad brzozą (był w tym miejscu na wysokości 20 m nad ziemią). Potem jeszcze przez dwie sekundy się wznosił. Dopiero 144 m za słynnym drzewem, ok. 35 m nad ziemią, maszyna wykonała gwałtowny skręt w lewo, niezgodny z jej aerodynamiką. Rzekome zderzenie z brzozą nie mogło być więc przyczyną zmiany kierunku lotu – wbrew temu, co twierdzi komisja Millera.

Nawet gdyby jednak Tu-154 zaczepił o brzozę, nie straciłby w wyniku tego zderzenia fragmentu skrzydła. Dowodzi tego symulacja komputerowa dokonana przez prof. Wiesława Biniendę przy użyciu specjalistycznego programu LsDyna3D na maszynach cyfrowych z równoległymi procesorami najnowszej generacji, przeprowadzona przy uwzględnieniu wyników badań prof. Cieszewskiego.

By przekonać sceptyków, prof. Binienda przeprowadził eksperyment kilkakrotnie, zawyżając nawet niektóre parametry. Dla przykładu – skoro według raportu Millera średnica brzozy wynosiła 30–40 cm, prof. Binienda poddał badaniom drzewa o średnicy od 40 do 44 cm. Wprowadzał też do programu większą gęstość drewna, różne kąty natarcia i przechylenia etc.

Okazało się, że Tu-154M za każdym razem przecina brzozę – niezależnie od wysokości uderzenia, orientacji samolotu i odległości miejsca uderzenia od końca skrzydła.

Jak czytamy w opracowaniu „28 miesięcy po Smoleńsku”, przygotowanym przez zespół Antoniego Macierewicza: „Uderzenie w drzewo powoduje jedynie uszkodzenie krawędzi natarcia skrzydła, ale nie pogarsza w istotny sposób jego właściwości nośnych. Gdyby nawet doszło do takiej kolizji, samolot Tu-154M mógłby utracić niewielkie fragmenty krawędzi natarcia skrzydła (slot i nosek płata), ścinając drzewo pierwszą podłużnicą”.


Prof. Chris Cieszewski
jest pracownikiem badawczym w Warnell School of Forestry and Natural Resources, University of Georgia (Ateny, Georgia) w Stanach Zjednoczonych. Pełni także funkcję redaktora naczelnego dwóch międzynarodowych czasopism naukowych, zasiada w komitecie redakcyjnym trzech innych międzynarodowych czasopism naukowych, pracuje też jako recenzent dla 23 międzynarodowych czasopism naukowych. Jest fundatorem międzynarodowego pisma naukowego „Mathematical and Computational Forestry and Natural Resource Sciences”, organizacji zawodowej Southern Mensurationists zrzeszającej specjalistów od biometrii leśnej z 13 południowo-wschodnich stanów USA, i współfundatorem międzynarodowego pisma naukowego „Biometry, Modelling and Information Sciences”. Opublikował ponad 120 artykułów naukowych, które są cytowane w międzynarodowej literaturze badawczej (ponad 780 razy). Jest również członkiem Komitetu Organizacyjnego Konferencji Smoleńskiej i autorem najbardziej rozbudowanej i zaawansowanej strony internetowej dotyczącej tej konferencji (smolenskcrash.com).

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Rostowski nieźle odleciał. Twierdzi, że komisję ds. Amber Gold powołano bo...

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Sejmowa komisja ds. Amber Gold kontynuuje przesłuchania świadków z kierownictwa resortu finansów, w wątku dotyczącym służb skarbowych. Od godz. 10:00 zeznania składa były minister finansów w rządzie PO-PSL Jan Vincent Rostowski. Przed rozpoczęciem składania zeznań Rostowski znalazł chwilę, aby spotkać się z dziennikarzami i podzielić z nimi... swoją dość niezwykłą teorią.

Wiceszef tej komisji Jarosław Krajewski z PiS. Przypomniał, że Rostowski odpowiadał za nadzór na administracją skarbową i zapowiedział, że byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego czeka szereg trudnych pytań.

- Na pewno pan minister Rostowski będzie musiał odpowiedzieć na szereg trudnych pytań związanych również z relacjami, jeśli chodzi o premiera Donalda Tuska: kiedy premier wiedział o tym, że firma Amber Gold to lipa, kiedy pan minister Rostowski wiedział, że Amber Gold to lipa i jakie podejmował działania. Bo na podstawie zeznań świadków, m.in. byłej dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku, wiemy, że takiego bezpośredniego zainteresowania pana ministra Rostowskiego problemem Amber Gold nie zauważyła – zapowiadał wiceszef komisji ds. Amber Gold.

Tymczasem przed rozpoczęciem przesłuchania przed komisją, Rostowski podzielił się z dziennikarzami swoją dość osobliwą teorią... Twierdzi on, że „komisja ds. Amber Gold została powołana żeby przykryć m.in. aferę GetBack”.

- SKOK-i upadły bo PiS utrudniał przez lata podjęcie, przejęcia nadzoru nad SKOK-ami przez KNF. Ostatnio mamy aferę Get Back... To jest 5 razy więcej straty, niż ludzie ponieśli na aferze Amber Gold. Polacy co miesiąc, albo częściej dowiadują się o aferach PiS. Ta komisja śledcza została powołana po to, żeby tamte afery przykryć – przekonywał Jacek Rostowski.

Co ciekawe, wspominając aferę GetBack Rostowski nie wspomniał ani słowem, że w sprawie przewijają się głównie osoby związane nie z PiS, lecz... Platformą Obywatelską.
 
O tym, kto stoi za aferą GetBack informowaliśmy już na łamach portalu niezalezna.pl:

- Skandal z GetBackiem to afera salonu finansowego III RP i dlatego niektórym bardzo zależy, aby ją rozmydlić, skierować na fałszywe tory – mówił poseł Sylwester Tułajew, członek sejmowej Komisji Finansów Publicznych, w rozmowie z Grzegorzem Brońskim.

 
CZYTAJ WIĘCEJ: Kto stoi za aferą GetBack? Poseł tłumaczy mechanizmy wielkiego przekrętu

 
Do sprawy odnosił się również premier Morawiecki.

- Sprawa GetBack wymaga bardzo dokładnego wyjaśnienia, obiecuję, że zrobię wszystko, by wyjaśnić genezę i późniejsze wydarzenia związane z GetBack. W ostatnich czasach dochodziło do prób prowokacji, do uwikłania rządu PiS przez osoby, które w ewidentny sposób są związane z PO - oświadczył premier Mateusz Morawiecki.

CZYTAJ WIĘCEJ: Premier o próbie uwikłania rządu PiS w aferę GetBack. Zdradza, kto mógł za tym stać
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl