Lada chwila w księgarniach pojawi się Pańska książka „Pod Baranami – ten szczęsny czas”. Wyobrażam sobie, że bardzo subiektywnie spojrzy Pan na zjawisko, jakim była krakowska Piwnica?
Nie może być inaczej. Przede wszystkim starałem się napisać książkę jak najuczciwszą w sensie faktografii. Niewątpliwym walorem będzie wiele nieznanych zdjęć czy dokumentów dotyczących Piwnicy pod Baranami, które czytelnik tu znajdzie. Oczywiście nie mogłem uniknąć emocji, z jakimi odbierałem ówczesne zjawisko. Tę, jakby całkiem inną cegiełkę, wyjętą z muru ówczesnej rzeczywistości. Zastanawiam się nad okolicznościami, w jakich funkcjonowała Piwnica. Czy i jak ówcześni piwniczanie - byliśmy świadomi, w tamtej sytuacji politycznej, społecznej, kulturowej, na ile ten mur kruszymy?
Jak Pan patrzy po latach na Piwnicę, w której odgrywał Pan przecież bardzo ważną rolę w latach 60. i 70.?
Zależało mi na uświadomieniu w tej książce faktu, że oprócz samego Zespołu Kabaretu, Piwnica to szerszy krąg ludzi… A więc krąg opinii, gustu, określonej stylistyki, ówczesnego krakowskiego środowiska. Piwnica w wąskim rozumieniu to niewielki skład artystów, zapraszających na programy kabaretu w soboty i niedziele. Ale inny jej sens, i inne jej wsparcie to środowisko, które wokół siebie zgromadziła. Znani redaktorzy, jak Turowicz czy Eile. Pisarze – Mrożek, Bursa, Flaszen, Czycz, Mortkowicz-Olczakowa, jej córka Joanna Olczak, cała potężna strona krakowskiej ówczesnej plastyki, muzycy, naukowcy, historycy, jak Marek Rostworowski, autor słynnej wystawy „Polaków portret własny”. To był głos, który opiniował, doradzał. My, artyści - „kabaretowy głos” - byliśmy jego wyrazicielami .Nie da się ukryć, że tworzyliśmy pewien styl, pewne rozróżnienie. To my decydowaliśmy o tym, co jest, a co nie jest „piwniczne”. Trzeba się było czymś odróżnić, zaznaczyć z jakiego budulca tworzymy. Kraków był właściwie jedynym miastem posiadającym ciągłość kulturową. Dlatego mieliśmy się na czym oprzeć i do czego odwołać.
Na czym polegał sposób, który w Piwnicy znaleźliście na zgrzebny PRL?
Powiedziałbym, że zastosowaliśmy metodę poetycką. Pewnego kamuflażu , przebieranki stylizacyjnej i historycznej. Pozwalała ona nam (ten sposób, ta metoda) mówić o wiele więcej, niż bezpośrednim tekstem, bezpośrednią deklaracją. I to było o wiele trudniejsze do uchwycenia przez cenzurę. Oczywiście bardzo ważny był odbiorca, który tę naszą umowność właściwie zrozumie. Zresztą w ogóle lekceważyliśmy z zasady i pomijali tamte realia. Wchodziło się do Piwnicy jak do innego świata. Podnosiliśmy przecież to, co należało do świata odrzuconego, burżuazyjnego. Świata, który komunistom kojarzył się jednoznacznie z przeciwnikiem politycznym. Z wrogiem ludu. Na naszej podziemnej scence kabaretowej, ten element odrzucony wychodził na pierwszy plan i „pięknie grał”. Dawaliśmy wyraźną aluzję przy jakich wartościach stoimy i za czym się opowiadamy.
Wasza ostentacja, tworzenie innego, nieakceptowanego świata musiały spotkać się z reakcją władzy. Jak ważny jest ten wątek w Pańskiej książce?
Jako, ze tak powiem - świadek od wewnątrz, konkretnie analizuję i pokazuję metody, jakimi staraliśmy się uniknąć zderzenia. Bezpośredniej kraksy. Jak przechytrzyć cenzurę. Pokazuję w książce dokumentację tych zmagań. Naszych gier z cenzurą. To było oczywiste, że w tekstach literalnie nie powinno się znaleźć zbyt dużo, za dużo poświęconego z góry do skreślenia. Naszą metoda, czyli bronią, była sugestia, aluzyjność. Jak w arcysłynnym monologu Wiesława Dymnego „Na przykład Majewski”- pokazującym postać ówczesnego wzorcowego aparatczyka. Do skreślenia nie ma tam ani słowa. A cały sens i pikanteria kryje się w aluzyjności. W sposobie wypowiadania. Dymny znakomicie imitował Gomułkę, jego intonację, gesty, plucie, popijanie wody. Publiczność szalała ze śmiechu, a cenzura była bezradna. No bo co tu cenzurować?
Będziemy mogli w książce z bliska przyjrzeć się najważniejszym postaciom Piwnicy?
O ludziach starałem się pisać zgodnie z ówczesnym moim stanem wiedzy i emocji. Przedstawić ich najuczciwiej jak to możliwe. Myślę, że książka będzie dość odważnym głosem z wewnątrz piwnicznego świata. Opisuję rozbudowane sylwetki moich ówczesnych koleżanek i kolegów. Łącznie zresztą ze sobą. Dwie wiodące, centralne postaci to Piotr Skrzynecki i dr Janina Garycka, malarka i literaturoznawca, kierownik literacki Piwnicy, którą właściwie wydobywam dla szerszego poznania. Zgodnie z rangą, zasługami i jakością tej postaci. Mimo, że Janina nie występowała, pozostawała ciągle w cieniu, to była jednak osobą niezwykle w Piwnicy istotną. Myślę, że to jeden z większych walorów mojej książki, która ukaże się nakładem krakowskiego wydawnictwa Fabri – Biblioteka Konesera. Może jeszcze odnotuję cały tytuł : Pod Baranami ten szczęsny czas… Sceny i obrazy z życia piwnicznego w Krakowie w latach 60 tych i 70 tych xx wieku. A książkę rozpoczyna takie, poniekąd listopadowe, motto: I tak widzialni z Niewidocznymi/ Cienie poszeptujące z sobą / Idziemy …/ Oby tego pewni - Kto z nas prowadzi ? / Kto odprowadza kogo?
